dla kobiet z wartościami

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiad. Pokaż wszystkie posty

wtorek, grudnia 03, 2019

Ojcostwo duchowe

face to face

ojciec – córka,
czyli o nieidealnej relacji


Dzisiaj rozmowa pomiędzy córką a ojcem, miedzy Karoliną Wtorek a ks. Michałem Laskowskim – o ojcostwie. O ojcu biologicznym i potrzebie kierownictwa duchowego, i nie tylko.
Poprzedni artykuł był stricte o ojcostwie biologicznym. Teraz poruszamy głębszy temat – potrzebę ojcostwa duchowego.


Stróże Poranka – „Drogi”


Córka: Nurtuje mnie pytanie, mnie jako córki, czy jakakolwiek z nas miała idealne dzieciństwo i dobry dom? Nie spotkałam jeszcze dziewczyny, która by powiedziała, że miała super. Dlaczego tak się dzieje?


Ojciec: Nie da się zamknąć tego w jednej płaszczyźnie. Zależy jak rozumiemy pojęcie „dobrego domu” i „idealnego dzieciństwa”. Każdy dom jest dobry, jeśli jest w nim miłość, pokój, radość, wzajemna zgoda i wiele innych. Nie kwestionuje to jednak pojawiania się problemów, trudności, niejednokrotnie takich, które po ludzku przekreślają. Myślę, że duży wpływ na takie postrzeganie ma brak wzorców. Nasi ojcowie, nasze matki też pochodzą czy pochodzili z domów nieidealnych. Jednak tu wchodzi kwestia po pierwsze dostrzeżenia problemów i trudności, z którymi z domu wychodzę. Braków np. emocjonalnych, ale też braków w podstawowych potrzebach takich jak bliskość. Po drugie kwestia pracy z tymi trudnościami. Jest to podejmowanie pracy nad sobą, nie na zasadzie prześcigania się z innymi o to jaki jestem, ale w pokonywaniu samego siebie. 

Córka: Często w życiu popełniałam różne błędy, a ich przyczyna, która napędzała cały ten chory mechanizm była długo nieuświadomiona. Dopiero teraz wiem, że poszukiwanie bezpieczeństwa wynikające z braku fizycznej obecności ojca w domu (który wyjechał za granicę za chlebem) doprowadziła mnie do błędnych decyzji. Niekiedy ocierałam się o tragiczne decyzje, które mogły przynieść nieoczekiwane konsekwencje.




Ojciec: Konsekwencją braku fizycznego, duchowego i emocjonalnego ojca czy matki również, czyli konsekwencją braku wzorca, niejako punktu odniesienia są popełniane przeze Ciebie błędy. Istotną kwestią jest modlitwa o to, aby Pan Bóg postawił na Twojej drodze „towarzysza życia”. Spotkanie na swojej drodze osoby mądrej, która będzie przyjacielem, ale i stanie się duchowym towarzyszem, czy przewodnikiem, pokazującą konsekwencje błędów, ale też umiejącą przeprowadzić Cię w stanie kryzysu, czy w czasie popełnionego błędu ku górze, ku dobremu rozwiązaniu, ku ponownemu wejściu na drogę szczęścia i miłości. Św. Paweł po swoim doświadczeniu nawrócenia dochodzi do momentu w którym słyszy  słowa Jezusa „wystarczy Ci mojej łaski, moc bowiem w słabości  się doskonali” (2 Kor 12, 8). 

Córka: Dzisiejsze czasy nie sprzyjają budowaniu relacji córka – ojciec. Wiele rodzin jest rozbitych, niepełnych. Zatraca się, a zarazem podważa rolę ojca, który odgrywa istotną rolę w życiu córki. Tracimy często swoją tożsamość i poczucie własnej wartości. Niełatwo żyć raz w jednym domu, raz w drugim. Czujemy się opuszczone, osamotnione i niezrozumiałe.


Ojciec: Dzisiejszy świat próbuje podważyć wszelkie autorytety. Podważanie podstawowych wartości takich jak poczucie bezpieczeństwa wypływające z rodziny, ale również podważanie autorytetu ojca jako głowy rodziny, prowadzi do zaburzenia najistotniejszych funkcji rodziny, zaburzając tym samym budowanie relacji córka – ojciec. Spłycenie tożsamości mężczyzny, życie „na próbę”, czyli związki niesakramentalne, ale również rozwody mają ogromny wpływ na powstawanie zaburzeń w budowaniu relacji. Te właśnie sytuacje wpływają na nieumiejętność budowaniu zdrowej relacji opartej na miłości, wzajemnym zrozumieniu, ale również bliskości. Jak to jest w takim potocznym powiedzeniu: „Kiedyś jak się coś popsuło, to się naprawiało. Teraz gdy się coś popsuje wymienia się na nowe” w odniesieniu do budowania relacji międzyludzkich, zwłaszcza relacji w małżeństwie, w rodzinie, czy w związkach osób zakochanych, pragnących tworzyć zdrowe, piękne rodziny. Osoby tworzące związki niesakramentalne niejako „przeskakują” kilka etapów w życiu i nieprzepracowane, nie przeżyte te etapy mają negatywny wpływ na późniejsze życie, pojawia się brak. John Eldrige w książce „Dzikie serce” pokazuje właśnie siedem etapów rozwoju w budowaniu tożsamości mężczyzny. Autor podkreśla, że ominięcie choćby jednego etapu będzie miało wpływ na późniejszą niedojrzałość w konkretnych momentach życia. Nie da się tego zamknąć w kilku zdaniach, myślę, że nie raz powinno wracać to w naszych rozmowach. Jednak jest droga pokazująca piękno miłości, piękno budowania prawdziwych, opartych na jedności, pokoju i miłości relacji. Drogą tą jest życie sakramentalne. Przez udział w sakramencie pokuty, który pozwala mi przejrzeć się z miłością w moich wadach, ale również podziękować i zmotywować się przez to, co dobre we mnie,  do dalszego działania, do dalszej walki o swoją tożsamość, ale również o tych, którzy są bliscy mojemu sercu.   Do tego Eucharystia, sakrament ukazujący wielkość miłości Boga do mnie, Jezus, który pragnie wchodzić w intymną wręcz relację ze mną, kiedy Go przyjmuję do swojego serca.

Córka: Głowię się nad jednym schematem. Otóż brak fizycznej obecności ojca (nawet wtedy, gdy wyjeżdża za granicę, aby zarobić na chleb), to szukam relacji i bezpieczeństwa wśród starszych mężczyzn (najczęściej w wieku ojca), zamiast utrzymywać kontakty z rówieśnikami.
Gdy mój ojciec jest alkoholikiem i znęca się psychicznie i fizycznie w domu, to zawsze obiecuję sobie, że znajdę sobie takiego męża, który tak nie będzie robił. A wychodzi inaczej.
Gdy mój mąż bije i znęca się psychicznie, to nie potrafię odejść, aby ułożyć sobie normalnie życie, bez lęku i strachu, tylko trwam w tym związku.
Dlaczego tak się dzieje?


Ojciec: Niestety schemat o którym mówisz powielany jest w rodzinach przez pokolenia. Niejednokrotnie wynikiem jest tego brak świadomości ale i doświadczenia, że „mogę żyć inaczej”. Żyjąc w takich dysfunkcjach przyzwyczajasz się do nich i przyjmujesz jako swoje środowisko naturalne, dlatego to też odbija się na późniejszym budowaniu relacji równie toksycznej z chłopakiem/mężczyzną w którym się zakochujesz. Obraz ojca –alkoholika, który stosuje przemoc głęboko zapisuje się w sercu i umyśle i niestety staje się odzwierciedleniem domu rodzinnego. Jednak kiedy na Twojej drodze pojawi się ktoś, kto pokaże, że można żyć inaczej, że nie trzeba powielać tego schematu podejmuje się wręcz katorżnicza walka o siebie. Mimo, iż schemat często jest powtarzany, jednak jest możliwe by tego nie robić i żyć odważnie, w pełni swojej godności

Córka: Zastanawiam się czy istnieje grzech pokoleniowy. Mam tu na myśli np. gdy dziadek był alkoholikiem i w domu było piekło. To czy w moim domu też ono będzie? Czy mówimy wtedy bardziej o skutkach bądź konsekwencjach grzechu?





