dla kobiet z wartościami

środa, lutego 14, 2018

ILE „LAJKÓW”…

...OTRZYMA W TYM ROKU WIELKI POST?


Mt 6, 1-6. 16-18
Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie

Jezus powiedział do swoich uczniów: 

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».




Patrząc na zapis w kalendarzu „WIELKI POST” zauważam dwuznaczność tego wyrażenia… Jeszcze do niedawna myślałam tylko o okresie liturgicznym w Kościele, teraz zaś mam w głowie wielki post na stronie internetowej… 
Widzę, że mój stary człowiek, daje się we znaki i uwielbia wszystko co jest WIELKIE…

mieszkanie, 
wykształcenie, 
wynagrodzenie za pracę,
 samochód,
 telefon,
 imprezy,
ilość „lajków”, obejrzeń
 nawet pamięć w komputerze…

 Im więcej, im większe, tym bardziej budzące satysfakcję! I tak w nieskończoność, podążając za coraz bardziej ulepszonymi nowościami. Wielkie posty, które tak bardzo chcą być zauważone, które sprawiają, że w moim wnętrzu toczy się walka… 
..bo Chrystus uczy mnie kochać to, co jest MAŁE, PROSTE, UKRYTE…

I tak zaczęłam się zastanawiać jak dobrze przeżyć rozpoczynający się Wielki Post?


Czytam Słowo.

Pierwsze zdanie, które porusza moje wnętrze: 

 „żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi”


Ile razy robię coś, bo chcę dobrze wypaść przed kimś, często nie patrząc na piękno i wartość, którą mam w sobie. Wybieram rzeczy wbrew zasadom, które wyznaję, tylko dlatego, żeby się komuś przypodobać… PAN mówi, że to nie jest droga, którą chce mnie prowadzić. Pokazuje mi, że najcenniejsze jest to, co ukryte dla ludzkich oczu, właśnie te momenty, gdzie staję w cichej obecności Boga. Podejmuję różne inicjatywy tylko dlatego, że MIŁOŚĆ BOGA i życie wieczne z Nim jest dla mnie jedyną motywacją. 


Bardzo dotykają mnie słowa o ukryciu Boga. Cała dzisiejsza Ewangelia ma w sobie pewną tajemnicę skrytości. Widzę, jak w świecie mamy problem, aby pewne sprawy zachowywać w sercu i przedstawiać wyłącznie Bogu. Mnogość postów na portalach społecznościowych sprawia, że czasami zastanawiam się czy intymność jeszcze istnieje? 
Dobrze, że Pan przychodzi z tym Słowem, na nowo wzywa mnie i Ciebie, byśmy swoje serca, te wszystkie zranienia i radości przedstawiali Jemu. Tylko ON jest w stanie mądrze je opatrzyć i przyjąć z wielka miłością i czułością. 







Miriam jest dla mnie nauczycielką życia w ukryciu z Bogiem.

 Szła przez codzienność
 jako zwykła kobieta z Nazaretu,
 a w swoim wnętrzu miała niesamowitą
 Tajemnicę Słowa Wcielonego. 
Po ludzku nie do pojęcia.
 Dlatego potrzeba, by zachowywać 
pewne sprawy w swoim sercu
 i dać się prowadzić Bogu,
 by ochronić siebie 
przed niezrozumieniem przez innych. 




Może ten Wielki Post jest właśnie taką okazją, bym uczyła się głębokiej relacji z Bogiem Ojcem przez post, modlitwę i jałmużnę. Przecież nie zostaję sama w tych doświadczeniach… Zawsze Ktoś jest blisko mnie…


„Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.”

Na zakończenie proponuję przeczytać Orędzie Papieża Franciszka na tegoroczny Wielki Post. 🙂

http://nowaewangelizacja.org/oredzie-ojca-swietego-franciszka-wielki-post-2018/




Kamila Kruszyńska


http://dadonbosco.pl/2017/02/28/wielki-post/

http://www.ksawerow.archidiecezja.lodz.pl/wielki-post-jak-dobrze-przezyc-ten-piekny-czas/
https://ro.com.pl/post-modlitwa-i-jalmuzna-to-wedlug-kosciola-katolickiego-trzy-najwazniejsze-zalozenia-rozpoczynajacego-sie-wielkiego-postu/01325253
http://pl.radiovaticana.va/news/2018/02/06/papie%C5%BC_przes%C5%82anie_na_wielki_post_2018/1361984
http://bog-w-moim-balaganie.blog.onet.pl/2014/09/15/modlitwa-do-matki-bozej-bolesnej-3/

sobota, lutego 10, 2018

Demon chciwości, czyli o zastosowaniu metod rolniczych w „uprawie duszy”

Święty Mateusz Ewangelista w scenie kuszenia Jezusa (Mt 4, 8-10) opisuje działanie demona chciwości, który w pierwszym rzędzie zajmuje się naszą wyobraźnią. Roztacza wizje, szerokie możliwości i dalekie horyzonty. Przedstawia szerokie spektrum możliwości, które mogą być moim udziałem dzięki tym bogactwom i w taki sposób rozkochuje w bogactwie.


