dla kobiet z wartościami

piątek, kwietnia 06, 2018

Piękno kobiety - odblask piękna Boga

Piękno kobiety - odblask piękna Boga


Czy ksiądz biskup zna się na kobiecości?
 Co ma do powiedzenia na temat piękna?






Nie planowałam tego wywiadu. Po prostu wybrałam się na katechezę księdza biskupa Andrzeja Przybylskiego zatytułowaną "Oblicza miłości", skierowaną do ludzi młodych - dopiero szukających swojej drogi, a  także tych którzy już wybrali, np. małżeństwo. W trakcie słuchania, zrodziło się w mojej głowie pytanie... Ciekawe co ksiądz biskup może powiedzieć o kobiecości? Czy zgodzi się na wywiad? W notesie zanotowałam prędko kilka pytań. Miałam tremę, czułam się trochę niepewnie. Czy w ogóle uda mi się do niego podejść? Był późny wieczór, miałam wątpliwości. Na pewno gdzieś będzie się spieszył, jest już zmęczony... Katecheza dobiegała końca. Chwila wahania i postanowienie - idę. Dziś stwierdzam, że to była dobra decyzja! Zapraszam do słuchania.

Jakie piękno Bóg ukrył w kobiecie?
Jak powinnyśmy dbać o swoje piękno?
Czy czasem powinnyśmy je ukrywać?




Jeśli jesteście ciekawe jak ks. bp. Andrzej Przybylski odpowiedział na te pytania, zapraszam do słuchania!




Wywiad przeprowadziła Karolina Kargol.



środa, kwietnia 04, 2018

Emaus


„Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba”.

Łk 24, 13 - 35



Dziś w Ewangelii spotykamy dwóch uczniów, którzy idą do Emaus – miejsca według nich spokojnego, dalekiego od tragedii, przykrej sytuacji, miejsce zapomnienia, ucieczki. Są tak pogrążeni i skupieni na swoim smutku i rozpaczy, że nie dostrzegają w Towarzyszu ich drogi Zmartwychwstałego ich Pana.

Czasem jest tak, że w smutku widzimy tylko czarne kolory, wydaje się, że tak już będzie zawsze, nawet nie chcemy dopuścić myśli, że może być nadzieja, szybko się poddajemy marazmowi, chowamy się by znów nie spotkało nas cierpienie, zawód.

Jezus przychodzi i spokojnie tłumaczy wszystko od początku. Mówi, że Słowo Boże wypełniło się w Jego życiu i chce przekonać, że w tym Słowie jest zawarte również moje życie.

Rodzą się w moim sercu pytania:
Jakie są moje oczekiwania względem Jezusa i Jego „zwycięstw” w moim życiu?
Czy moje serce jest otwarte na Słowo Boże, czy może wskutek nie spełnienia moich oczekiwań chcę uciec i przestać słuchać?
Czy wierzę, że to Słowo się spełni? A nawet gdyby było inne niż ja bym sobie to wyobrażała?
Czy moje oczy są otwarte by dostrzec Jezusa, który chce wejść w mój smutek?
Czy moje przeżywanie Eucharystii jest autentycznym rozpoznawaniem Chrystusa?

Maryjo, Matko, Ty któraś uwierzyłaś, że spełnią się Słowa powiedziane Ci od Pana, módl się za mną bym nie bała się zaufać temu Słowu i Jego prowadzeniu.



Alleluja. 
Miłuję Pana, albowiem usłyszał 
głos mego błagania,
bo ucha swego nakłonił ku mnie 
w dniu, w którym wołałem. 
Oplotły mnie więzy śmierci, 
dosięgły mnie pęta Szeolu, 
popadłem w ucisk i udrękę. 
Ale wezwałem imienia Pańskiego: 
"O Panie, ratuj me życie!"
Pan jest łaskawy i sprawiedliwy 
i Bóg nasz jest miłosierny. 
Pan strzeże ludzi pełnych prostoty: 
byłem bezsilny, a On mię wybawił. 
Wróć, moja duszo, do swego spokoju, 
bo Pan ci dobrze uczynił. 
Uchronił bowiem moje życie od śmierci, 
moje oczy - od łez, 
moje nogi - od upadku.
Będę chodził w obecności Pańskiej 
w krainie żyjących.