Ojciec: „Grzech pokoleniowy stoi w sprzeczności z prawdą o Bożym Miłosierdziu i o Jego przebaczającej Miłości” – czytamy w opinii teologicznej Komisji Nauki Wiary KEP z 2015 roku. „Kościół od samego początku naucza, że grzech jest zawsze czymś osobistym i wymaga decyzji woli. Podobnie jest z karą za grzech”. Komisja Nauki Wiary uzasadnia swoją opinię Pismem Świętym oraz nauczaniem Kościoła Katolickiego na temat grzechu i grzechu pierworodnego. Podkreśla, że wiara w „grzech pokoleniowy” oznacza brak wiary w siłę sakramentu chrztu i sakramentu pokuty. Biskupi powołują się tu m.in. na Księgę Ezechiela: „Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca, ani ojciec – za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie” (Ez 18,3-4.20). Oraz Księgę Powtórzonego Prawa (24,16): „Ojcowie nie poniosą śmierci za winy synów ani synowie za winy swych ojców. Każdy umrze za swój własny grzech”. Przypominają też, że jedynym grzechem, który przechodzi z pokolenia na pokolenie, jest grzech pierworodny. Bezpowrotnie oczyszcza nas z niego jednak sakrament chrztu (tak jak oczyszcza z wszelkich innych grzechów – zob. KKK1262)


Córka: A tak na koniec, próbuje rozpatrzeć Księdza kapłaństwo jako dar i tajemnicę. No właśnie dar i tajemnica do czego? Do bycia m.in. OJCEM DUCHOWNYM? Jak Ksiądz przeżywa powołanie do służby bycia pasterzem nad powierzonym sobie ludem? Bo nie ukrywam, że my młodzi często potrzebujemy duchowych przewodników w naszym życiu. 


Ojciec: Kapłaństwo jako dar i tajemnica… tak właśnie ten sakrament nazywał Papież Jan Paweł II. Jest to bardzo dobre określenie. Z jednej strony dar, darmo dany niezasłużony, kiedy patrzę na siebie jako na grzesznika wołającego o Boże Miłosierdzie, dar jako posługa i to do czego jestem zaproszony, ale również tajemnica. Trudno było mi uwierzyć, kiedy na drodze formacji pojawiało się stwierdzenie, „tylko ten co będzie dobrym księdzem, byłby również dobrym ojcem”. Kiedy patrzę teraz z perspektywy tego, który posługuje, który towarzyszy wyłania się właśnie zrozumienie, że jest to również tajemnica. Paradoks kapłaństwa to właśnie ktoś, kto zostaje zaproszony przez Jezusa na tę drogę nie staje się biologicznym ojcem jednego, dwójki czy trójki dzieci, natomiast staje się ojcem duchowym wielu. Moje doświadczenie posługi to pokazuje. Niejednokrotnie spotkałem się z wyrażeniem potrzeby obecności w życiu innej osoby jako towarzysz, przyjaciel, duchowy ojciec, któremu ludzie powierzają swoje życie, od radości ze zdanego egzaminu, dobrze napisanej klasówki, pierwszego zakochania, budowania związku,  wchodzenia w głębszą relację z Jezusem, aż do smutku czy żalu z przeżywanych tragedii życiowych, rozterek, trudności przeżywanych w związkach czy małżeństwach. Mógłbym wymieniać tutaj jeszcze wiele innych. Duchowe ojcostwo które stało się rzeczywistością to obecność, cicha obecność i dawanie przy tym poczucia bezpieczeństwa, przez między innymi stwarzanie atmosfery zaufania. Sam jako ksiądz towarzyszę osobom, które poszukują Pana Boga, Jego miłości, ale również wynikającej z tego miłości do bliźniego i do siebie. Rolą ojca duchowego jest o tym po prostu przypominać…


To już ostatni artykuł z serii relacji córka – ojciec, o tym co trudne, przemilczane. Zetknięcie się twarzą w twarz potrzebne jest nam, aby uzmysłowić sobie, że nie jestem sama na tej drodze. 



Karolina Wtorek

piątek, listopada 08, 2019

Face to face

o nieidealnej relacji ojca i córki


Oddajmy głos córce i ojcu – bez wstępu i zakończenia…


Córka: Czyli ja, Karolina Wtorek. Na co dzień fizjoterapeutka, studentka, wolontariuszka. Moja pasja to fotografia, szybownictwo i dobra książka. Pasjonuję się tematem rodziny.
Relacja córka – ojciec, od tak, nadzwyczajnie, bo czemuż nie? Gdy patrzę z perspektywy swojego życia, to dostrzegam jak ważną rolę odgrywał i nadal odgrywa ojciec.



Ojciec: Wiesław Iwanek. Na co dzień (od 11 lat) jestem mężem Moniki, ojcem syna Piotra i trzech córek: Karoliny, Emilii i Łucji. Pracuję w firmie produkcyjno – instalacyjnej w branży budowlano – sanitarnej, w której to odpowiada się za sprzedaż i montaże urządzeń na terenie Polski i częściowo Europy wschodniej. Z doskoku, kilka godzin w miesiącu spędzam w poradni rodzinnej z narzeczonymi. Dodatkowo, hobbystycznie i lekko zarobkowo uprawiam 5ha ziemi. Moje hobby to konie i wiejski spokój. Swoje pierwsze hobby – konie zamieniłem na dzieci a drugie hobby tj. wiejski spokój, uprawa na wsi z całą rodziną przez okres wakacji. Ostatnio zastanawia mnie upływający szybko czas, kiedy patrzę na nasze DUŻE już dzieci - …. a niedawno braliśmy ślub….



Córka: Patrząc z perspektywy lat, to mój świat wartości, pewne postawy, zachowania i patrzenie na życie wyniosłam z domu. Moje sumienie kształtowało się na przestrzeni wielu lat, którego największy schyłek przypadł na okres dorastania. Największą rolę odegrał ojciec. I choć mama wkładała całe swoje serce w formowanie i wychowanie nas na porządnych ludzi, to jego przykład życia bardzo odbijał się na moim życiu. Zwoływanie nas na wspólną modlitwę był pierwowzorem pod inne, dalsze kwestie.



