dla kobiet z wartościami

sobota, lutego 03, 2018

Zazdrość piękności szkodzi


Znów monotonia. Klik, klik klik. Literki ustawiają się posłusznie w rządku, jedna za drugą. Coraz więcej czarnych linijek pojawia się na ekranie. Później trzeba je jeszcze doszlifować, wyrównać, poprzycinać, poprzerzucać, poprzekładać. Żmudna praca, zabawa ze słowami i przecinkami. Nie umiem jej doceniać, taka praca wydaje mi się mało potrzebna, mało opłacalna i mało praktyczna. Ktoś przeczyta całość, a ktoś tylko tytuł. Wszystko ostatecznie skończyć może na wielkim stosie makulatury… często właśnie tak wygląda moje podejście do pracy!


W ostatnim czasie miałam okazję spróbować swoich sił w różnych „zawodach”. Młodość to w końcu czas eksperymentowania, smakowania różnych fachów i sprawdzania siebie w nich. Byłam nianią, pomocą kuchenną, sprzątaczką, opiekunką dla osób starszych, trochę ogrodniczką, trochę pisarką, trochę artystką (szklanki, kartki - hand made). Zauważyłam że zamiast cieszyć się pracą, którą wykonuję w danej chwili, myślę o tym jak wspaniale byłoby teraz robić coś innego.

Kiedy pisałam, zazdrościłam tym którzy pracują w gastronomi, że tam to się chociaż człowiek poruszał, coś dobrego zawsze przekąsił, miał kontakt z ludźmi, przyczyniał się do karmienia, czyli dawania życia, efekt był widoczny, a jeszcze jak przyszedł ktoś podziękować! Raj na ziemi! Miodzio! Prawda, że się trzeba umęczyć trochę, ale przynajmniej odpoczynek jest zasłużony. I nikt nie będzie się dziwił tym odpoczynkiem, a nawet będzie litościwie do niego zachęcał…
 
Kiedy byłam w kuchni, marzyłam o tym żeby w końcu się wyrwać chociaż na chwilę, bo przecież życie nie składa się tylko z gotowania! Ręce były pomarszczone, ponacinane nożami, albo pościerane na tarce, plecy bolały od schylania się nad zlewem. A przecież można by tyle przez ten czas napisać, przeczytać, nauczyć się...
 
Kiedy pisałam, często szło mi to mozolnie, nie było weny, wszystkie słowa gdzieś się porozłaziły po kątach, czułam się zmęczona, ale właściwie nie miałam po czym odpoczywać, bo na ekranie widniało tylko pół strony tekstu. Marzyłam o spacerze, a nawet o posprzątaniu calusieńkiego domu, łącznie z myciem okien i praniem firanek. Czułam, że robię za mało, marnie, niepotrzebnie...
 
Kiedy przyszedł czas na sprzątanie na dużą skalę, mogłam poczuć przyjemne, sprawiedliwe zmęczenie, ale… w głowie mojej nagle pojawiało się dużo pomysłów, które krzyczały aby je natychmiast zapisać, bo pochowają się znów gdzieś w zakamarkach podświadomości. Niestety dzień się kończył, a jutro znów trzeba było wstać wcześnie. Rozsądek i zmęczenie zapraszały mnie szerokim gestem do łóżka, a ja zazwyczaj korzystam z takiego zaproszenia...
 
Kiedy byłam z moją staruszką, irytowałam się, że tak powoli wykonuje rytualne, codzienne czynności, przecież za ten czas posprzątałabym już cały pokój, pozmywała stos garów, albo napisała wreszcie tę ostatnią stronę artykułu, za którą zabieram się od tygodnia…
 
Kiedy pilnowałam dzieciaków łudziłam się, że w międzyczasie coś poczytam, pouczę się do kolokwium, zrobię coś jeszcze pożytecznego. Nie doceniłam kreatywności i żywiołu jaki kryje w sobie dziecko. Jak wspaniale potrafi koncentrować na sobie całą uwagę.


Dlaczego tak trudno być tu i teraz i cieszyć się tym co robię w danej chwili? Co za demony mi przeszkadzają i dlaczego tak trudno pracować z miłością? Nie tylko złość, ale i zazdrość szkodzi piękności. Zazdrość zabija radość z tego kim jestem i z kim jestem, niszczy wartość i sens pracy. 
Zauważyłam, że kiedy dopuszczam by w moim sercu zbyt długo gnieździło się to uczucie, wtedy tracę mój czas. Jest on zmarnowany, bo nie jestem w nim cała, nie cieszę się nim, nie wykorzystuję wszystkich swoich możliwości, swoje siły i uwagę angażuję w coś bezsensownego. 