Ewagriusz uważa, że korzeń chciwości jest głęboko ukryty, starannie zakopany w naszym wnętrzu, a my widzimy tylko pędy – roślinki, wyrastające  z tego korzenia. Tego demona – rolnika nazywa też Ewagriusz uwodzicielem, ponieważ próbuje on zamaskować korzeń, aby widoczne były pędy – namiętności. „Chciwość pieniędzy jest korzeniem wszelkiego zła (1Tm 6, 9) i z niej wyrastają niczym dzikie pędy pozostałe namiętności. Jeśli odetniesz jedną gałąź, wkrótce wypuści inne” - pisze Ewagriusz.

Na czym polega więc ten korzeń? Demon pracuje nad rozkochaniem nas w bogactwie ukazując nam możliwości, jakie zyskamy dzięki posiadaniu tego bogactwa. A dzikie pędy? – to obrazy w naszej wyobraźni. Bo jeśli demonowi uda się wmówić mi, że dzięki najnowszemu smartfonowi będę bardziej „na czasie”, a dzięki nowej sukience będę piękniejsza i wartościowsza – to osiągnął swój cel!


Jakie obrazy stosuje demon chciwości najczęściej?

1. Żeby coś osiągnąć, trzeba ciężko PRACOWAĆ, PRACOWAĆ, PRACOWAĆ. Chciwiec pracuje ponad siły, poświęca się dla pracy.

2. Pomnażanie bogactw – pieniądz robi pieniądz.


3. Chciwiec jest przywiązany do tego, co ma jak pies na łańcuchu.


4. Obraz koła przyjaciół – błaznów – pochlebców, umizgających się, by osiągnąć więcej – posiadanie niewolników.


5. Ciężki kryzys spowodowany utratą dóbr.

6. Idolatria – posiadanie bożka w miejscu ukrytym, w tajemnej komnacie serca – przeświadczenie, że bogactwo daje bezpieczeństwo, poczucie sensu życia i wartości człowieka.


Objawy choroby

W życiu duchowym konieczne jest wskazanie na drogę Jezusa Chrystusa, a później odszukanie nauczycieli, którzy tą drogą przed nami ruszyli. My podążamy za Ewagriuszem, Ojcami Kościoła i Ojcami Pustyni. Pokazują oni, co dzieje się z człowiekiem chorym na chciwość:




1. Serce ma zamknięte na biednych, chorych, bezrobotnych.


2. Nie może nasycić się  pieniądzem, dlatego oskarżają rodziców, że nie dali więcej dóbr w spadku; środowisko, że nie sprzyja; państwo, że nie daje się wzbogacić i Pana Boga, że nie błogosławi.

3. Chciwca zżera zazdrość - zazdrości, że inni mają więcej





Terapia – jak się leczyć?

1. Refleksja nad sobą:

Jaki obraz noszę w wyobraźni, czego pożądam?
Zapytaj siebie, co jest właściwie grzechem? Umysł? – nie, nasza wyobraźnia? – nie, rzeczy, złoto? Nie. To wszytko stworzył Bóg.
Jakie natrętne myśli nosisz w swojej głowie? Jaką przyjemność widzisz w posiadaniu tych rzeczy?



JEŚLI BĘDZIESZ BADAŁ TE RZECZY, ZNIKNIE MYŚL,
ROZPŁYNIE SIĘ W REFLEKSJI NAD SOBĄ!



2. Ćwiczenie: „Czy wyrzekasz się….? – pytanie siebie samego, które rozpoczyna walkę duchową:


  • najpierw pojawiają się lęki – o przyszłość, o starość, choroby
  • potem pojawia się próba pogodzenia ufności do Boga z ufnością do rzeczy (Łk 16, 13)
  • potem pojawia się pytanie o sensowność wyrzeczenia się, ubóstwa, rezygnacji z pomnażania majątku
Odpowiedź znajduje się w 2 Tm 4, 8, bo to koniec wieńczy dzieło, a śmierć wieńczy życie - przecież nic nie weźmiemy ze sobą w chwili śmierci!