Ojciec: Według mnie dzisiejsze czasy czy też wcześniejsze, stawiają ojca w dwóch aspektach: jak zapewnić szeroko pojęty byt dnia codziennego rodzinie (utrzymanie, szkoła, pasje itp.) i jak zapewnić byt życia wiecznego rodzinie (przekazanie wiary, własny jej rozwój, wychowanie, patriotyzm itp.). Ojciec jest moim zdaniem trochę jak lokomotywa. Musi jechać na dwóch torach: tor codzienności i tor wieczności. Jeden z drugim nieustannie idzie obok siebie (powinien bynajmniej iść) w jednym kierunku –  Przystanek Niebo. Tor KOCHAĆ (siebie i rodzinę) i tor WYMAGAĆ (od siebie i od rodziny). Tylko, że wcale nie tak rzadko, wygasa „piec” w tej lokomotywie. Brak zapału, zniechęcenia niepowodzeniami, zmęczenie fizyczne, brak pieniędzy, brak oczekiwanych rezultatów u  dzieci….  Paliwo… Paliwem jest  Miłość Stwórcy wypływająca z Eucharystii i Słowa Bożego a uobecniająca się w DRUGIM, gdzie DRUGIM JEST CHRYSTUS. I to jest mój cel w wychowaniu dzieci. Górnolotny ale cóż… By widziały w drugim Chrystusa i aby w codzienności inni widzieli w nich Chrystusa. Co to oznacza? By umiały Kochać. Jako profesor poważnych nauk, sprzątaczka, nauczyciel, żona/mąż, matka/ojciec czy siostra zakonna/duchowny … obojętne. By umiały Kochać. A Kochać, to służyć drugiemu wykorzystując zdolności i talent jakie dał Stwórca, mocą Ducha Świętego. Swojej mocy na zbyt długo nie starcza… Dlatego moim celem jest uczenie się oddawania moich dzieci pod wychowanie Ojca Boga abym ja dla nich nie stał się bogiem. Jest to trudne aby nie stać się dla nich przyziemnym tatą, co zapewnia pieniądze albo tym co z siebie zrobił „à la boga” i dzieci go uwielbiają. Znam kobiety po sześćdziesiątce w małżeństwach, które są nieszczęśliwe, bo tatuś już umarł i nigdy wg nich nie będzie tak cudownie i bezpiecznie. Nikt już tak „malutkimi księżniczkami” się nie zaopiekuje, mimo że u boku jest mąż. To wszystko strasznie trudne, dlatego Święty Józefie – módl się za nami.. i naszymi córkami ..:)





Córka: Ok, a sfera seksualności? Zastanawiam się nad tym jak to wygląda dzisiaj. Czy jeszcze można powiedzieć, że przykład naszych rodziców ma wpływ na postawę młodych ludzi w dobie tak szeroko pojmowanej seksualności? Pamiętam, że dużo na te tematy rozmawiała ze mną mama, co przedłożyło się potem na moje przeżywanie seksualności, własnej godności i poszanowania siebie jako kobiety. Czy można jeszcze stawić czoła wobec tego co proponuje nam świat, moda i media?



Ojciec: Sfera seksualności w życiu rodziny przychodzi bardzo szybko. Jeszcze niedawno zakładałem z żoną pieluchy, a tu nagle trzeba jechać do sklepu po biustonosze rozmiaru „0” dla córki i tłumaczyć jej o środkach higieny. Jak złapiesz się, że już następuje taki czas w twojej rodzinie, a nie poruszałeś jeszcze tematów, to możesz sobie szczerze powiedzieć, że coś przegapiłeś. W naszym domu sprawa była trochę prostsza, bo z żoną prowadzimy zajęcia z narzeczonymi m.in. o temacie płodności. Zdarzało się nieraz, że jak dzieci były małe, to na zajęcia indywidualne przychodzili narzeczeni do nas do domu.
Nasłuchały się „niechcący” o cyklach miesięcznych, pochwach i penisach oraz akcie  małżeńskim i pytały potem o co chodzi :). Więc trzeba było wyjaśniać, na ile było można w danej grupie wiekowej i dzięki temu dzieci nabrały takiego czystego, normalnego podejścia do nazewnictwa związanego z seksualnością. Dla czterolatka sprawa jest bardzo prosta. Młodszy braciszek ma peniska i jest to sprawa tak samo normalna i czysta jak to, że ma samochodzik. To my dorośli jesteśmy skrzywieni. Dzieci, przynajmniej na początku, nie. I nie chodzi o to, aby to uwypuklać, eksponować czy robić tematem codziennym. Nie. Pokazywać normalność, ale i intymność i wstydliwość. I tu nie ma co ukrywać, z córkami w te klocki lepsza jest zdecydowanie żona. To chyba dość naturalne, szczególnie, jak ma się tak wspaniałą żonę jak ja:) Moim zadaniem jest szanować sferę seksualności żony. Podchodzić do jej ciała z szacunkiem, bez jakiś głupich uśmieszków, podtekstów i zachowań, aby dzieci widziały, że ciało kobiety ma swoją ogromną godność, przez które Pan Bóg przewidział stwarzać nowe życie – stwarzać miłość, tak jak Maryja wzięła udział w stwarzaniu cielesnym Miłości Nieskończonej, która pokonała śmierć –  Jezusa Chrystusa. Tak więc ja staram się pokazywać przykład zachowania do kobiet, a żona ubogaca to słownie na indywidualnych rozmowach z naszymi dziećmi. Wychodzi różnie, ale warto, aby właśnie media czy szeroko pojęty „świat”, nas w tym nie wyprzedziły.




Córka: Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma idealnych rodzin, idealnych tatusiów, idealnych córek, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Gdy przychodzą trudności, to często nie potrafimy z nimi się uporać. Nie ma złotego środka, który byłby lekarstwem na wszystko. Dlatego też mam wrażenie, że wchodząc w świat dorosłości, wchodzimy połamani duchowo, niezdolni do pewnych spraw. Z wiekiem zauważyłam u siebie pewne zachowania, które były dość nietypowe jak na nastolatkę. Wchodziłam częściej w relacje z mężczyznami o wiele starszymi niż z rówieśnikami. Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje. Psychologicznie można powiedzieć, że szukałam bezpieczeństwa. Wynikało to z braku ojca, który zarabiał na chleb dla rodziny. Dlatego tak ważna jest obecność ojca, który przytuli, pocałuje i powie, że jestem ukochanym dzieckiem.