Ps 116




Katarzyna Boryń


piątek, marca 30, 2018

Święconka

Okres Wielkiego Postu powoli zbliża się ku końcowi. Przed nami ważny tydzień, kiedy w Kościele uobecniają się na nowo wielkie tajemnice wiary, warto więc ten czas dobrze duchowo przeżyć, ale też dobrze przygotować nasz stół wielkanocny, ponieważ często robimy to bardzo mechanicznie i nie zastanawiamy nad głęboką symboliką potraw przekazywaną przez tradycję.

Postanowiłam zagłębić się w tym temacie, odświeżyć swoją wiedzę i podzielić się z Wami moimi odkryciami:)

Zgodnie z polską tradycją w Wielką Sobotę udajemy się do kościoła z koszyczkami z tzw. święconką, by poświęcić pokarmy na świąteczny stół. Zwyczaj ten sięga VIII w., natomiast w Polsce znany jest od XIV w. 
Do koszyka wkładano pokarmy, które w pierwszy dzień świąt podawane były „bez dymu”, bo przygotowywano je wcześniej i nie wymagały gotowania. W Wielkanoc nie rozpalano bowiem ognia pod kuchnią. 

Koszyczek wykładamy białą serwetką i przystrajamy gałązkami bukszpanu, których zieleń wyraża nadzieję Zmartwychwstania. Do środka wkładamy: baranka – z masła, ciasta albo z cukru – z zatkniętą chorągiewką, chleb, jaja gotowane na twardo – często malowanki, pisanki albo kraszanki – sól kuchenną, wędlinę, chrzan oraz ciasto (np. mazurek, babkę, sernik albo paschę). Koszyk przykrywamy białą serwetką i zanosimy do poświęcenia, a przed powrotem do domu zatrzymujemy się na adorację przy grobie Pana Jezusa. Przed śniadaniem wielkanocnym dzielimy się święconym jajem, życząc sobie nawzajem błogosławieństwa, dostatku i zdrowia dla całej rodziny.


Baranek z chorągiewką jest oznaką Chrystusa Zmartwychwstałego. Na chorągiewce jest umieszczony krzyż oraz napis „Alleluja”, wyrażający radość ze zwycięstwa życia nad śmiercią oraz pokonania grzechu. Symbolika baranka ma głębokie korzenie biblijne: w Starym Testamencie w opisie ucieczki Żydów z Egiptu – gdy Izraelici naznaczyli odrzwia swych domów krwią spożytego baranka – zostali ustrzeżeni przed śmiercią;
czy w charakterystyce Sługi Jahwe, w Nowym Testamencie, gdy Chrystus zostaje nazwany Barankiem Bożym, a w Wielki Piątek dokonuje odkupienia ludzi za cenę własnej krwi. To także symbol łagodności, niewinności i ofiary. 

Jajko jest znakiem początku życia i odrodzenia. Podobnie jak baranek wielkanocny, oznacza triumf życia nad śmiercią. Uchodzi także za metaforę życia ukrytego oraz siły istnienia. Kiedyś jaj nie spożywano przez cały Wielki Post i powracały na stoły dopiero na Wielkanoc. Dzielenie się jajkiem ma charakter braterski i służy umocnieniu więzi rodzinnych. 

Chleb jest pamiątką rozmnożenia chleba na pustyni, którym Jezus nakarmił rzesze ludzi. Symbolizuje pokarm dla duszy, czyli Ciało Chrystusa – który powiedział o sobie: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął...” – i powszedni pokarm dla ciała, niezbędny do życia. To znak Eucharystii, która została ustanowiona w obecności apostołów w Wielki Czwartek. Chleb jest symbolem pomyślności, dostatku, obfitości i sytości, a wyraża pragnienie przyjęcia Komunii św. 

Wędlina  jest symbolem baranka, którego Izraelici zabijali i spożywali rodzinnie w święto Paschy. Przed laty, gdy mięso spożywano sporadycznie, z powodu wysokiej ceny, uchodziło za oznakę dostatku.


Ciasto to oznaka kunsztu, najlepiej jeśli jest to wypiek domowy – babka lub mazurek – będący wyrazem umiejętności kulinarnych gospodyni. Jest symbolem nieukształtowanej materii przemienionej w formę doskonałą. Jego słodycz jest nagrodą za wytrwanie w umartwieniach w czasie Wielkiego Postu i zwiastunem Królestwa Niebieskiego: „skosztujcie, jak dobry jest Pan” (Ps 34, 9).