3. Lekarstwem na chciwość jest post i jałmużna.


4. I pamiętaj! - korzeń można usunąć przez zwrócenie swych sił i wyobraźni ku poznawaniu Pana, rozważaniu Jego Słowa.




Anna Duda

środa, lutego 07, 2018

Panel sterowania




Mk 7, 14-23

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: "Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha".
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: "I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala". Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.

I mówił dalej: "Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym".


Jezus przywołuje mnie dziś do siebie i mówi do mnie osobiście, choć może mi się wydawać, że jestem w tłumie, więc niekoniecznie musi mnie dotyczyć. A jednak mówi słowa, które mnie poruszają : „Kto ma uszy do słuchania niechaj słucha”. Wybija mnie z mojego systemu „wyłączania się”, bo jest tłum, „masówka”, po co słuchać?
Mówi, żeby słuchać, bo po to dał mi uszy.

Jezus dziś mówi mi o tym, co się dzieje w moim sercu, o tym ośrodku kierowniczym, o tym kto nim zarządza, kto wydaje polecenia, kto tak naprawdę ciągle mi nadaje do ucha (!) Dlatego to jest tak bardzo ważne, kogo słucham i czy naprawdę słucham? Komu daję posłuch?




Czasem łatwo usprawiedliwiam swoje złe postępowanie, chodzenie na łatwiznę, itp. tym, że po prostu takie jest życie, wszyscy tak robią i nawet się nie zastanawiam głębiej, czy to jest dobre. Zrzucam odpowiedzialność na innych, lecz to ode mnie zależy jaką podejmę decyzję.
Chcę dziś bardziej przyjrzeć się swojemu sercu i myślom.

Słowo tłumaczy Słowo: „Z obfitości serca mówią usta” (por. Łk 6, 45).
Jakie bogactwo kryje moje serce? Czy rzeczywiście mogę nim kogoś ubogacić, obdarzyć dobrocią, miłością, przebaczeniem,  podnieść na duchu, pomóc wstać, ucieszyć się z czyjegoś szczęścia, dobra, ale także znać swoje miejsce, nie szukać wyniesienia, ale właśnie potrafić docenić każdą chwilę daną mi przez Pana, być pokorną, przyjąć drugiego człowieka bez naklejania mu etykietki.


Jakie są moje myśli? Są ich całe roje. Jak się z nimi uporać?

Na myśl przychodzi mi Kobieta, która mogłaby mi pomóc, towarzyszyć w oczyszczaniu serca. Maryja – Matka Jezusa, która jest pełna łaski, w pełni czysta i może mnie tej czystości uczyć, jak być piękną w oczach Bożych. Proszę Ją by kierowała moimi myślami, bo to z nich biorą początek wszelkie uczynki. Ona – jak mówi Słowo Boże – zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A owocem tego jest jej miłość i zupełne zaufanie Bogu nawet w obliczu krzyża.



Proszę Pana o pomoc modlitwą z księgi Syracha.


Któż postawi straż na moich ustach
i położy na wargach pieczęć przemyślną,
abym nie upadł przez nie,
aby nie zgubił mnie mój język?
Panie, Ojcze i Władco życia mojego,
nie zdawaj mię na ich zachciankę,
i nie dozwól, bym przez nie upadł.
Któż zastosuje rózgi na moje myśli,
a do serca mego - karność mądrości,
by nie oszczędzić mnie w moich błędach,
nie przepuść moich grzechów,
aby się nie mnożyły moje winy
i aby moje grzechy się nie wzmagały;
abym nie upadł wobec przeciwników
i nie sprawił uciechy mojemu wrogowi?
Panie, Ojcze i Boże mego życia,
nie dawaj mi wyniosłego oka,
a żądzę odwróć ode mnie!
Niech nie panują nade mną żądze zmysłowe i grzechy cielesne,
nie wydawaj mię bezwstydnej namiętności!
Syr 22, 27; 23,1-6



Katarzyna Boryń

sobota, lutego 03, 2018

Zazdrość piękności szkodzi


Znów monotonia. Klik, klik klik. Literki ustawiają się posłusznie w rządku, jedna za drugą. Coraz więcej czarnych linijek pojawia się na ekranie. Później trzeba je jeszcze doszlifować, wyrównać, poprzycinać, poprzerzucać, poprzekładać. Żmudna praca, zabawa ze słowami i przecinkami. Nie umiem jej doceniać, taka praca wydaje mi się mało potrzebna, mało opłacalna i mało praktyczna. Ktoś przeczyta całość, a ktoś tylko tytuł. Wszystko ostatecznie skończyć może na wielkim stosie makulatury… często właśnie tak wygląda moje podejście do pracy!