Ojciec: Nie ma idealnych rodzin, tatusiów, córek …. I coś mi się wydaje, że to dobrze. Gdybym ja uznał się za idealnego tatusia (tak na zawsze, bo czasami to z powodu mojej pychy, przechodzi mi to przez głowę 🙂), to zapewne z czasem uznałbym, że mi do niczego nie jest potrzebny „jakiś tam Pan Bóg”, skoro ja sam jestem największym ideałem i doskonałością na tej ziemi i sam sobie ze wszystkim poradzę. A tak oczywiście nie jest. Nie radzę sobie z wieloma rzeczami. Mam za mało czasu na rozmowy z żoną, wychodzenie z nią na randki, na indywidualny czas dla każdego z dzieci, nie radzę sobie z przekazywaniem im wiary, bo sam jej za dużo nie mam. Słabo mi wychodzi dbałość o finanse rodzinne. Tak naprawdę to można by powiedzieć, że w pewien sposób jestem życiowym bankrutem. I co w związku z tym … ? Najłatwiej można by po prostu uciec… Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, ale uciec. Co pozwala mi jednak pozostawać..? To że mój Tata, który już nie żyje, też nie był idealny. Pokazał mi jednak, gdzie szukać pomocy. Codziennie rano ok. 5.00 i nocą ok. 22.00 klęczał i się modlił. Niezbyt długo nawet, czasami zasypiał ze zmęczenia, nic szczególnego nawet mi nie mówił słowami, ale swoją postawą powiedział na całe życie jedno: ty nie musisz radzić sobie ze wszystkim. Tym, który panuje nad tym światem jest Pan Bóg a nie ty. On jest Ojcem Wszechmocnym. Daj mu po prostu to.
Jest to oczywiście bardzo trudne, bo jak to ja, dorosły facet, mam sobie z czymś nie poradzić…? Nie pokonać trudności lepiej niż inni, nie być zaradniejszym od moich braci, sąsiadów czy kolegów..? Budzi to we mnie wielokrotnie frustrację, złość i smutek a co za tym też idzie, przenoszenie tego na najbliższych –  czyli nie odzywanie się, kłótnie, ucieczka np. w sen.
Moja żona jest ode mnie o kilka lat młodsza. Pochodzi z rodziny, gdzie był problem alkoholowy. Czy mogę powiedzieć, że jej rodzina, jej historia była czy jest zła? Nie. Bo może moja żona przez tę sytuację szukała podświadomie opieki i schronienia u kogoś starszego o kilka lat, takiego właśnie jak ja. I gdyby nie jej historia domu rodzinnego, nie miałbym teraz tak wspanialej żony, tak cudownych dzieci, bo nie byłoby jej w głowie wychodzenie za mąż w wieku 20 lat. Nasi rodzice, dziadkowie i my także, nie jesteśmy idealni. Wiem natomiast jedno: historia każdego z nas JEST ŚWIĘTA!! Nie wymknęła się Panu Bogu spod kontroli, niezależnie jaką mamy przeszłość i w jakim punkcie życia jesteśmy. Nasi rodzice zrobili wszystko co mogli w sprawie wychowania nas mając swoją konkretną historię, której wielokrotnie nawet dobrze nie znamy. Warto z nimi o tym porozmawiać i przebaczyć im jak trzeba, nawet jeżeli już ich na tym świecie nie ma. My teraz też, jako nowi rodzice, robimy wszystko, co potrafimy mając swoją historię. Przez nią Pan Bóg przewidział nam Szczęście Wieczne. Dlatego warto też uczyć nasze dzieci przebaczania drugiemu. Niektórzy mówią aby nie kłócić się przy dzieciach. Ja uważam, że można kłócić się przy dzieciach, tylko trzeba starać się nie używać wulgarnych słów. Niech dzieci widzą, że się kłócimy, ale nade wszystko niech widzą też, że się godzimy, przepraszamy i przytulamy po tych kłótniach. Czasami nawet warto po jakiejś kłótni, specjalnie zaaranżować czas pogodzenia się, jak będą w domu dzieci. Dla nich, szczególnie tych dorastających, niezmiernie ważne jest, aby widzieć godzących się rodziców. Zapewne świat w postaci internetu, gazet, telewizji czy rówieśników, będzie im mówił: rób co chcesz, korzystaj z życia ile możesz i jak możesz, bo jesteś tego warty - konsumuj przyjemności, bo nie ma żadnych konsekwencji, a na pewno nie ma żadnej miłości. Wówczas będą mogły podjąć refleksje i powiedzieć sobie lub innym: ale to nieprawda - Miłość jest, istnieje, widziałam/-em ją. Mój Tata wielokrotnie kłócił się z moja mamą, nawet czasami strasznie, ale potem przepraszał ją szczerze, całował, przynosił kwiaty i mówił że ją kocha. I to może być dla nich coś, co uratuje im życie. Nie to, że żyły wśród idealnych rodziców, ale to, że żyły wśród „ułomnych”, grzesznych rodziców, którzy potrafili sobie przebaczać. Oby i nas nauczyło to, żeby przebaczać innym. Może szczególnie sobie, naszym rodzicom, Panu Bogu. Niech da też nam i naszym dzieciom wiarę, że Pan Bóg nas kocha niezależnie od naszej historii, że nam wszystko przebacza, że pokonał naszą śmierć, że jest Panem naszej historii i że pragnie nas mieć u siebie na wieczność.



czwartek, kwietnia 25, 2019

Niepokonana Mama

Poznałyśmy się w wyjątkowym miejscu i w wyjątkowych okolicznościach. Była to Jasna Góra i procesje eucharystyczne. Mama dwóch wspaniałych córek Hani i Dominiki, kobieta pełna energii i życia, która potrafi łączyć dom, pracę, życie religijne. Polska żona, matka i przede wszystkim kobieta i katoliczka, która nie wstydzi się wiary w Jezusa.


1.  Moniko przedstaw się, abyśmy mogli lepiej Ciebie poznać.

Mam na imię Monika. Mieszkam w Częstochowie, niedaleko Jasnej Góry. Z tym miejscem związana jestem też zawodowo. Na co dzień spełniam się jako żona. W związku małżeńskim jestem od 11 lat. Mąż to dla mnie najlepszy przyjaciel. Spełniam się też jako mama dwóch córeczek w wieku 9 i 5 lat. Starsza Dominika chodzi do IV klasy Szkoły Podstawowej, a młodsza Hania do Niepublicznego Przedszkola Sióstr Urszulanek, do którego wcześniej uczęszczała też starsza córka. Przedszkole jest placówką katolicką, której całokształt opiera się na systemie wartości chrześcijańskich. Panuje w nim bardzo domowa, wspólnotowa atmosfera. Jesteśmy w tej placówce już sześć lat. Są to piękne i cenne chwile, które długo pozostaną w naszej pamięci. Chwile te to przede wszystkim comiesięczne msze św., wycieczki, pikniki, występy dzieci, czy też akcje, których celem jest okazanie dobrowolnego aktu miłosierdzia wobec drugiego człowieka.

2. Czy łatwo być w dzisiejszych czasach matką i jednocześnie łączyć karierę zawodową, dom, tak aby nie ucierpiały na tym dzieci?

Myślę, że nie jest to łatwe. Zwłaszcza, gdy wszyscy są zapracowani i zabiegani. Jednak według św. Augustyna  z Hippony ,,Gdzie Bóg na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu".  Motto to jest drogowskazem w naszym życiu. Wspólnie przeżywamy i celebrujemy uroczystości o charakterze religijnym, codziennie wieczorem się modlimy. Na co dzień zaś prowadzimy normalny tryb życia: pracujemy, wykonujemy codzienne obowiązki, a w wolnym czasie spotykamy się ze znajomymi, podróżujemy i czytamy książki.

3. Według Ciebie z czym najbardziej zmagają się polskie rodziny?

Nie ulega wątpliwości, że rodziny zmagają się z wieloma problemami. Większość rodziców skupia się głównie na zaspokojeniu i zabezpieczeniu dziecku możliwie największej ilości dóbr materialnych. Chcą w ten sposób zrekompensować brak czasu. Zapominają przy tym, że jest to najcenniejszy dar, jaki możemy sobie nawzajem ofiarować, a przecież w ten sposób pokazujemy dziecku, co tak naprawdę jest dla nas ważne i o co zabiegamy. Jeśli tego zabraknie, szkodliwie wpływa to na jego rozwój. Stres, agresja, nadpobudliwość, problemy ze snem, uzależnienia to tylko niektóre ze skutków takiego zachowania. Dzieci w dzisiejszych czasach mają zdecydowanie za mało ruchu na świeżym powietrzu, za dużo kontaktu ze światem wirtualnym, a za mało z realnym.


4. Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa wiara i obecność tak blisko Jasnej Góry?

W moim życiu wiara odgrywa bardzo ważną rolę. Zarówno ja, jak i mąż wynieśliśmy w tej kwestii dobry fundament z domu rodzinnego. Wspólnie staramy się przekazać te wartości naszym córkom, gdyż wiara i modlitwa cementują rodzinę. Cieszę się, że życie tak się potoczyło, że zamieszkaliśmy blisko Jasnej Góry.  Mieszkam w Częstochowie już prawie 10 lat. Jeszcze jako panna 9 razy pielgrzymowałam do tego świętego miejsca. Zawsze było i jest mi ono bardzo bliskie.


5. Z czym Ci kojarzy się bycie kobietą? Jak Ty realizujesz się w tym powołaniu?

Nie jestem tylko mamą. Jestem też kobietą. Staram się być w  tym szczęśliwa, czego uczę się każdego dnia. Bycie kobietą to też bycie piękną i wrażliwą.