Zazdrość niszczy moją kreatywność, moją sumienność, zapał, zaangażowanie. Podobnie porównywanie się, rywalizacja, ambicja, chciwość, by więcej zrobić, najlepiej kilka rzeczy naraz. Wydawać by się mogło, że kiedy pomagam, to tracę czas i siebie, a ja zauważyłam, że jest zupełnie odwrotnie! Mój czas jest stracony, kiedy skąpię komuś pomocy, uwagi, kiedy próbuję zatrzymać go tylko dla siebie, dla swoich celów i przyjemności. Może to Duch Święty mi podpowiedział?

„Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy. Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc.” (Ga 5, 25-26)

Jak być pięknie? Jak cieszyć się każdą chwilą i każdym zadaniem, nawet trudnym, które jest mi dane do wykonania? Jak promieniować radością? Jak oświecać swoim promienistym byciem zaciemnione drogi innych? Wydaje mi się to niemożliwością. Często przecież sama jestem w ciemności, wydaje mi się, że nie za wiele tego piękna we mnie, że jestem niezadowalająca, zawodna, niesłowna, niezdolna żeby pomóc wszystkim wystarczająco całkowicie i wyczerpująco. Chciałabym dostać dobrą ocenę za to bycie, dlatego wciąż mi za mało. Jestem kapryśna i marudna. Czy to pięknie? Czy to wypada? Czy oświecę komuś drogę moimi dąsami?
 


Ociężała kłoda w ciemnościach bywa niebezpieczna, drzazgi niezadowolenia ranią bardzo boleśnie i na długo mogą zostawić blizny w materiale wrażliwym. Ratunku! Wołam z głębokości, kiedy coś mnie gnie w ciemność. Trzeszczę i jęczę jak stary fotel, próbuję zagłuszać ten wewnętrzny szwargot miłymi słówkami. Na nic to. I tak wycieka gdzieś z boku ten grymas, ta ponura część mnie. Jak się wyleczyć? Plik recept mam w szufladzie, nastałam się w kolejkach do lekarza (duszy oczywiście) już nie raz. Jest lepiej, trochę pomoże, a potem znów objawy się odnawiają.
 
„Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.” (2 Kor 12, 8-10)

Pięknie! Słabość, goni słabość, jest więc przestrzeń doskonalenia. Miejsce dla Chrystusa. Zapachniało miłosierdziem… Moje pragnienia i ambicje, mój nieokiełznany pęd żeby robić dużo, szybko, opłacalnie i wydajnie. Potrzeba akceptacji, potrzeba taka i owaka. Jest ich mnóstwo. Kupić to, mieć tamto, osiągnąć to i owo. Kiedy wreszcie uwierzę, że wszystkie moje potrzeby zaspokoić może tylko On jeden?

„A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę.” (Flp 4, 19)


Karolina Kargol

środa, stycznia 31, 2018

POMIMO WSZYSTKO…



Mk 6, 1-6


„Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także jego siostry?» I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. 
Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.”



Niedowiarstwo, zazdrość czy pycha?
Co takiego było w ludziach z Nazaretu, że nie potrafili przyjąć Jezusa?


Co mówił, że ich serca słysząc Jego naukę były pełne obrazy?




Widzę w tym Słowie moją codzienność. Słowo Boga, które często odrzucam, które mnie złości, które jest ciężarem, bo pokazuje mi prawdę o mnie… 
A PAN chce przemieniać serce grzesznika. Zwraca mi uwagę, że potrzebuje mojego zaangażowania,
wymaga życiowej zmiany 


  • tego, co stało się „bezpieczna rutyną”
  • co nie jest pełnieniem woli Boga                  

                 
Dzisiejsza Ewangelia jest dla mnie niczym Słowo upomnienia, które trudno przyjąć zwłaszcza od najbliższych. 
Co robić?
Tak po prostu się poddać działaniu Boga?
I to wystarczy?  
Wydaje się być takie proste…
Ale ja chciałabym podjąć coś znaczącego, jakieś wyniosłe zmiany, widoczne od razu. Wielozadaniowość, która mogłaby sprawić, że Pan wejrzy na mój trud i dopiero „zasłużę” na Jego miłosierdzie…

…a przecież wcale nie o to chodzi…

Duch Święty podpowiada mi by zawołać:

„JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ”


Krótki akt, pozwalający, żebym w zaufaniu i powierzeniu zaczęła wypełniać wolę PANA.