Chrzan - ostry smak i zdolność wyciskania łez sprawiły, że jest symbolem goryczy Męki Pańskiej, zwieńczonej słodyczą Zmartwychwstania. Oznacza tężyznę fizyczną, ludzkie siły i żywotność. 

Sól nadaje potrawom smak, a dzięki właściwościom konserwującym chroni je przed zepsuciem. I dlatego Chrystus mówił, że jako jego uczniowie mamy być „solą ziemi”. Sól jest symbolem prostoty życia, samego sedna istnienia, sił moralnych i duchowych, oczyszczenia oraz prawdy. 


Koszyczek ze święconką może być jeszcze ubogacony innymi składnikami w zależności od regionu. Możemy więc tam spotkać:
ser – symbolizujący zgodność między człowiekiem a przyrodą,
pieprz – oznaczający gorzkie zioła,
naczynie z wodą – symbol Ducha Świętego,
zajączek – kojarzony z płodnością i odrodzeniem przyrody, a że śpi ponoć z otwartymi oczami, więc to on miał pierwszy zobaczyć Zmartwychwstałego.











Znalazłam też podpowiedź jak ładnie pokolorować jajka na Wielkanoc. Warto spróbować:)





Katarzyna Boryń


Inspirację do artykułu czerpałam z następujących źródeł:
www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2014/Przewodnik-Katolicki-15-2014/Spoleczenstwo/Symbolika-polskiej-swieconki
http://mateusz.pl/czytelnia/mp-s.htm


Fot. Stefan Berger


środa, marca 28, 2018

Ile dla Ciebie jest wart Jezus?

„Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.
W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»



On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.



Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».



Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»
On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».



Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty»”.

Ewangelia (Mt 26, 14-25)

* * *

W zeszłym roku na osobistej modlitwie w małej kapliczce napotkałam niepozorny baner. Przedstawiał scenę zdrady Judasza w Ogrójcu. Jednak najbardziej przemówił do mnie napis: „Dla Judasza Jezus był wart 30 srebrników, a dla Ciebie”? Ta myśl pobudziła mnie do głębokiej refleksji: jakie miejsce w moim życiu zajmuje Jezus.



Obecne dni przenikają moje życie bardziej niż inne dni w ciągu roku. Przyglądam się swojemu życiu i analizuje, ile we mnie jest z postawy Judasza. Ile razy ja zdradziłem Jezusa będącym w drugim człowieku. Zdradziłem najlepszego przyjaciela zdradzając jego najgłębszą tajemnicę. Zdradziłem swoich rodziców, rodzeństwo, współmałżonka. Ile to razy w życiu, czy to w pracy, czy w szkole robię przekręty za bezsens, za błahostkę... za 30 srebrników. A w każdym z tych ludzi ukryty jest sam Jezus.



A On, który zna mnie dogłębnie i zna moje myśli… Wie, że Go zdradziłem i będę zdradzać na wskutek moich słabości. I choć te dni napełniają mnie zadumą i refleksją, to wiem, że nadejdzie poranek Wielkanocny. I wierzę, że przyjdzie do mnie ze swoim Miłosierdziem podczas sakramentu Pokuty i Pojednania oraz Eucharystii. Tylko muszę chcieć otworzyć się na Jego Miłość i uwierzyć, że dla mnie podjął się Męki i umarł na Krzyżu, abym miał życie wieczne.



On nie chce, żebym umarł duchowo jak Judasz, tylko żebym się nawrócił i żył. I abym jak Szymon Piotr na pytanie: «Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» odpowiedział: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham».



Matko Boża Bolesna, któraś trwała przy Jezusie podczas Jego Drogi Krzyżowej. Ty któraś wraz z Nim współcierpiała. Maryjo, która wiedziałaś, że On z martwych powstanie, więc nie potrzebowałaś pójść do grobu w poranek wielkanocny. Ty, któraś zachowywała wszystkie te sprawy w swoim Sercu rozważając je, ucz nas jak Ty kochać Boga.


































Karolina Wtorek


fot. Kadry filmu "Pasja",
pixabay.com

sobota, marca 24, 2018

Mała szpilka

Mam wymarzoną pracę. Wychodzę z domu codziennie rano, aby po półgodzinnym orzeźwiającym spacerze usiąść w cichym biurze. Czasami ktoś przyjdzie, aby załatwić sprawy i przy okazji zamienić kilka życzliwych słów. Wiem, co mam robić, a współpracownicy wydają się ze mnie zadowoleni. Mało jest sytuacji, które byłyby dla mnie za trudne do rozwiązania. Nie czuję się też jakoś specjalnie przepracowana. Każdy mógłby mi pozazdrościć takiej pracy.
 