6. A jak realizujesz się w byciu matką? Jakie zasady próbujesz wpoić swoim córkom?

Bycie matką to jedna z moich życiowych ról, tak jak bycie żoną. To z pewnością największe wyróżnienie jakie mnie w życiu spotkało.  W roli matki czuję się doskonale. Od kiedy zostałam mamą więcej widzę i czuję, bardziej doceniam, ale też więcej od siebie wymagam i bardziej się staram. Bycie mamą uczyniło mnie też bardziej odpowiedzialną i cierpliwą.

7. Małżeństwo i zakładanie rodziny? Warto? I dlaczego?

W obecnych czasach młodzi coraz częściej odkładają decyzję o założeniu rodziny. Dzieje się tak, gdyż podważa się wartość, jaką jest małżeństwo i rodzina. Czynią to zwłaszcza środki społecznej komunikacji. Zamiast słowa mąż, żona słyszy się partner, partnerka.  Forma "na zawsze" wydaje się być dziś niemodna. A tak naprawdę prawdziwe szczęście można osiągnąć tylko w małżeństwie. Poprzez ten sakrament stajemy się bezinteresownym darem z siebie dla drugiego człowieka, a im więcej dajemy z siebie, tym stajemy się bogatsi.


8. Jakie jest Twoje przesłanie dla dziewczyn, które zastanawiają się nad zawarciem sakramentu małżeństwa i dla małżeństw przeżywających trudności?

Małżonkowie tworzą układ, którego sami są twórcami. Oni też są odpowiedzialni za jego jakość. Dlatego w poszukiwaniu udanego małżeństwa dwoje ludzi powinno pielęgnować swój związek i zmierzać w kierunku osobistej  dojrzałości. Wiąże się to z tym, że stają się odpowiedzialni za swoje myśli, uczucia i działania. Istotna w związku jest też dobra komunikacja. Jednak nie znaczy ona nic, jeśli za naszymi słowami nie idą czyny i konkretne działania. Nie ma złotej recepty na szczęśliwy związek, ale jeśli będzie oparty na Bogu, na pewno wszystko przetrzyma, nawet największy kryzys. Warto modlić się więc o łaskę, dzięki której sakrament małżeństwa będzie nieustającym źródłem miłości, siły i światła. Osobiście zawsze w trudnych sytuacjach zwracam się do św. Józefa. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.





Dziękuję za wspólną rozmowę!

Karolina Wtorek

środa, października 31, 2018

Zakopany skarb


Dorota M. Bielawska – jest pedagogiem, terapeutką pedagogiczną oraz specjalistką wspierania rozwoju dzieci z autyzmem. Prowadzi również różnorodne warsztaty psychoedukacyjne pomagające kobietom odkrywać ich ukryte piękno.



1. Czym dla Ciebie jest podążanie drogą odkrywania swojej kobiecości?

Jest to droga ku mojej wewnętrznej wolności. To odkrywanie prawdy o sobie i nauka akceptacji tego jaka naprawdę jestem. Jest dla mnie czymś podobnym do zaczerpnięcia świeżego powietrza i wzięcia głębokiego oddechu po wypłynięciu na powierzchnię wody. Bardzo przyjemne odczucie.

2. Ukryte piękno jest w nas! Co jest naszym ukrytym pięknem? A co jest Twoim ukrytym pięknem?

Każdy jest inny i ma zupełnie różne ukryte piękno w sobie. Moim zdaniem pojęcie „ukryte piękno” oznacza skarb, który z jakiś powodów został zakopany głęboko w „brudnej ziemi” życiowych doświadczeń. Jest tylko jedna osoba, która może to piękno nazwać i wydobyć. Jesteś nią ty. 
Moim pięknem, które aktualnie wykopuję jest pozwolenie sobie na bycie prawdziwą sobą i nie dostosowywanie tego do oczekiwań innych ludzi. 

3. Jesteś pedagogiem, terapeutą. Jak sobie radzisz z oddzieleniem pracy od domu? Czy to w ogóle jest możliwe? 

Pewnie, że jest możliwe. Nawet konieczne. Zwłaszcza jak się wraca do domu z dużym "przebodźcowaniem" po ciężkim dniu. ;-) Jednak faktem jest, że specyfika tego zawodu wymaga również pracy w domu np. przygotowania narzędzi wizualnych, które trzeba wykorzystać podczas zajęć, ponieważ dzieci z autyzmem potrzebują wizualnych przekaźników. Na szczęście bardzo lubię to robić. ;-)

4. Ostatnio została wydana Twoja książka, świadectwo „Dzielne Kobiety”. Jak w kilku zdaniach byś ją opisała?

Jest to połączenie świadectwa z dziennikiem pracy nad sobą. Książka składa się z dziesięciu opowieści współcześnie żyjących kobiet, o ich doświadczeniu Boga i relacji z Nim. Każda z historii wzbogacona jest terapeutycznymi ćwiczeniami do wykonania, których celem jest lepsze poznanie samej siebie.

5. Kim dla Ciebie jest Dzielna Kobieta?

Dzielna Kobieta to według mnie osoba, która decyduje się na walkę o samą siebie i poszukiwanie swojego szczęścia mimo różnorodnych bagaży życiowych. Dzielna Kobieta pracuje nad tym, by umieć dźwigać samą siebie. Łatwo jest kobiecie troszczyć się o innych i poświęcać się innym. Trudniej jest stanąć w prawdzie o sobie i zaopiekować się sama sobą. Jeśli kobieta walczy o to mimo trudów życia - zasługuje na miano Dzielnej Niewiasty.




Mój instagram: https://www.instagram.com/kreatywnaterapeutka/


Wywiad przeprowadziła Monika Filipek

środa, września 05, 2018

Sklep z misją: KOBIETA

Ulica Wąski Dunaj w Warszawie. Wchodzę do sklepu Twe sukienki sklep bez spodni. W żadnym wypadku sklep nie przypomina wcale sklepu. Trzeba zadzwonić domofonem, wspiąć się na piętro po typowej dla starych kamienic klatce schodowej. I zadzwonić do drzwi. 

Ale za to w atmosferze Starego Miasta Aneta Ciężarek i Emilia Cichecka  - dwie kobiety, twórczynie odzieżowego projektu Twe sukienki sklep bez spodni mają dla nas czas, kawę i sukienkę.

Anna Duda: A mnie intryguje dlaczego to nie jest tylko sklep? To ciekawe – sklep, który nie jest tylko sklepem…

Emilia Cichocka: Anetka, mieszkając w Norwegii i ja, z małym dzieckiem, nie miałyśmy możliwości, by otworzyć sklep stacjonarny. Nie chciałyśmy też otwierać sklepu internetowego, bo nie chodziło nam o to, aby tylko sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać. Zatem razem zorganizowałyśmy dziesięć takich wydarzeń, oprócz tego uczestniczyłyśmy w wielu innych konferencjach. Wynajmowałyśmy różne apartamenty na kilka dni na Starym Mieście, tu w Warszawie. Stare Miasto to zdecydowanie nasz styl i tu jest też sanktuarium Marki Bożej Łaskawej, naszej patronki. W czasie tych wydarzeń były sukienki, a oprócz nich zawsze towarzyszyła nam wizażystka, stylistka, ciasto, książki, herbata i kawa oraz spotkania z ciekawymi ludźmi. Program był wypełniony po brzegi i nieraz kończyło się tak, że po koncercie wiolonczelistki, siedziałyśmy razem z klientkami i piłyśmy wino. 

Chciałyśmy tworzyć przestrzeń, gdzie kobiety mogłyby przyjść, rozmawiać o modzie,  dowiedzieć się coś o swoim typie kolorystycznym, swoim wizerunku, jak się malować delikatnie, jakich kolorów używać. Jednocześnie chciałyśmy stworzyć miejsce spotkań. I kobiety przychodziły z koleżankami. Były wieczorki poetyckie, spotkania z autorami książek, ze stylistką, wizażystką. 