Działanie Boga 


Jak działa Bóg? 
Widzę odpowiedź na to zapytanie w piątym wersie tej Ewangelii „…jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich.” - w przekładzie greckim czytamy: „jeśli nie paru NIEMOCNYM nałożywszy ręce uzdrowił”.


NIEMOC pełna MOCY

Kiedy pokazuję Bogu moje zranione serce, jego słabość, kruchość i wrażliwość, okazuje się, że w tym momencie staję prawdziwie w relacji do Boga.

Boga, który kocha moją niemoc - daje mi jednocześnie swoje umocnienie…

Boga, który jest hojny i pragnie wlewać w moje serce łaskę i uzdrowienie.

Aby to zaistniało potrzeba:

  • mojej zgody
  • prawdy
  • prostoty                           
PAN NAŁOŻY NA MNIE 
SWOJE RĘCE I UZDROWI MNIE…



Dziś Miriam przychodzi do mnie w postawie zawierzenia Słowu Boga. 
Pomimo ostrych słów krytyki, powątpiewania i wyśmiania przez bliskich…
Ona pozostaje w pokorze zasłuchania w Boga.
Zdanie innych osób na temat Jej Syna schodzi na bok. 
Liczy się Jej wewnętrzna relacja z Bogiem.  


Dzisiejsze Słowo pokazuje mi, że jeśli będę prawdziwie żyła z Jezusem, 
to mogę być pewna, że dotkną mnie nieporozumienia i wyśmiania.
Ale w tych doświadczeniach Pan zachowa mnie
 w pokoju serca, pomagając mi iść do przodu!
 Skoro Chrystus był niezrozumiany, mało tego, później zawieszony na krzyżu,
 to czego ja oczekuję od innych?


EWANGELIA JEST SŁOWEM SPRZECIWU DLA ŚWIATA

CZY JESTEM NA TO GOTOWA?

JAK PATRZĘ NA LUDZI ODDANYCH CHRYSTUSOWI?

Niech wypowiedź Ojca Pustyni, Jana Klimaka
pomoże nam w modlitwie, 
w zachowaniu cichości i pokoju serca,
 zwłaszcza w tych momentach, gdzie jesteśmy niezrozumiani 
i odrzucani przez najbliższych… 


Patrząc na Maryję trwajmy z Jezusem…


„Maryja, ma zamknięte usta i praktykuje świadomie milczenie,
 podporządkowując się woli Boga. 
Dzięki duchowej ciszy zbliża się do Niego i podejmuje nieustanną modlitwę.
(…) Boża Matka tylko z pozoru jest smutna, tak naprawdę nie ulega rozpaczy, 
bo nie jest pochłonięta przez sprawy doczesne. 
Chociaż z drugiej strony widać, że jak prawdziwa matka 
wyraża zatroskanie o swoje dziecko.
 Nie wykonuje jakichś gwałtownych, dynamicznych ruchów, 
pozostaje powściągliwa, nie objawia na zewnątrz swego bólu i obawy. 
W ten sposób stanowi przykład postawy dla ascetów pragnących osiągnąć hezychię.”





Kamila Kruszyńska

poniedziałek, stycznia 29, 2018

Wycieczka w przeszłość w poszukiwaniu sensu kobiecości – część II


W pierwszej części omówiłam problemy i zagrożenia towarzyszące kobietom i młodym dziewczynom pracującym w fabrykach na przełomie XIX/XX wieku. Artykuł miał na celu odnaleźć kobiecość u kobiet żyjących w ówczesnych czasach. Niskie wynagrodzenia, zadłużenia, demoralizacja, zatracanie wartości moralnych i religijnych, złe warunki mieszkaniowe, duża ilość godzin pracy – to wszystko sprawiało, że środowisko kobiet było zaniedbane.

W dalszych poszukiwaniach odnajduję kobiety mężne, odważne, heroiczne. Kobiety, które widząc zmagania innych, nie rezygnują i nie ulegają presji fabrykantów. Starają się być promykiem nadziei i dobra dla kobiet i młodych dziewcząt. Widzą, jak kobiety w poszukiwaniu środków do życia i zniewolone panującą sytuacją, ulegają narzuconym im warunkom. 