Wszystko pięknie, ale nie rozumiem jednego: dlaczego nie mam ochoty tam chodzić?
Już w poniedziałek rano, zanim zacznę cokolwiek robić, czuję się zmęczona. W środę wydaje mi się, że weekend nigdy nie nadejdzie, a w piątek mam wrażenie, że pracowałam już nie wiem ile dni z rzędu. Dni się dłużą i z nadzieją czekam na urlop. Skąd to zniechęcenie?
 

"..wydają owoc dzięki wytrwałości." Łk 8,15

Gdy byłam dzieckiem, miałam swoją własną grządkę w ogrodzie, na której siałam kwiaty, jakie tylko chciałam. Nie mogłam pojąć w jaki sposób one rosną. Po tygodniu, czy dwóch widać było, że kwiatek urósł, ale kiedy to się działo? Czasami siedziałam przez dłuższy czas przy takim kwiatku chcąc go "przyłapać" na tym zadziwiającym procesie wzrostu. Niewiele zobaczyłam, ale pamiętam swoje zacięcie - "nie odejdę, dopóki nie zobaczę jak rośnie".

Myślę, że podobnie jest w życiu. Nasza praca oprócz zysków materialnych rodzi także duchowe owoce. Trwamy w codzienności a tych owoców nie widać. Żyjemy z dnia na dzień i wszystko wydaje się takie samo jak wczoraj. Po co mamy się starać? Gdzie jest sens tego co robimy? 
 

Piękno ukryte w codzienności

To bardzo trudne, ale wydaje mi się, że jedynym rozwiązaniem jest wiara, że takie codzienne zmaganie ma sens. A ma ten sens wtedy, gdy jest przeżywane z Chrystusem.
Św. Tereska od Dzieciątka Jezus pisała: "W perspektywie wiary wszystko jest tak wielkie... Podniesienie szpilki z powodu miłości może kogoś nawrócić! Cóż za tajemnica! Ach, tylko Jezus może nadać taką wartość temu, co czynimy, kochajmy Go więc ze wszystkich sił."
Pan Bóg widzi świat inaczej. Może milsze jest dla Niego, gdy kolejny raz biorę się za wypełnianie nudnych papierów, chociaż tak bardzo mam ochotę odłożyć to na później, niż gdy w euforii zdobywam cały świat. Może największą wartość w ciągu dnia będzie miało to, że wykonam niezbyt przyjemny telefon ze względu na Chrystusa i pomodlę się za osoby, które spotykam w pracy. Może dzisiaj miejscem mojego spotkania z Bogiem będzie właśnie miejsce mojej pracy?





Świętość nie jest gdzieś daleko, poza horyzontem. Świętość jest tutaj w szarej codzienności. Jak przeżywam każdy dzień? Czy przyjmuję to co daje mi dziś Bóg? Moją pracę, taką jaką mam, moich bliskich i siebie samą z moimi ograniczeniami. I czy chcę wchodzić w trud zmagania by walczyć z tym, co nie jest Boże w moim życiu?
Trud jest niemały, ale nagroda jest warta wysiłku. Nagrodą jest życie. "Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali." 1Kor 9,24

Magdalena Parys

czwartek, marca 22, 2018

O kobiecości dzisiaj (cz.5) - odpowiedź na problemy

Jakie masz pomysły, aby uniknąć bądź rozwiązać wspomniane zagrożenia i problemy?