Aneta Ciężarek: Kobiety zaczęły u nas wypoczywać. Wchodziły na takie spotkanie do kamienicy na Starym Mieście, do mieszkania, umeblowanego antykami. Zawsze był tam też obraz Matki Bożej Łaskawej. Atmosfera była przyjazna. Były Panie, które potrafiły przyjść o 11 a wyjść o 19. Był spokój, a czas się zatrzymywał. Zupełnie inaczej niż „normalnie” robimy zakupy. To nie była „sieciówka”, gdzie wszystko jest na szybko, głośna muzyka, huk, nic nie można kupić, bo wszystko za małe i za krótkie i nikt nie traktuje mnie na serio. A tu miałyśmy dla siebie czas, czas by porozmawiać, napić się kawy. Klimat Starego Miasta jest specyficzny, od razu inaczej prezentują się także stroje i my się inaczej czujemy. I tu jest Matka Boża Łaskawa. 


Anna Duda: Dobrze, że jest kobieta - patronka sklepu i to Kobieta nietuzinkowa…

Aneta Ciężarek: Patronka Warszawy i Strażniczka Polski!

Anna Duda: Zatem misją jest kobieta? Można tak powiedzieć? 

Emilia Cichocka: Sukienki to tylko początek. Początek spotkania, rozmowy, czasem także głębokich przemian. Czasem cuda się dzieją. Sukienki potrafią zmieniać kobiety. Chodzi przecież o akceptację swojej kobiecości. Odrzucamy często swoją figurę, kolor włosów, oczu. I nie akceptujemy swojej kobiecości, bo chcemy pełnić męskie role, wchodzimy  w „męskie buty”. Kobiety wykonują męskie zawody, uważają, że sobie poradzą ze wszystkim, mężczyzna nie jest potrzebny, same wychowają dzieci, zarobią pieniądze, odniosą sukces. Zakładają więc spodnie, wchodzą na drabinę i same decydują się na taki styl życia. Przełomem jest dla nich nałożenie sukienki i przyznanie się do tego, że nie muszą robić wszystkiego. Bóg stworzył kobietę do innych ról niż mężczyznę. To nie tylko akceptacja wyglądu ale i całego wnętrza, całej siebie – kobiety.

Aneta Ciężarek: I to odkrywają także starsze panie. Wiele kobiet opowiada, że dzięki sukience zmieniło im się małżeństwo po 25 latach. Wiele z nich się dziwi, że mężowie dostrzegają zmianę i reagują na piękno.


Anna Duda: Jeśli kobieta jest sobą, to „układa” całe środowisko i mężczyzna także jest bardziej sobą.

Emilia Cichocka: Tak. I matki są także przykładem dla swoich córek. Na spotkaniach z kobietami dajemy swoje świadectwo i mówimy także o tym, jak ważny jest dla dzieci wzorzec matki – kobiety. Jeśli dziewczynki od wczesnych lat nakładają spodnie mają później zdeformowaną sylwetkę. Spodnie niszczą biodra, nie formują talii. Modne, obcisłe „biodrówki” źle wpływają na narządy rodne kobiety a to przekłada się na problemy z płodnością. A przykład dają matki. Sukienka to pretekst, by przekazać córce misję, jaką jest kobiecość. A to jest misja wobec mężczyzn i wobec całego społeczeństwa.

Anna Duda: I misja wobec siebie samej.

Emilia Cichocka: Pamiętam taką sytuację, gdy na wydarzenie przyszła do nas matka z córką, ponieważ szukały sukienki na bal gimnazjalny. Uznały, że na bal to nie wypada w spodniach. Dziewczyna przyszła w czarnych spodniach i bluzie. Bardzo się buntowała,  pół godziny zajęło nam przekonanie jej, żeby w ogóle przymierzyła sukienkę. Nie zmuszałyśmy jej, ale zachęciłyśmy, by zrobiła to dla siebie. Zrobiłyśmy jej makijaż, profesjonalne zdjęcia, by mogła później pokazać koleżankom. Sama zobaczyła swoją piękną kobiecość. Jej mama powiedziała nam później, że to aż niewiarygodne, jak się zmieniła. Wyszła z kompleksów, zaczęła rozwijać swoje zainteresowania. W tym wieku dziewczynki odkrywają swoją kobiecość, zmienia się im figura, źle się czują ze sobą. Trzeba je wspierać i pokazywać, w jaki sposób kolorami podkreślać kobiecość. Czerń tylko przygnębia i nie jest prawdą, że czerń wyszczupla. Warto wyprowadzać z tej „czerni” w stronę doboru  kolorów.


środa, sierpnia 29, 2018

I Ty dasz radę!

Podczas tegorocznego Przystanku Jezus miałam okazję poznać Jaśka Melę – zdobywcę dwóch biegunów. Dzięki temu spotkaniu zaczęłam poszukiwać i głębiej poznawać Jego historię. Nie dawała mi spokoju myśl o wywiadzie z Jaśkiem. Pomyślałam: czemu nie? Spróbować zawsze warto. Oto owoce naszej współpracy.



1.  Czy mógłbyś opisać swoje życiowe doświadczenia oraz ich wpływ na Twoją postawę życiową i kształtowanie się charakteru?

Moim doświadczeniem jest to, że gdy się doszukuje sensu każdych, nawet najtrudniejszych doświadczeń, to się go znajdzie. Pan Bóg nawet największe trudności i tragedie potrafi przekuć w coś dobrego. Nie ważne, ile razy w życiu upadamy, ale ile razy się podnosimy i idziemy dalej. A za każdym razem jesteśmy wzmocnieni. Wiadomo, łatwo się o tym pisze, a przejście przez te trudy do prostych nie należy, ale nigdy nie wolno odkładać rękawic. Życie jest warte przeżycia.


2. Według Ciebie z czym najczęściej zmagają się współcześnie młodzi ludzie, a szczególnie dziewczyny?

Wszyscy walczymy z jakimiś demonami, zwłaszcza tymi wewnętrznymi. Nawet, gdy od czasu do czasu spotykamy ludzi, którzy niekoniecznie są nam pomocni, a może nawet rzucają nam kłody pod nogi, to nie spotkamy większego przeciwnika, niż my sami. Dlatego poczucie własnej wartości – tak trudne do zbudowania i utrzymania – warto opierać na sobie. Każdy z nas ma w sobie jakiś talent, jakieś piękno. Nie ma co się porównywać i zazdrościć innym. Widzę po samym sobie, że gdy czułem się niepełnowartościowy, gorszy od innych, gdy przepełniał mnie strach i wstyd, to ludzie też mnie gorzej postrzegali. Gdy sobie powiedziałem „jestem jaki jestem – nieidealny, ale spoko, lubię siebie”, to i ludzie wokół zaczęli mnie inaczej postrzegać. Zmienianie świata zawsze warto zacząć od siebie.


3.  Patrząc na swoje doświadczenia życiowe, co chciałbyś powiedzieć ludziom załamanym na skutek różnych doświadczeń życiowych, traum?

Głęboko wierzę w to, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. W życiu nie ma przypadków. Trudne doświadczenia często wzmacniają nasz charakter. Jak to się mówi – co nas nie zabije, to nas wzmocni. Myślę też, że po to przeżywamy trudności, żebyśmy się mogli lepiej zrozumieć nawzajem. Tylko wspólne doświadczenia dają nam prawo do powiedzenia „rozumiem Cię, wiem jak to jest”.