W ostatnim czasie miałam okazję spróbować swoich sił w różnych „zawodach”. Młodość to w końcu czas eksperymentowania, smakowania różnych fachów i sprawdzania siebie w nich. Byłam nianią, pomocą kuchenną, sprzątaczką, opiekunką dla osób starszych, trochę ogrodniczką, trochę pisarką, trochę artystką (szklanki, kartki - hand made). Zauważyłam że zamiast cieszyć się pracą, którą wykonuję w danej chwili, myślę o tym jak wspaniale byłoby teraz robić coś innego.

Kiedy pisałam, zazdrościłam tym którzy pracują w gastronomi, że tam to się chociaż człowiek poruszał, coś dobrego zawsze przekąsił, miał kontakt z ludźmi, przyczyniał się do karmienia, czyli dawania życia, efekt był widoczny, a jeszcze jak przyszedł ktoś podziękować! Raj na ziemi! Miodzio! Prawda, że się trzeba umęczyć trochę, ale przynajmniej odpoczynek jest zasłużony. I nikt nie będzie się dziwił tym odpoczynkiem, a nawet będzie litościwie do niego zachęcał…
 
Kiedy byłam w kuchni, marzyłam o tym żeby w końcu się wyrwać chociaż na chwilę, bo przecież życie nie składa się tylko z gotowania! Ręce były pomarszczone, ponacinane nożami, albo pościerane na tarce, plecy bolały od schylania się nad zlewem. A przecież można by tyle przez ten czas napisać, przeczytać, nauczyć się...
 
Kiedy pisałam, często szło mi to mozolnie, nie było weny, wszystkie słowa gdzieś się porozłaziły po kątach, czułam się zmęczona, ale właściwie nie miałam po czym odpoczywać, bo na ekranie widniało tylko pół strony tekstu. Marzyłam o spacerze, a nawet o posprzątaniu calusieńkiego domu, łącznie z myciem okien i praniem firanek. Czułam, że robię za mało, marnie, niepotrzebnie...
 
Kiedy przyszedł czas na sprzątanie na dużą skalę, mogłam poczuć przyjemne, sprawiedliwe zmęczenie, ale… w głowie mojej nagle pojawiało się dużo pomysłów, które krzyczały aby je natychmiast zapisać, bo pochowają się znów gdzieś w zakamarkach podświadomości. Niestety dzień się kończył, a jutro znów trzeba było wstać wcześnie. Rozsądek i zmęczenie zapraszały mnie szerokim gestem do łóżka, a ja zazwyczaj korzystam z takiego zaproszenia...
 
Kiedy byłam z moją staruszką, irytowałam się, że tak powoli wykonuje rytualne, codzienne czynności, przecież za ten czas posprzątałabym już cały pokój, pozmywała stos garów, albo napisała wreszcie tę ostatnią stronę artykułu, za którą zabieram się od tygodnia…
 
Kiedy pilnowałam dzieciaków łudziłam się, że w międzyczasie coś poczytam, pouczę się do kolokwium, zrobię coś jeszcze pożytecznego. Nie doceniłam kreatywności i żywiołu jaki kryje w sobie dziecko. Jak wspaniale potrafi koncentrować na sobie całą uwagę.


Dlaczego tak trudno być tu i teraz i cieszyć się tym co robię w danej chwili? Co za demony mi przeszkadzają i dlaczego tak trudno pracować z miłością? Nie tylko złość, ale i zazdrość szkodzi piękności. Zazdrość zabija radość z tego kim jestem i z kim jestem, niszczy wartość i sens pracy. 
Zauważyłam, że kiedy dopuszczam by w moim sercu zbyt długo gnieździło się to uczucie, wtedy tracę mój czas. Jest on zmarnowany, bo nie jestem w nim cała, nie cieszę się nim, nie wykorzystuję wszystkich swoich możliwości, swoje siły i uwagę angażuję w coś bezsensownego. 