„W skali makro – walka z kłamliwymi ideologiami, propagującymi przejęcie pełnej kontroli nad płciowością (od antykoncepcji, aborcji, aż do różnych dewiacji), promowanie wartości chrześcijańskich. A tak na co dzień? Przede wszystkim samemu obudzić się z letargu, dojrzeć i stać się wartościową kobietą (lub mężczyzną). Potem trzeba swoim stylem życia propagować dojrzałe postawy, odkłamywać rzeczywistość, docierać do tych,  którzy utknęli w wieku nastoletnim i siedzą tam od 20 lat. Wyjść za mąż/ożenić się z mądrym człowiekiem, kochać się, stać za sobą murem, wychować 
piękne i mądre dzieci. Uczynić swój dom bezpieczną twierdzą dla siebie,
rodziny i przyjaciół. Pokazywać społeczeństwu, że bycie wierzącą 
rodziną to nie oderwanie od rzeczywistości i widzenie wszędzie zła. 
Brać to co trzeba na poważnie, a z reszty mądrze żartować. Walczyć 
z bylejakością na wszelkie możliwe sposoby. Cieszyć się z każdej rzeczy, 
zdarzenia, spotkania. Doceniać, widzieć dobro. Dziękować innym. 
Szukać tych, z których doświadczenia można czerpać. Szanować 
i kochać ludzi, pochylać się nad ich biedą i cierpieniem. 
Nie zgadzać się na jakiekolwiek zło. Modlić się codziennie. 
Nie bać się być „odmieńcem”, jeśli w głębi serca 
JESTEŚMY PEWNI, że mamy rację”.

Monika, 26 lat



„Nie dać się zniewolić temu co proponuje świat. 
Dlaczego? Bo to co modne, głośne, nie zawsze jest dobre. 
Warto mieć swoją hierarchię wartości. 
A gdy nie wiemy czy coś jest dla nas dobre, 
dobrze rozeznawać na modlitwie, 
korzystając z Sakramentów Świętych”.

Karolina, 30 lat


„Trzeba inwestować samemu 
w rozwój emocjonalny (terapia, rozmowa) 
jak i duchowy”.

Anna, 35 lat





„Przydałoby się ograniczyć używanie 
nowinek technologicznych, neta, 
lecz nie jest to za bardzo możliwe 
w dzisiejszych czasach. 
Ograniczenie stresu… 
nigdy może nie być łatwe, ale warto 
zażywać ruchu dla odreagowania 🙂”. 

Kasia, 20 lat





„Myślę, że ludzie muszą dawać dobre 
świadectwo innym. Potrzeba dużo modlitwy 
za wszystkich ludzi. Potrzeba modlitwy 
za współczesne problemy świata. 
Uważam także, że różnego rodzaje akcje, 
zjazdy, wydarzenia mają wpływ 
na rozwój współczesnego człowieka 
i na to czym się kieruje”. 



Sandra, 18 lat



* * *

Podsumujmy


Tak więc uczestniczki ankiety stwierdziły, że dzisiejsze kobiety są pewne siebie, zmierzające do celu, poszukują swojego miejsca. Ponadto pojawiają się w ich życiu trudności związane z dokonywaniem wyborów i podejmowaniem decyzji. Często są przeciążone psychicznie i fizycznie. Są także zestresowane, obawiające się o przyszłość, zalęknione, zagubione na jakiejś płaszczyźnie życia. Współczesne kobiety nie wiedzą, że ich kobiecość nie oznacza słabości i uszczerbku na godności, nie wiedzą, że wcale nie muszą być „jak mężczyźni”. Wykonują na co dzień wiele zadań. Poświęcają się rodzinie, ale także pracy.
Pierwszą i zasadniczą rolą kobiety jest bycie kobietą. Kobieta ma dbać o ognisko domowe. Ponadto posiada prawa, przywileje, może swobodnie się kształcić, pracować, spełniać się zawodowo. Stała się bardziej niezależna. Rola kobiety opiera się bardzo często na pracy w domu – wśród dzieci, męża. Ale są też kobiety chcące być niezależnymi, dążą do celów. 

Najczęstsze zagrożenia i problemy z jakimi spotykają się kobiety:

  • odejścia od Boga, 
  • zawoalowane uprzedmiotowienie,
  • źle wykształcona tożsamość,
  • kłamstwo polegające na wmawianiu kobietom, że ich natura jest zła, "gorsza", że powinny przejmować cechy męskie,
  • zaniedbywanie małżeństwa,
  • brak otwarcia na drugiego człowieka,
  • samotność,
  • strach,
  • presja otoczenia dotyczącą spełniania czyichś oczekiwań,
  • wielozadaniowość,
  • pięcie się w karierze,
  • zagrożenia przeciwko moralności oraz czystości serca, ciała i duszy,
  • strony internetowe służące m.in. poznaniu drugiej połówki,
  • zbyt duże podążanie do osiągnięcia wymarzonego zawodu czy stanowiska,
  • pracoholizm,
  • depresja,
  • brak szacunku i tolerancji,
  • narzucanie trendów, presja otoczenia, np. czarny protest,
  • zachęcanie kobiet do walki o własne prawa,
  • społeczne oduczanie ofiarności i poświęcenia drugiemu człowiekowi.