4. Nie ukrywajmy, że ten blog jest typowo dla kobiet i ma na celu odkrywanie piękna w nich samych i w otaczającym ich świecie. Czego Ty jako mężczyzna poszukujesz u kobiet, na co zwracasz uwagę?

W dzisiejszych czasach wszyscy jesteśmy niezależni. Poznałem sporo kobiet, które żyją na maksa – uprawiają przeróżne sporty ekstremalne i nie odstają przy tym od facetów. Dlatego warto pielęgnować swoje talenty, a nie ma innej możliwości ich odkrycia, niż próbowanie różnych rzeczy. Talent sam nas nie znajdzie.

5. Co chciałbyś przekazać dziewczynom? Jakie jest Twoje przesłanie?

Wszystkim polecam to, by nie wrzucać swoich marzeń do worka z podpisem „niemożliwe”, bo w ten sposób sami sobie uniemożliwiamy ich realizację. Często otaczamy się przeróżnymi wymówkami – tego nie dam rady, z tym sobie nie poradzę, bo to i tamto. A większość z tych ograniczeń siedzi głównie w naszej głowie. Poznałem wiele osób, które dokonały rzeczy pozornie niemożliwych, bo uwierzyły w nie i miały odwagę o nie zawalczyć. Marzenia nie spełniają się same – wymagają naszej pomocy, to my je spełniamy. Dlatego życzę wytrwałości w walce o nie!



Chciałabym w tym miejscu podziękować Jasiowi Meli za otwartość dzielenia się własnym doświadczeniem oraz na udzielenie wywiadu na potrzeby bloga. Wierzę, że Jego przesłanie trafi do licznego grona odbiorców – szczególnie kobiet.


Karolina Wtorek

wtorek, sierpnia 14, 2018

Polubiłam, pokochałam swoją kobiecość

 

POLUBIŁAM, POKOCHAŁAM SWOJĄ KOBIECOŚĆ
Z Anetą Ciężarek i Emilią Cichocką o projekcie Sklep Twe sukienki

Część Pierwsza, czyli o tym, dlaczego Twe sukienki?

Przeglądam stronę Twe sukienki na FB. Sporo wydarzeń, wyprzedaż… uuu, jakie piękne rzeczy wiszą na wieszakach. Informacje o sklepie - zaledwie skromne. Dzwonię zatem na podany numer, umawiam się z Anetą na spotkanie i… jestem na ulicy Wąski Dunaj w Warszawie. Szukam „sklepu bez spodni”, który jest nie tylko sklepem i nic, kompletnie nic, nie ma sklepu! Dzwonię do Anety Ciężarek, z którą umawiałam się na spotkanie i wywiad, i dostaję dokładny adres. Przyzwyczajona do krzykliwych witryn, reklam i kolorowych zachęt typu „odwiedź mnie, jestem sklepem dla Ciebie”, odczuwam pewien zawód, może rozczarowanie. Wszystko pryska, gdy tylko przekraczam próg zwykłego acz niezwykłego mieszkania, aby znaleźć się w „królestwie spełniania kobiecych marzeń”.


Aneta Ciężarek i Emilia Cichecka  - dwie kobiety, twórczynie odzieżowego projektu Twe sukienki sklep bez spodni otwierają mieszkanie, otwierają swój czas, swoje doświadczenie i marzenia.


Anna Duda: Czy to wszystko wy szyjecie?

Aneta: Nie, mamy swoją krawcową, ale mamy swój styl, to wszystko nasze prototypy. Szyjemy obecnie nową kolekcję. Z poprzedniej spódnice poszły jak burza. Materiały są dobrej jakości, bo stawiamy na jakość. Przychodzą do nas Panie coraz bardziej świadome swojego wyglądu i tego jak się ubierać. Zatem są kieszonki, długość za kolana.  Przed nami kolekcja na jesień!

Anna Duda: Zacznijmy od misji. Sklep bez spodni i nie tylko sklep. Skąd ten pomysł?

Emilia: Zaczęło się od tego, że same się zmieniłyśmy. Trzy lata temu zobaczyłam różne hasła na FB, typu: rok w sukience. Zaciekawiły mnie. Szybko się okazało, że jestem w ciąży i po prostu nie mogę chodzić w spodniach, bo mnie krępują i źle się czuję – nie mogę. Przez rok nie chodziłam w spodniach. 

Po roku zdecydowałam, że wyrzucę spodnie z szafy, skoro i tak w nich nie chodzę. Zaczęły dziać się ciekawe rzeczy, takie na moją korzyść. Zauważyłam, że jak chodzę w sukience to inaczej się poruszam, zakładam inne buty. Bardziej kobiecy styl się we mnie obudził. Dostrzegłam, że potrzebuję ładnie się umalować, uczesać. I tak swoją kobiecość polubiłam, pokochałam, zaakceptowałam. Zauważył to mój mąż i inni mężczyźni. Zauważyłam, że mnie traktują z większą atencją, jak damę. Kobieta w sukience budzi inne odczucia wśród mężczyzn. Pomyślałam, ze w tym kryje się coś więcej. To nie tylko moda i styl. To coś więcej.

Oczywiście na początku nosiłam krótkie sukienki i spódnice, bo tylko takie miałam, ale coś mi przeszkadzało. Źle się czułam w tym, stwierdziłam – musi być dłuższa. Moje przeżycia zbiegły się z tym, że skontaktowała się ze mną Anetka. Dwa lata temu zaproponowała mi współpracę – planowała otworzyć sklep z sukienkami. Kobiety szukają sukienek dla nich – odpowiedniej długości, ładnie skrojonych i z dobrego materiału. Gdzie takie znaleźć? W galeriach? Wszystko małe, krótkie, wydekoltowane, lub udziwnione. Aneta wtedy zdecydowała się wrócić do Polski, więc taki sklep był dobrym pomysłem. 

A jednak na początku byłam sceptyczna. Miałam wymarzoną, wymodloną pracę, byłam wedding plannerką w prestiżowej agencji ślubnej, organizowałam śluby i wesela. Uwielbiałam pracę z ludźmi, sprawy organizacyjne. Napisałyśmy razem business plan i … zaczęło mi się do podobać. To było w maju 2016 roku. Była sobota. 


Aneta: Plan rodził się podczas modlitwy. Zaczęłam się zmieniać. U początków była Beatka Mądra z Krakowa - to dzięki niej. Działałam w Akademii Obrońców Życia. Ona nie chodziła w spodniach, matka kilkorga dzieci, zawsze w spódnicy, zawsze ładnie, choć skromnie wyglądała. Ja chodziłam na czarno. Nie było mowy o kolorach, zawsze w spodniach, ciężkich butach. Ona mnie zafascynowała swoją kobiecością. 

Zapytałam: Czy ty nigdy nie chodzisz w spodniach? Bo mnie ten jej styl już irytował, drażnił, to było nienormalne w tym świecie. Ona odpowiedziała tak prosto, może dziecinnie: Anetko, czy ty widziałaś kiedykolwiek Matkę Bożą w spodniach? 

To uderzyło moją wyobraźnię. To była droga mojego nawrócenia, a mieszkałam jeszcze w Norwegii. Od tego się zaczęło. Za mną to chodziło, zaczęłam myśleć. Kupowałam spódnice, chowałam po szafach, przymierzałam ukradkiem, ale w domu, w żadnym razie nie publicznie. Po trzech latach dopiero wyszłam z domu po raz pierwszy w spódnicy do kościoła. Przeżyłam ogromny wstyd, myślałam, ze się pod ziemię zapadnę, ale coś mnie pchało. A byłam już wtedy dojrzałą kobietą. 