Te odważne i dzielne kobiety, stawały się dla młodych dziewcząt autorytetami, a niekiedy (jeśli mogę tak ująć) matkami. Dostrzegając problem beznadziejnych warunków mieszkaniowych, pomagały im znaleźć dobre lokum. Wynajmowane mieszkania przeznaczone były wyłącznie dla młodych robotnic fabrycznych. Chroniło to je od demoralizacji, na którą były narażone m.in. mieszkając wspólnie z mężczyznami.
Młodym dziewczynom, które traciły ducha religijności, pobożności i uczciwości, organizowały nauczanie katechizmu, zachęcały do modlitwy oraz skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.
Mniej zaradnym i oszczędnym dziewczętom zapewniały edukację w zakresie wykonywanego przez nie zawodów, wdrażały do praktycznych i domowych prac, jak i przyuczały gospodarowania pieniędzmi. Uczyły je również nauki czytania, pisania, historii.
Aby uwolnić robotnice od zadłużeń w sklepach żydowskich, uczono je oszczędnego gospodarowania każdą suma pieniędzy, co w konsekwencji  uwalniało je od wyzysku żydowskiego.
Kobiety nie zapominały również o rodzinach, najuboższych i bezrobotnych. Organizowały w pobliżu fabryk tanie kuchnie i jadłodajnie. 

Przez swój przykład życia i żywą wiarę w Boga, były pomostem na drodze do wiary w Boga. Ich wzór ducha chrześcijańskiego przenikał do fabrycznych hal. Chętnie uczestniczyły w Mszach Świętych, przystępowały do Komunii świętej, co pociągało innych do naśladowania. Jak na przykładne katoliczki przystało, świadczyły pomoc duchową, materialną i dobroczynną. Zdobywały sobie zaufanie środowiska. Ich odwaga i osobisty przykład przyczyniał się do zmniejszenia się liczby kradzieży, pijaństwa. Wpływał również na sumienne wykonywanie pracy.

Potrzebą tamtych czasów było zadbanie również o chore robotnice, bezrobotnych oraz osoby w podeszłym wieku. Mała ilość pożywienia i szkodliwe warunki pracy szerzyły powstawanie chorób: gruźlicę i tyfus. Działalność kobiet nie zamykała się więc w murach fabryk, ale tworzyły przytułki i schroniska dla kobiet chorych i bezrobotnych.

Widzimy więc, że w każdym czasie kobiety zmagały się z trudnościami. Dostrzegamy kobiety, które nie były obojętne na szerzące się zło. Poprzez swoje uświęcanie życia i pracy odgrywały istotną rolę na otaczające ich środowisko.


*  *  *
Moja wycieczka w przeszłość jednak się nie kończy. Spotykam panią Łucję Glijer, która w tym roku kończy 90 lat. Kobieta, która chce podzielić się swoim świadectwem bycia kobietą i bycia wzorem dla innych. Choć przez skromność nie uważa się za kogoś wyjątkowego, to jednak warto przytoczyć jej przykład życia.

Siadamy przy wspólnej herbacie i zaczynamy rozmowę, od najprostszych pytań, aż po konkretne, aby pokazać kwintesencję sensu kobiecości. 

O owocach naszej rozmowy już w następnym poście…


Karolina Wtorek


Fotogaleria:










sobota, stycznia 27, 2018

Nie każdej Pięknej w tej spódnicy pięknie!

Pamiętam jak koleżanka na widok mej osoby w spódnicy o kształcie „syrenka” wykrzyknęła: A coś ty z siebie zrobiła? Oburzyłam się, rzecz jasna, wszak spódnica była tak modna wówczas, że wszędzie tylko takie fasony wisiały w sklepach, a moje koleżanki ze studiów wyglądały w nich bajecznie. Odpowiedziałam zatem złośliwie, że pięknemu we wszystkim pięknie. Wieczorem stanęłam w lustrze, poprzyglądałam się sobie z rezerwą,  sceptycznie i, choć kosztowało mnie dużo, stwierdziłam, że mi w tej spódnicy… okropnie!