Według ankieterek dzieje się tak, ponieważ:

  • narusza się naturalny porządek świata,
  • zatraca się własną tożsamość,
  • propaguje się szkodliwe idee, prawa i obyczaje, które mają za zadanie doprowadzić relatywizmu lub zaniku wartości moralnych,
  • nie poznawanie przez kobiety świata kobiecego,
  • istnieje dewaluacja i rozbijanie rodzin,
  • negowana jest nauka Kościoła,
  • zapomina się o Bogu, Jego przykazaniach i liczy się na własne, ludzkie siły,
  • istnieje łatwy dostęp do internetu,
  • coraz większy stres związany z dążeniem do osiągnięcia celów czy związany z codziennym funkcjonowaniem
  • duży wpływ ma dom rodzinny i wszystko co się w nim zadziało, 
  • wpływa na to środowisko i czasy w których żyjemy,
  • nie potrafimy komunikować się z sobą „face to face”.


Jak sobie z tym radzić? Jakie jest lekarstwo?

  • modlitwa i uczestnictwo w Sakramentach Świętych,
  • walka z kłamliwymi ideologiami, propagującymi przejęcie pełnej kontroli nad płciowością,
  • promowanie wartości chrześcijańskich
  • obudzić się z letargu, dojrzeć i stać się wartościową kobietą,
  • pokazywać społeczeństwu, że bycie wierzącą osobą to nie oderwanie od rzeczywistości i widzenie wszędzie zła,
  • ograniczenie używania nowinek technologicznych, internetu, choć nie jest to za bardzo możliwe w dzisiejszych czasach,
  • ograniczenie stresu
  • zażywanie ruchu dla odreagowania,
  • inwestowanie w rozwój duchowy jak i w emocjonalny (terapia bądź rozmowa)
  • nie dać się zniewolić temu co proponuje świat.




Chciałabym w tym miejscu serdecznie podziękować Ani, Monice, Kasi, Sandrze i Karolinie za wkład i poświęcony czas w współtworzenie tego artykułu, poprzez wypełnienie ankiety. Wierzę, że owoce naszej wspólnej pracy dotrą do wielu kobiet, które zmagają się jak my z różnymi problemami. Być może którejś z nich Wasze słowa pomogą żyć w pełni i odnaleźć sens swojej kobiecości.





Karolina Wtorek






środa, marca 21, 2018

Światłość wobec ciemności



Światłość wobec ciemności

J 8,31-42

Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli». Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: "Wolni będziecie?"» Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca». W odpowiedzi rzekli do Niego: «Ojcem naszym jest Abraham». Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego». Rzekli do Niego: «Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga». Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał.




Jezus mówi dziś do tych, którzy uwierzyli. Mówi o TRWANIU w Jego nauce, o byciu Jego prawdziwym uczniem - nie takim letnim, szukającym sławy, poklasku, korzyści czy ciekawostek i niezwykłości, ale takim który potrafi znieść PRAWDĘ. W mojej głowie pojawia się pytanie: co to za prawda, którą chce mi objawić Jezus? Jakie jest moje SERCE? Przecież ja wcale nie jestem niewolnikiem! Żyję w wolnym, niepodległym kraju, mam wolną wolę, mogę zdecydować co robić, a czego nie robić. Od razu buntuję się na to Słowo, wypieram je, udaję że nie rozumiem… Mam ochotę wejść w dyskusję z Jezusem! Jak Żydzi, którzy przecież niby uwierzyli, słuchali Jezusa, chodzili za nim, ale byli zaślepieni swoją wizją i swoją interpretacją rzeczywistości. Zbawiciel próbuje otworzyć oczy, wyjaśnia o jaką niewolę chodzi. 