Zazdrość niszczy moją kreatywność, moją sumienność, zapał, zaangażowanie. Podobnie porównywanie się, rywalizacja, ambicja, chciwość, by więcej zrobić, najlepiej kilka rzeczy naraz. Wydawać by się mogło, że kiedy pomagam, to tracę czas i siebie, a ja zauważyłam, że jest zupełnie odwrotnie! Mój czas jest stracony, kiedy skąpię komuś pomocy, uwagi, kiedy próbuję zatrzymać go tylko dla siebie, dla swoich celów i przyjemności. Może to Duch Święty mi podpowiedział?

„Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy. Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc.” (Ga 5, 25-26)

Jak być pięknie? Jak cieszyć się każdą chwilą i każdym zadaniem, nawet trudnym, które jest mi dane do wykonania? Jak promieniować radością? Jak oświecać swoim promienistym byciem zaciemnione drogi innych? Wydaje mi się to niemożliwością. Często przecież sama jestem w ciemności, wydaje mi się, że nie za wiele tego piękna we mnie, że jestem niezadowalająca, zawodna, niesłowna, niezdolna żeby pomóc wszystkim wystarczająco całkowicie i wyczerpująco. Chciałabym dostać dobrą ocenę za to bycie, dlatego wciąż mi za mało. Jestem kapryśna i marudna. Czy to pięknie? Czy to wypada? Czy oświecę komuś drogę moimi dąsami?
 


Ociężała kłoda w ciemnościach bywa niebezpieczna, drzazgi niezadowolenia ranią bardzo boleśnie i na długo mogą zostawić blizny w materiale wrażliwym. Ratunku! Wołam z głębokości, kiedy coś mnie gnie w ciemność. Trzeszczę i jęczę jak stary fotel, próbuję zagłuszać ten wewnętrzny szwargot miłymi słówkami. Na nic to. I tak wycieka gdzieś z boku ten grymas, ta ponura część mnie. Jak się wyleczyć? Plik recept mam w szufladzie, nastałam się w kolejkach do lekarza (duszy oczywiście) już nie raz. Jest lepiej, trochę pomoże, a potem znów objawy się odnawiają.
 
„Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.” (2 Kor 12, 8-10)

Pięknie! Słabość, goni słabość, jest więc przestrzeń doskonalenia. Miejsce dla Chrystusa. Zapachniało miłosierdziem… Moje pragnienia i ambicje, mój nieokiełznany pęd żeby robić dużo, szybko, opłacalnie i wydajnie. Potrzeba akceptacji, potrzeba taka i owaka. Jest ich mnóstwo. Kupić to, mieć tamto, osiągnąć to i owo. Kiedy wreszcie uwierzę, że wszystkie moje potrzeby zaspokoić może tylko On jeden?

„A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę.” (Flp 4, 19)


Karolina Kargol

środa, stycznia 31, 2018

POMIMO WSZYSTKO…



Mk 6, 1-6


„Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także jego siostry?» I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. 
Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.”



Niedowiarstwo, zazdrość czy pycha?
Co takiego było w ludziach z Nazaretu, że nie potrafili przyjąć Jezusa?


Co mówił, że ich serca słysząc Jego naukę były pełne obrazy?




Widzę w tym Słowie moją codzienność. Słowo Boga, które często odrzucam, które mnie złości, które jest ciężarem, bo pokazuje mi prawdę o mnie… 
A PAN chce przemieniać serce grzesznika. Zwraca mi uwagę, że potrzebuje mojego zaangażowania,
wymaga życiowej zmiany ➡


  • tego, co stało się „bezpieczna rutyną”
  • co nie jest pełnieniem woli Boga                  

                 
Dzisiejsza Ewangelia jest dla mnie niczym Słowo upomnienia, które trudno przyjąć zwłaszcza od najbliższych. 
Co robić?
Tak po prostu się poddać działaniu Boga?
I to wystarczy?  
Wydaje się być takie proste…
Ale ja chciałabym podjąć coś znaczącego, jakieś wyniosłe zmiany, widoczne od razu. Wielozadaniowość, która mogłaby sprawić, że Pan wejrzy na mój trud i dopiero „zasłużę” na Jego miłosierdzie…

…a przecież wcale nie o to chodzi…

Duch Święty podpowiada mi by zawołać:

„JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ”


Krótki akt, pozwalający, żebym w zaufaniu i powierzeniu zaczęła wypełniać wolę PANA.




Działanie Boga 


Jak działa Bóg? 
Widzę odpowiedź na to zapytanie w piątym wersie tej Ewangelii „…jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich.” - w przekładzie greckim czytamy: „jeśli nie paru NIEMOCNYM nałożywszy ręce uzdrowił”.