I tak rozpoczęłam przygodę ze sztuką doboru ubrania do własnej figury, wzrostu i do okoliczności zewnętrznych. O, jeszcze popełniam pomyłki. Dlatego ten artykuł – żeby o ciuchach porozmawiać.

O ciuchach, a dokładnie o spódnicach. Rodzajów tego kobiecego ubranka jest ilość spora. Zanim więc zaczniemy omawiać konkrety, ustalmy najważniejsze zasady ogólne:

  1. Zanim zacznę dobierać sobie spódnicę muszę ustalić, jaki mam typ sylwetki, czyli jak się ma szerokość moich ramion do szerokości bioder (czy ramiona są węższe, czy szersze od bioder? Czy mam wyraźnie zarysowaną talię?).

  2. Będę patrzeć, jak dana spódnica leży na mnie a nie na innych, żeby uniknąć „życzeniowego” myślenia, że w tej spódnicy będę świetnie się prezentować, bo koleżanka wygląda bosko.

  3. Zastanowię się, na jaką okazję wybiorę się w tej spódnicy i do jakiego zestawu w mojej szafie pasuje.

  4. Zwrócę uwagę na odpowiednią do budowy moich nóg długość spódnicy, żeby wyszczuplała moje łydki lub uda (jeśli spódnica kończy się tam, gdzie są najgrubsze, to optycznie jeszcze je pogrubia).

  5. Zastanowię się, czy dodatki (kieszenie zewnętrzne, marszczenia, wzorki, napisy) nie dodają mi kilogramów, nie podkreślają „brzuszka” i właściwie modelują biodra (poszerzają lub zwężają optycznie – w zależności od typu figury).



Kiedy już masz w głowie tych kilka prostych zdań, możesz zacząć przegląd spódnic. Na początek – „ołówkowa”! Czytaj w następnym artykule, już wkrótce!


Anna Duda

środa, stycznia 24, 2018

Niebezpieczna pustka...



Środek tygodnia! Rozpoczęte różne prace,
dużo zabiegania, troski i zmartwienia.
Obciążenie i utrudzenie?
Czas na…
 
 ŚROD(K)OWE UMOCNIENIE z MIRIAM!

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”
Mt 11,28-30





Spotkanie ze Słowem, które prowadzi nas…
  • do zmiany rozumienia piękna,
  • do odkrywania jego tajemnicy
  • do kontemplacji PIĘKNA 


Zapraszamy Was na krótkie środowe medytacje Ewangelii z dnia,
w świetle NAJPIĘKNIEJSZEJ Z KOBIET!



 

Niebezpieczna pustka…


24.01.2018r. 
Słowo Boga, tak delikatne, że łatwo je minąć, zniszczyć, znieważyć czy wzgardzić Nim.
Chcę w to Słowo wczytać się całym sercem, duszą i ciałem… Zostawiając, choć na chwilę troski dzisiejszego dnia, tego ile mam do zrobienia, jakie czekają mnie spotkania, jak mam wyglądać, żeby dobrze wypaść, chęć perfekcji i idealistycznego spojrzenia na rzeczywistość…

Teraz czas dla PANA, który JEST w Słowie…

Mk 4, 1-20 

„Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej [pozostając] na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:
«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!». A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść. On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach,
aby patrzyli oczami, a nie widzieli,
słuchali uszami, a nie rozumieli,
żeby się nie nawrócili i nie była im wydana [tajemnica]». 

I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże zrozumiecie inne przypowieści?
Siewca sieje słowo. A oto są ci [posiani] na drodze: u nich się sieje słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy, gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują.  Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».”

Siewca, który wychodzi siać - Słowo pada na GLEBĘ obraz mojego wnętrza, mojej duszy, tego, kim jestem naprawdę.

Jak wygląda moje wnętrze dziś?



Każda z tych „gleb serca” jest we mnie w jakiś sposób obecna. W Obecności Jezusa mogę poznawać siebie z miłością i zaakceptować piękno, którym mnie obdarował. Bywa, że nie jestem w stanie od razu go zrozumieć, ale Bóg jest cierpliwy i delikatny. Powoli prowadzi mnie do Prawdy.

Myślę, że Maryja daje nam dzisiaj ważną lekcję i uczy tego, co to znaczy wierzyć.

Wiara polega na zaufaniu Bogu i rozważaniu tego, co mnie spotyka w jej świetle.
Czy u Boga szukasz zrozumienia tego, co się dzieje w Twoim życiu?
Czy może opierasz się tylko na swoim intelekcie albo tym, co Ci ludzie mówią?