GRZECH ZNIEWALA! Jeśli w nim trwam, jestem  niewolnicą. Jestem związana i obezwładniona, chociaż może mi się wydawać, że wszystko jest w porządku. Usprawiedliwiam się, że przecież jestem katoliczką, mój ojciec jest katolikiem, moja matka jest katoliczką, chodzę do kościoła… Wchodzę w obłudę, że jestem OK, że przecież tak naprawdę to nie mam takich wielkich grzechów, czasem coś tam delikatnie przeskrobię. Wydaje mi się, że to słowo próbuje mnie wyrwać z fałszu, uświadamia, że tylko Jezus, Syn Boży jest wolny od grzechu i tylko on może mnie wyzwolić i zaprowadzić do tego DOMU, o którym jest mowa, do domu Ojca Niebieskiego, gdzie jest mieszkań wiele. Słowo jest żywe, działa tu i teraz. Brzmi mi w uszach, drży mi w sercu. „...usiłujecie mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną od Boga.” Czy usiłuję zabić Jezusa - Słowo Żywe, które czytam lub słyszę? Jakich narzędzi do tego używam? Usprawiedliwiam się łatwo? Szybko zapominam? Zatracam się w pracy, by nie mieć czasu słyszeć i myśleć o nawróceniu? Kręcę się wokół siebie i swoich potrzeb? Ignoruję? Zagłuszam? Czy nie próbuję "zabijać" w mojej codzienności ludzi, których Bóg stawia na mojej drodze i przez których próbuje mi uświadomić prawdę o moim grzechu? Czy potrafię dostrzec małych codziennych proroków w moich bliskich, rodzinie, przyjaciołach, współpracownikach? 



Takie pytania zrodziły się we mnie po spotkaniu z tym Słowem. Mam nadzieję, że pomogą także Tobie stanąć w prawdzie. Jesteśmy grzesznikami, ale dobra nowina Jest taka, że Bóg posłał swojego Syna, by świat zbawił. Chcę się modlić o wiarę Abrahama, bym potrafiła przyjmować wszystko od Boga i kochać Go. Chcę prosić Pana by wyrwał mnie z niewoli grzechu. Chcę Go uwielbiać psalmem. Chcę powierzać Maryi moją wolność, aby pomagała mi podejmować dobre decyzje, zgodne z wolą Boga.



Psalm 107


Błądzili na pustyni, na odludziu:

do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi.
Cierpieli głód i pragnienie
i ustawało w nich życie.
W swoim ucisku wołali do Pana,
a On ich UWOLNIŁ od trwogi.
I powiódł ich prostą drogą,
tak że doszli do miasta zamieszkałego.

Niech dzięki czynią Panu za Jego miłosierdzie,
za Jego cuda dla synów ludzkich,
bo nasycił tego, który jest zgłodniały,
i łaknącego napełnił dobrami.


Siedzieli w ciemności i mroku,
uwięzieni nędzą i żelazem,
gdyż bunt podnieśli przeciw słowom Bożym
i pogardzili zamysłem Najwyższego.
Trudami przygiął ich serca:
chwiali się, lecz nikt im nie pomógł.
I w swoim ucisku wołali do Pana,
a On ich UWOLNIŁ od trwogi.
I wyprowadził ich z ciemności i mroku,
a ich kajdany pokruszył.

Niech dzięki czynią Panu za Jego łaskawość,
za Jego cuda dla synów ludzkich,
gdyż bramy spiżowe wyłamał
i skruszył żelazne wrzeciądze.

Chorowali na skutek swoich grzesznych czynów
i nędzę cierpieli przez swoje występki;
obrzydło im całe jedzenie
i byli bliscy bram śmierci.
W swoim ucisku wołali do pana,
a On ich UWOLNIŁ od trwogi.
Posłał swe słowo, aby ich uleczyć
i wyrwać z zagłady ich życie.



Niech dzięki czynią Panu za Jego łaskawość,
za Jego cuda dla synów ludzkich!
I niech składają ofiary dziękczynne,
niech głoszą z radością Jego dzieła!





Karolina Kargol

poniedziałek, marca 19, 2018

O kobiecości dzisiaj (cz.4) - przyczyny problemów

Kobiety w dzisiejszym świecie narażone są na przeróżne zagrożenia, zmagają się z wieloma problemami. Nasze ankieterki pisały o nich w poprzednim poście. Kolejne pytanie jest uzupełnieniem poprzedniego:

Dlaczego tak się dzieje? Co jest tego powodem? Co ma wpływ na taki przebieg sytuacji (rodzina, środowisko pracy, szkoła, miejsce zamieszkania)?