Jak zatruta jest nasza psychika, co się  z nami dzieje, że wstydzimy się chodzić w spódnicach. Co się stało ze mną, że nie byłam w stanie chodzić w spódnicy. Mam tę moją „pierwszą” spódnicę do dziś, zostanie jako pamiątka. Długo w niej chodziłam, a potem były inne spódnice. Najpierw ołówkowe, takie obcisłe. Potem i to się zmieniało, bo jak się zmienia duchowość, to się zmieniają i spódnice i sukienki. Potrzebowałam się bardziej zakryć, pojawił się temat opiętych i dopasowanych spódnic. Zauważyłam, jak reagują na opięte sukienki mężczyźni, w tym księża. Dostrzegłam ich spojrzenia. Nastąpił kolejny krok – spódnice z koła i dłuższe, za kolana. To jest ta długość, czuje się w tym dobrze.



Emilia: Zauważyłyśmy tę wygodę. Taka długość daje wygodę. Zauważyłyśmy to i w domu i poza domem. Nasze ubranie w domu też jest ważne. Dlaczego nie mam być piękna dla mojego męża? Dlaczego mam się podobać innym a mężowi nie? Dla męża mam zakładać Tshirt i leginsy? Zatem i w domu i poza noszę sukienki. Mam jednego synka, drugie dziecko w drodze. Wychodzę do parku, na plac zabaw, a w sukience jest mi wygodnie. Ta długość daje komfort, nie muszę się martwić, poprawiać, obciągać lub podciągać. Ta długość daje komfort psychiczny.





O Twych sukienkach, otwieraniu się na własną kobiecość i różnych stylizacjach – czytaj w następnym artykule już wkrótce!




Anna Duda





środa, lipca 18, 2018

Kamień węgielny naszego życia...

Obecne czasy nie sprzyjają prawidłowemu rozwojowi rodziny i pielęgnowaniu istotnych wartości.  Dlaczego? Jakie czynniki mają wpływ na kryzys?

Rodzina - była, jest i będzie. I w jakiejkolwiek ona jest kondycji, to jest ona miejscem, w którym wzrastamy, kształtujemy nasze postawy, świat wartości, … . Rodzina, którą sami z biegiem lat zakładamy. Na pozór zbyt „oklepany” temat, ale czy nie warto jeszcze raz zatrzymać się nad nim?

Zacznijmy od początku, przypomnijmy sobie pewne rzeczy. Rozmyślając o rodzinie, nasuwa mi się obraz domu. Czy słusznie?? Dom wskazuje nie tylko na stronę materialną (budynek, ściany, okna,…), ale również na osoby, które tworzą ten dom.

W wymiarze ludzkim rodzina jest wzorem wspólnoty, jest szkołą życia, a także podstawą do budowania wszystkich innych relacji. Dobry dom, to podstawa do prawidłowego wzrostu dzieci. Dobry dom, czyli taki, w którym panuje akceptacja, odpowiedzialność, wzajemny szacunek, ale przede wszystkim MIŁOŚĆ, która rozwija, a nie zatrzymuje nic dla siebie. To w rodzinie nasza wiara wzrasta.


Fundamentem domu są małżonkowie, natomiast ścianami są dzieci. W domu znajdują się trzy pokoje: cierpienia, pracy oraz szczęścia.


Rozmyślając o małżonkach, którzy tworzą fundament, na myśl przychodzi mi przypowieść o dobrej lub złej budowli (Mt 7, 24-29):

„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki». Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie”.


Dzieci tworzące tzw. „ściany domu” żyją w świecie cyfryzacji, kultury obrazu i internetu. Ich współczesny obraz świata zamyka się w telefonach, komputerach, grach. Trudno odnaleźć im się w realnych kontaktach z innymi. To wszystko sprawia, że ściany naszego domu zaczynają pękać. 

* * *

DOM-RODZINA i 3 POKOJE


1. Bez wątpienia pierwszym z nich jest pokój cierpienia. Z cierpieniem zmaga się każdy z nas.. Zawiera ono w sobie jakąś tajemnicę, osobisty charakter i każdy z nas przeżywa je na swój sposób.

Pomyślmy chociażby o problemie rozwodów, separacji, alkoholu, narkotyków, przemocy fizycznej i psychicznej. 
Pomyślmy o buntach, niewiernościach, zdradach. 
Pomyślmy o problemie pornografii.

Pomyślmy o wszystkich problemach bioetycznych, które stawia przed nami świat, dotyczących życia (czy to aborcja czy eutanazja) i relacji wewnątrz rodziny.
Pomyślmy o indywidualizmie, który sprawia, że dialog w rodzinie praktycznie ginie.

2. Drugim pokojem w naszym domu jest pokój pracy, który jest dla nas miejscem kreatywności, w którym stajemy się twórczy. Aczkolwiek może stać się miejscem rozegrania bolesnych doświadczeń.

3. I pokój szczęścia… Pokój w którym dane nam jest świętować i radować się. Ale zabiegani, zestresowani, zapracowani i przemęczeni… Czy po powrocie do naszych domów potrafimy przebywać wspólnie w tym pokoju? Czy potrafimy jeszcze wspólnie usiąść przy wspólnym stole, aby móc wspólnie świętować nasze małe i wielkie radości? Czy niedziela jest dla nas dniem odpoczynku i spotkania z rodziną? W tym pokoju będą rozmowy, wspólna modlitwa, nauczanie dzieci.

* * *

ZOBACZMY CO SĄDZĄ POLKI NA TEMATZNACZENIA RODZINY W SPOŁECZEŃSTWIE:


Anna, 35 lat z Grudziądza: 

„Ogromne, wszystko zaczyna się od korzeni i jest wyssane z mlekiem matki”.

Sandra, 18 lat z okolic Zawiercia (Śląsk): 

„Rodzina to fundament wejścia w dorosłe życie. Dzieci uczą się od rodziców. Dla nich to właśnie oni są wzorem do naśladowania. Dzieci przejmują pewne nawyki, kulturę, zasady od swoich opiekunów. Uczą się miłości, ale także kształtują swój system wartości, patrząc na rodziców, którzy są autorytetem. Dlatego rodzina ma fundamentalne znaczenia dla każdego człowieka”

Monika, 26 lat Śląsk: 

„Rodzina, rozumiana jako małżeństwo plus dzieci plus najbliżsi krewni, ma ogromne znaczenie. Jest podstawową komórką społeczną, w pewnym sensie matrycą, która odciska ślad na przyszłych pokoleniach. Rodzina to fundament, na którym buduje się przyszłość całego świata, ponieważ od kondycji dzisiejszych rodzin zależy wychowanie i wyposażenie w wartości przyszłych pokoleń. 
Jeśli zaś spojrzeć na rodzinę z perspektywy społeczeństwa, to jej znaczenie jest niestety coraz mniejsze. Widzimy to po liczbie rozwodów i niezawieranych małżeństw, po tzw. „luźnych związkach”, po niechęci do posiadania dzieci, upadku zażyłych relacji z rodzeństwem, dziadkami i innymi krewnymi. Ludzie zachowują się tak, jakby zupełnie nie zastanawiali się nad konsekwencjami swoich wyborów, a mieli na uwadze jedynie swoją chwilową wygodę i poczucie kontroli nad życiem swoim i innych”.




PS. W następnym artykule spróbuję poruszyć kwestię zagrożeń, kryzysów… Do następnego!!!


Karolina Wtorek




---------------------------------------------
Korzystałam z:
Ankiety, którą przeprowadziłam na potrzeby artykułu o kobiecości.
YOUCAT POLSKI. Katechizm Kościoła Katolickiego dla Młodych str. 203
Ewangelia Mt 7, 24-27 „Budowanie na skale”