Oczywiście ich głosu nie należy lekceważyć, ale chodzi mi o to, czy nie stawiasz ich ponad to, co Bóg chce Ci powiedzieć w czasie modlitwy, adoracji, medytacji Słowa?
To ważne pytania, ponieważ codziennie powinniśmy uczyć się rozpoznawania głosu Boga w naszym życiu.

On mówi do nas przez ludzi, to prawda, ale mówi także bezpośrednio do serca i wielką sztuką jest umiejętność usłyszenia Go i wydania dobrych owoców.
Nie ważna ilość, ale jakość…
Nie nauczymy się tego, jeśli nie będziemy – dosłownie – walczyli o czas dla Boga.


 
Niech Maryja, ta, która nosiła i rozważała Słowo w swoim sercu, wyprasza nam taką wiarę, byśmy jak Ona, stawali się skarbcem, w którym zachowujemy wszystko, co związane jest z Jej Synem. Pokornie idąc i przyjmując kolejne wydarzenia życia.



Kamila Kruszyńska

piątek, stycznia 19, 2018

Wycieczka w przeszłość w poszukiwaniu sensu kobiecości – część I


 
 
Cel mojej wędrówki jest jeden: odnalezienie piękna kobiecości. Miejscem moich poszukiwań tym razem będzie Łódź. 
 
Ale idę dalej w swoich poszukiwaniach i cofam się w czasie – do przełomu XIX/XX wieku. 
 
Temat poruszany przeze mnie jest stosunkowo intrygujący, gdyż dotyczy zmagań kobiet na przestrzeni wieków. Pozostałości tego okresu możemy odnaleźć m.in. w Muzeum Fabryki mieszczącym się w Manufakturze, gdzie można obejrzeć zabytkowe krosna (maszyny włókiennicze).
 
Rzecz się dzieje, jak już wspomniałam w Łodzi, która skupiała najwięcej ludzi wokół fabryk. W II połowie XIX wieku następuje „rewolucja przemysłowa”. Wzrost uprzemysłowienia powodował wzrost napływu ludności wiejskiej do miast. Warunki pracy i zatrudnienia bezwzględnie dyktował właściciel fabryki.
Ludzie pracowali po 12–14 godzin, a czasem nawet po 16 na dobę. Oprócz mężczyzn zatrudniano również kobiety i młode dziewczęta, które często były narażone na zagrożenia duchowe i moralne. Ich problemy często dotyczyły: 

  • Niskich wynagrodzeń– kobiety za wykonaną pracę w fabryce otrzymywały nieco ponad połowę zarobku mężczyzn. Młode dziewczęta, jako tania siła robocza, zarabiały w okresie początkowym średnio połowę zarobku kobiety (czyli ok. ¼ wynagrodzenia mężczyzny)!!! Nie trudno sobie więc wyobrazić, że tak niska pensja nie wystarczała na zaspokojenie chociażby podstawowych potrzeb. Zmuszone więc były do oszczędzania. Mniej zaradne dziewczęta popadały w długi, inne dorabiały oddając się prostytucji. Dla wielu z nich walka o pieniądz i utrzymanie się kończyła się gruźlicą, która była plagą tamtych czasów.
  • Ochrony prawnej – pracowników fabryk nie chroniło żadne prawo.
  • Zadłużeń w sklepach żydowskich.
  • Stosunku fabrykanta do pracowników – fabrykant dysponując tanią siłą roboczą narzucał prawa, które obowiązywały w jego zakładzie. Wysyłał do ciężkiej i mało zarobkowej pracy, z łatwością zwalniał pracowników przyjmując na ich miejsce nowych.
  • Ilości godzin pracy – robotnicy pracowali po 12–14 godzin, a nawet po 16 godzin na dobę. Nieletnie osoby pracowały przynajmniej 8 godzin.
  • Warunków mieszkaniowych – rodziny robotnicze mieszkały w suterenach, na poddaszach bądź w wynajmowanych sublokatorskich pomieszczeniach. W jednym pomieszczeniu mieszkało po 9–10 osób, a czasem do 14 osób. Mieszkali razem robotnicy, całe rodziny i młode dziewczęta.
  • Zatracenie wartości ogólnoludzkich i religijnych – warunki mieszkaniowe i zatrudnienia przyczyniały się do zatracania poczucia tych wartości. 