„Uważam, że głównymi przyczynami tego stanu jest naruszenie naturalnego porządku świata. Mam na myśli przede wszystkim zatracenie tożsamości – nie tylko płciowej, ale nawet tej określającej etap istnienia człowieka w czasie, tzn. czy jest dzieckiem, nastolatkiem, dorosłym? Jakie są moje prawa i obowiązki z tego wynikające? Dziś bezdzietni, młodzieżowo ubrani i zachowujący się jak dzieci 30-, 40-latkowie nikogo nie dziwią. Jak mają wejść w stały związek i wychować dzieci, skoro sami nadal nimi są? Oprócz tego propagowanie szkodliwych idei, praw i obyczajów, co prowadzi do relatywizmu lub zaniku wartości moralnych. Teraz wszystko jest relatywne, subiektywne, zależne od człowieka. Nie sposób tutaj nie wspomnieć o udziale mediów i organizacji wykrzywiających rzeczywistość, wpajających kobietom, że ich władza polega na wrogości
do drugiego, a ich godność będzie szanowana tylko wtedy,
gdy będą się starały dorównać mężczyznom w ich męskich cechach. 
Myślę, że kobiety same często nie mają ochoty poznawać 
kobiecego świata, bo wydaje im się zbyt kruchy, bezwartościowy, 
nudny, ograniczający, spychający je w skrajną eteryczność. 
Na taki przebieg sytuacji ma wpływ przede wszystkim 
dewaluacja i rozbijanie rodzin, które zaczęły się w czasie 
wojny (a może nawet wcześniej). Kiedyś mężczyźni 
byli nieobecni fizycznie, dziś – emocjonalnie. 
Kobiety czują się zostawione same z całym chaosem 
i próbują przejąć stery, a to się źle kończy. Brak wzorców 
męskości i kobiecości, brak wyraźnego podziału ról społecznych. 
Dziewczynka, która doświadczyła takiego pomieszania 
w dzieciństwie nie będzie umiała się odnaleźć w swojej 
płciowości, bo nikt jej tego nie pokazał. Będzie podatna 
na propagandę, zaglądającą teraz nawet do przedszkoli. 
A rodzice nie obronią, bo przyjmą, że fachowcy wiedzą lepiej, 
jak z dziećmi postępować. A z drugiej strony – kobiecie 
wychowanej w rodzinie z męskim ojcem i kobiecą matką 
nie straszne będą naciski ludzi ze szkoły, 
z pracy czy różnych organizacji”.

Monika, 26 lat



„Wydaje mi się, że dzieje się dlatego tak,
że poprzestawiał się świat wartości.
Kiedyś autorytetem byli rodzice i dziadkowie, 
którzy dzielili się swoją mądrością. 
Teraz autorytetem są idole, celebryci. 
Młodzi coraz częściej szukają 
samo dowartościowania w nowych używkach 
technologicznych. Ponadto myślę, że dzieje się tak, 

gdyż mamy problemy z komunikacją interpersonalną”.



Karolina, 30 lat





„Dwa czynniki:
 dom rodzinny i wszystko co się 
w nim zadziało, jak również 
środowisko (czasy w których żyjemy)”.

Anna, 35 lat



„Z pewnością na takie sytuacje
ma wpływ łatwy dostęp do internetu, 
stres związany z dążeniem do osiągnięcia 
celów, a także stres związany często 
z codziennym funkcjonowaniem”.

Kasia, 20 lat


„Myślę, że dzieje się tak, ponieważ nauka 
Kościoła jest dzisiaj jednak mocno negowana. 
Ludzie nie podchodzą do wyznawania swojej 
wiary tak jak wcześniej. Kierują się innym 
systemem wartości (co wpływa na to, co 
znajduje się u niego na pierwszym miejscu). 
Człowiek liczy coraz częściej tylko sam na siebie 
i twierdzi, że sam może wszystko. Zapomina o Bogu 
i Jego przykazaniach, które są po to, aby nasze życie 
wiodło się spokojnie oraz, żebyśmy zostali zbawieni. 
Środowisko, w którym żyją ludzie coraz bardziej 
nakręca do wyznawania innych zasad, a ponieważ 
ludzie są podatni na swoich rówieśników, 
zdarza się, że podążają nie tą drogą co trzeba. 
Również rodzina ma wpływ na to, co dziecko 
wyniosło z domu, czego zostało nauczone. 
Młody człowiek będzie podążał za tymi 
wskazówkami, które zostały mu przekazane 
przez rodziców”.

Sandra, 18 lat





Karolina Wtorek