NIEMOC pełna MOCY

Kiedy pokazuję Bogu moje zranione serce, jego słabość, kruchość i wrażliwość, okazuje się, że w tym momencie staję prawdziwie w relacji do Boga.

Boga, który kocha moją niemoc - daje mi jednocześnie swoje umocnienie…

Boga, który jest hojny i pragnie wlewać w moje serce łaskę i uzdrowienie.

Aby to zaistniało potrzeba:

  • mojej zgody
  • prawdy
  • prostoty                           
PAN NAŁOŻY NA MNIE 
SWOJE RĘCE I UZDROWI MNIE…



Dziś Miriam przychodzi do mnie w postawie zawierzenia Słowu Boga. 
Pomimo ostrych słów krytyki, powątpiewania i wyśmiania przez bliskich…
Ona pozostaje w pokorze zasłuchania w Boga.
Zdanie innych osób na temat Jej Syna schodzi na bok. 
Liczy się Jej wewnętrzna relacja z Bogiem.  


Dzisiejsze Słowo pokazuje mi, że jeśli będę prawdziwie żyła z Jezusem, 
to mogę być pewna, że dotkną mnie nieporozumienia i wyśmiania.
Ale w tych doświadczeniach Pan zachowa mnie
 w pokoju serca, pomagając mi iść do przodu!
 Skoro Chrystus był niezrozumiany, mało tego, później zawieszony na krzyżu,
 to czego ja oczekuję od innych?


EWANGELIA JEST SŁOWEM SPRZECIWU DLA ŚWIATA

CZY JESTEM NA TO GOTOWA?

JAK PATRZĘ NA LUDZI ODDANYCH CHRYSTUSOWI?

Niech wypowiedź Ojca Pustyni, Jana Klimaka, 
pomoże nam w modlitwie, 
w zachowaniu cichości i pokoju serca,
 zwłaszcza w tych momentach, gdzie jesteśmy niezrozumiani 
i odrzucani przez najbliższych… 


Patrząc na Maryję trwajmy z Jezusem…


„Maryja, ma zamknięte usta i praktykuje świadomie milczenie,
 podporządkowując się woli Boga. 
Dzięki duchowej ciszy zbliża się do Niego i podejmuje nieustanną modlitwę.
(…) Boża Matka tylko z pozoru jest smutna, tak naprawdę nie ulega rozpaczy, 
bo nie jest pochłonięta przez sprawy doczesne. 
Chociaż z drugiej strony widać, że jak prawdziwa matka 
wyraża zatroskanie o swoje dziecko.
 Nie wykonuje jakichś gwałtownych, dynamicznych ruchów, 
pozostaje powściągliwa, nie objawia na zewnątrz swego bólu i obawy. 
W ten sposób stanowi przykład postawy dla ascetów pragnących osiągnąć hezychię.”





Kamila Kruszyńska

poniedziałek, stycznia 29, 2018

Wycieczka w przeszłość w poszukiwaniu sensu kobiecości – część II


W pierwszej części omówiłam problemy i zagrożenia towarzyszące kobietom i młodym dziewczynom pracującym w fabrykach na przełomie XIX/XX wieku. Artykuł miał na celu odnaleźć kobiecość u kobiet żyjących w ówczesnych czasach. Niskie wynagrodzenia, zadłużenia, demoralizacja, zatracanie wartości moralnych i religijnych, złe warunki mieszkaniowe, duża ilość godzin pracy – to wszystko sprawiało, że środowisko kobiet było zaniedbane.

W dalszych poszukiwaniach odnajduję kobiety mężne, odważne, heroiczne. Kobiety, które widząc zmagania innych, nie rezygnują i nie ulegają presji fabrykantów. Starają się być promykiem nadziei i dobra dla kobiet i młodych dziewcząt. Widzą, jak kobiety w poszukiwaniu środków do życia i zniewolone panującą sytuacją, ulegają narzuconym im warunkom. 