Jak widzimy, w fabrykach źle się działo i ten stan rzeczy wymagał naprawy. Kobiety i dziewczęta były narażone na demoralizację, nędzne warunki życia oraz zadłużenie, z którymi nie potrafiły  sobie poradzić.


Ale to nie wszystko… W drugiej części, która już niebawem, będzie dalej mowa o kobietach i kobiecości. 




Karolina Wtorek






Fotogaleria:






piątek, stycznia 12, 2018

Szara codzienność? Nie poddawaj się zniechęceniu!

Za nami Święta Bożego Narodzenia, Sylwester, Nowy Rok. Piękny czas, kiedy można po prostu pobyć z najbliższymi i oderwać się od codzienności. A przy tym pyszne jedzenie i radosne kolędy, które chociaż przypominają o zimnym żłobie, to przecież budzą w nas przyjemne wspomnienia dotyczące rodzinnej Wigilii. Był czas na wszystko: na miłe rozmowy, dobry film, spacer, na modlitwę i na sen trochę dłuższy niż zwykle.

Tymczasem nieuchronnie nadszedł dzień 2 stycznia, a więc powrót do pracy..
Kolejny tydzień, kiedy czekam niecierpliwie na weekend. Na biurku piętrzą się sprawy do załatwienia, które ciągle mam ochotę odkładać na później. Za oknem szaro i co jakiś czas przychodzi ktoś ubiegać się o swoje racje. Nic mi się nie chce..
A w domu? Niby dobrze, niby można odpocząć, ale wciąż powtarzają się podobne sytuacje, które tak mnie irytują i jeszcze odwieczny problem z brakiem czasu.. A rano tak ciężko wstać.
Nieuchronnie pojawia się w mojej głowie pytanie: gdzie w tym wszytkim jest jakiś sens?..

Co mogę z tym zrobić? Jak sobie poradzić ze zniechęceniem?
Jedyne co przychodzi mi do głowy to zapytać, co podpowiada Pan Bóg. To On jest przecież Dawcą, Sensem i Odpowiedzią. Nie chcę o tym zapomnieć! Co mówi w swoim Słowie?

"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie." Mt 11,28-30 


"Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli. Wy zaś, bracia, nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze!" 2 Tes 3,10-13


"Kto dotąd kradł, niech już przestanie kraść, lecz raczej niech pracuje uczciwie własnymi rękami, by miał z czego udzielać potrzebującemu." Ef 4,28


Powyższe słowa są dla mnie iskierką. Chcę o nich pamiętać i proszę Boga, aby na nowo obudziły we mnie motywację do pracy.

W walce ze zniechęceniem ułożyłam sobie także plan odnalezienia sensu. Oto on:

1.) Już od rana chcę ofiarować dzień mojemu Stwórcy, bo to On pozwolił mi się dzisiaj obudzić.

2.) Chcę nakarmić siebie i innych "kanapką z pięknem" - odnaleźć wartość w tym, co zwykłe, niezbędne i codzienne.

3.) Jak się ubrać? Ważne, czy nieważne? Bóg stworzył mnie kobietą, więc chcę zadbać także o swoje ciało.

4.) Kolejny pokarm to Eucharystia - i już wiem, że nic lepszego dzisiaj nie dostanę.

5.) Praca? Niech to będzie moja misja! Chcę modlić się za tych, których spotykam.

6.) Może warto zrobić coś bezinteresownie? Kiedy pomagam komuś, chcę widzieć w tej osobie Chrystusa. Może usłyszę kiedyś: "byłem smutny, a ty uśmiechnęłaś się do mnie; niosłem ciężką walizkę, a Ty mi pomogłaś; zabrakło mi kilku złotych do zakupów, a ty za mnie zapłaciłaś".

7.) Spotkanie z Najpiękniejszym, aby odkryć piękno w sobie i w drugim człowieku.

8.) No i jeszcze Maryja, najpiękniejsza z kobiet. Chcę, żeby Ona zawsze była moją Przewodniczką.


I chociaż jestem słaba, to codziennie od nowa chcę walczyć o to, aby na moim niebie przebijało się słońce. To Słońce, którym jest Chrystus. Marzę o tym, aby każdego dnia ogrzewać się w Jego promieniach i by dawać Go światu.




Magdalena Parys