Te odważne i dzielne kobiety, stawały się dla młodych dziewcząt autorytetami, a niekiedy (jeśli mogę tak ująć) matkami. Dostrzegając problem beznadziejnych warunków mieszkaniowych, pomagały im znaleźć dobre lokum. Wynajmowane mieszkania przeznaczone były wyłącznie dla młodych robotnic fabrycznych. Chroniło to je od demoralizacji, na którą były narażone m.in. mieszkając wspólnie z mężczyznami.
Młodym dziewczynom, które traciły ducha religijności, pobożności i uczciwości, organizowały nauczanie katechizmu, zachęcały do modlitwy oraz skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.
Mniej zaradnym i oszczędnym dziewczętom zapewniały edukację w zakresie wykonywanego przez nie zawodów, wdrażały do praktycznych i domowych prac, jak i przyuczały gospodarowania pieniędzmi. Uczyły je również nauki czytania, pisania, historii.
Aby uwolnić robotnice od zadłużeń w sklepach żydowskich, uczono je oszczędnego gospodarowania każdą suma pieniędzy, co w konsekwencji  uwalniało je od wyzysku żydowskiego.
Kobiety nie zapominały również o rodzinach, najuboższych i bezrobotnych. Organizowały w pobliżu fabryk tanie kuchnie i jadłodajnie. 

Przez swój przykład życia i żywą wiarę w Boga, były pomostem na drodze do wiary w Boga. Ich wzór ducha chrześcijańskiego przenikał do fabrycznych hal. Chętnie uczestniczyły w Mszach Świętych, przystępowały do Komunii świętej, co pociągało innych do naśladowania. Jak na przykładne katoliczki przystało, świadczyły pomoc duchową, materialną i dobroczynną. Zdobywały sobie zaufanie środowiska. Ich odwaga i osobisty przykład przyczyniał się do zmniejszenia się liczby kradzieży, pijaństwa. Wpływał również na sumienne wykonywanie pracy.

Potrzebą tamtych czasów było zadbanie również o chore robotnice, bezrobotnych oraz osoby w podeszłym wieku. Mała ilość pożywienia i szkodliwe warunki pracy szerzyły powstawanie chorób: gruźlicę i tyfus. Działalność kobiet nie zamykała się więc w murach fabryk, ale tworzyły przytułki i schroniska dla kobiet chorych i bezrobotnych.

Widzimy więc, że w każdym czasie kobiety zmagały się z trudnościami. Dostrzegamy kobiety, które nie były obojętne na szerzące się zło. Poprzez swoje uświęcanie życia i pracy odgrywały istotną rolę na otaczające ich środowisko.


*  *  *
Moja wycieczka w przeszłość jednak się nie kończy. Spotykam panią Łucję Glijer, która w tym roku kończy 90 lat. Kobieta, która chce podzielić się swoim świadectwem bycia kobietą i bycia wzorem dla innych. Choć przez skromność nie uważa się za kogoś wyjątkowego, to jednak warto przytoczyć jej przykład życia.

Siadamy przy wspólnej herbacie i zaczynamy rozmowę, od najprostszych pytań, aż po konkretne, aby pokazać kwintesencję sensu kobiecości. 

O owocach naszej rozmowy już w następnym poście…


Karolina Wtorek


Fotogaleria:










sobota, stycznia 27, 2018

Nie każdej Pięknej w tej spódnicy pięknie!

Pamiętam jak koleżanka na widok mej osoby w spódnicy o kształcie „syrenka” wykrzyknęła: A coś ty z siebie zrobiła? Oburzyłam się, rzecz jasna, wszak spódnica była tak modna wówczas, że wszędzie tylko takie fasony wisiały w sklepach, a moje koleżanki ze studiów wyglądały w nich bajecznie. Odpowiedziałam zatem złośliwie, że pięknemu we wszystkim pięknie. Wieczorem stanęłam w lustrze, poprzyglądałam się sobie z rezerwą,  sceptycznie i, choć kosztowało mnie dużo, stwierdziłam, że mi w tej spódnicy… okropnie!

I tak rozpoczęłam przygodę ze sztuką doboru ubrania do własnej figury, wzrostu i do okoliczności zewnętrznych. O, jeszcze popełniam pomyłki. Dlatego ten artykuł – żeby o ciuchach porozmawiać.

O ciuchach, a dokładnie o spódnicach. Rodzajów tego kobiecego ubranka jest ilość spora. Zanim więc zaczniemy omawiać konkrety, ustalmy najważniejsze zasady ogólne:

  1. Zanim zacznę dobierać sobie spódnicę muszę ustalić, jaki mam typ sylwetki, czyli jak się ma szerokość moich ramion do szerokości bioder (czy ramiona są węższe, czy szersze od bioder? Czy mam wyraźnie zarysowaną talię?).

  2. Będę patrzeć, jak dana spódnica leży na mnie a nie na innych, żeby uniknąć „życzeniowego” myślenia, że w tej spódnicy będę świetnie się prezentować, bo koleżanka wygląda bosko.

  3. Zastanowię się, na jaką okazję wybiorę się w tej spódnicy i do jakiego zestawu w mojej szafie pasuje.

  4. Zwrócę uwagę na odpowiednią do budowy moich nóg długość spódnicy, żeby wyszczuplała moje łydki lub uda (jeśli spódnica kończy się tam, gdzie są najgrubsze, to optycznie jeszcze je pogrubia).

  5. Zastanowię się, czy dodatki (kieszenie zewnętrzne, marszczenia, wzorki, napisy) nie dodają mi kilogramów, nie podkreślają „brzuszka” i właściwie modelują biodra (poszerzają lub zwężają optycznie – w zależności od typu figury).



Kiedy już masz w głowie tych kilka prostych zdań, możesz zacząć przegląd spódnic. Na początek – „ołówkowa”! Czytaj w następnym artykule, już wkrótce!


Anna Duda

środa, stycznia 24, 2018

Niebezpieczna pustka...



Środek tygodnia! Rozpoczęte różne prace,
dużo zabiegania, troski i zmartwienia.
Obciążenie i utrudzenie?
Czas na…
 
 ŚROD(K)OWE UMOCNIENIE z MIRIAM!

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”
Mt 11,28-30





Spotkanie ze Słowem, które prowadzi nas…
  • do zmiany rozumienia piękna,
  • do odkrywania jego tajemnicy
  • do kontemplacji PIĘKNA 


Zapraszamy Was na krótkie środowe medytacje Ewangelii z dnia,
w świetle NAJPIĘKNIEJSZEJ Z KOBIET!



 

Niebezpieczna pustka…


24.01.2018r. 
Słowo Boga, tak delikatne, że łatwo je minąć, zniszczyć, znieważyć czy wzgardzić Nim.
Chcę w to Słowo wczytać się całym sercem, duszą i ciałem… Zostawiając, choć na chwilę troski dzisiejszego dnia, tego ile mam do zrobienia, jakie czekają mnie spotkania, jak mam wyglądać, żeby dobrze wypaść, chęć perfekcji i idealistycznego spojrzenia na rzeczywistość…

Teraz czas dla PANA, który JEST w Słowie…

Mk 4, 1-20 

„Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej [pozostając] na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:
«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!». A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść. On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach,
aby patrzyli oczami, a nie widzieli,
słuchali uszami, a nie rozumieli,
żeby się nie nawrócili i nie była im wydana [tajemnica]». 

I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże zrozumiecie inne przypowieści?
Siewca sieje słowo. A oto są ci [posiani] na drodze: u nich się sieje słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy, gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują.  Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».”

Siewca, który wychodzi siać - Słowo ➞ pada na GLEBĘ ➞ obraz mojego wnętrza, mojej duszy, tego, kim jestem naprawdę.

Jak wygląda moje wnętrze dziś?



Każda z tych „gleb serca” jest we mnie w jakiś sposób obecna. W Obecności Jezusa mogę poznawać siebie z miłością i zaakceptować piękno, którym mnie obdarował. Bywa, że nie jestem w stanie od razu go zrozumieć, ale Bóg jest cierpliwy i delikatny. Powoli prowadzi mnie do Prawdy.

Myślę, że Maryja daje nam dzisiaj ważną lekcję i uczy tego, co to znaczy wierzyć.

Wiara polega na zaufaniu Bogu i rozważaniu tego, co mnie spotyka w jej świetle.
Czy u Boga szukasz zrozumienia tego, co się dzieje w Twoim życiu?
Czy może opierasz się tylko na swoim intelekcie albo tym, co Ci ludzie mówią?

Oczywiście ich głosu nie należy lekceważyć, ale chodzi mi o to, czy nie stawiasz ich ponad to, co Bóg chce Ci powiedzieć w czasie modlitwy, adoracji, medytacji Słowa?
To ważne pytania, ponieważ codziennie powinniśmy uczyć się rozpoznawania głosu Boga w naszym życiu.

On mówi do nas przez ludzi, to prawda, ale mówi także bezpośrednio do serca i wielką sztuką jest umiejętność usłyszenia Go i wydania dobrych owoców.
Nie ważna ilość, ale jakość…
Nie nauczymy się tego, jeśli nie będziemy – dosłownie – walczyli o czas dla Boga.


 
Niech Maryja, ta, która nosiła i rozważała Słowo w swoim sercu, wyprasza nam taką wiarę, byśmy jak Ona, stawali się skarbcem, w którym zachowujemy wszystko, co związane jest z Jej Synem. Pokornie idąc i przyjmując kolejne wydarzenia życia.



Kamila Kruszyńska