dla kobiet z wartościami

czwartek, marca 15, 2018

O kobiecości dzisiaj (cz.2) - rola kobiety

Współczesna kobieta jest wszechstronna, dużo pracuje, poświęca się dla innych, jest odważna i towarzyska. A jakie jest jej zadanie? Zobaczcie, co sądzą Monika, Karolina, Anna, Katarzyna i Sandra.


Jaka jest rola kobiety we współczesnym świecie?

„Pierwszą i zasadniczą rolą kobiety jest… bycie kobietą. Kobieta ma być kobieca (nie mylić ze słowem „zmysłowa”, które jest nacechowane erotycznie) – nie może wstydzić się swojej płci, chować, oszpecać czy to przez nadmierne „podkreślanie urody”, czy też przez udawanie mężczyzny. Jeśli kobieta już zaakceptuje fakt bycia kobietą i się z tego 
ucieszy, wówczas jest w stanie dobrze wykonywać
inne role: bycie żoną, matką, opiekunką otoczenia.
To podstawowe role. Jeśli jest zakonnicą,
to nie zwalnia jej to z bycia matką i opiekunką 
otoczenia. Bycie żoną wiąże się z byciem wierną
jednemu mężczyźnie przez całe życie, dbaniem
o małżeństwo i rozwój swój i męża (oczywiście
mąż ma analogiczne obowiązki, ale mówimy o kobietach ;) ). 
Bycie matką, to nie tylko noszenie, urodzenie
i wychowanie swoich dzieci. To wrażliwość
na krzywdę innych, aktywna niezgoda na złe
traktowanie słabszych, okazywanie czułości
i zainteresowania tym ludziom, którzy nie zaznają
tego w życiu od najbliższych, gotowość do pomocy,
empatia, ogromna siła w walce z szeroko pojętym złem.
Bycie opiekunką otoczenia to dbanie o to,
co własne i co wspólne; dom, ogród, stanowisko pracy,
o przyjazną atmosferę w grupie. Niesamowite jest to,
jak kobiety potrafią pięknie zmienić przestrzeń,
utrzymywać ją w porządku i harmonii.
Kobiety zawsze „dorzucą coś” od siebie – 
do pracy przyniosą jakieś kwiatki, ciasteczka dla koleżanek, 
idąc w gości zadbają o miły drobiazg dla gospodarzy,
dbają o subtelną dekorację pomieszczenia,
w którym przebywają więcej czasu.
Znaczenie tego wszystkiego jest nie do przecenienia!
Jeśli do towarzystwa dołączy kobieta, która jest
świadomie kobietą – piękna, pewna siebie,
nieskrępowana bzdurnymi kompleksami, 
radosna, otwarta, to jest w stanie zmienić w nim bardzo wiele.
Przy takiej kobiecie nikt nie opowie sprośnego kawału,
nie przeklnie, nie splunie na ziemię, bo ona nie pozwoli 
na prymitywne zachowania wobec siebie i innych. 
Jeśli swoje role wykonuje dobrze, z zaangażowaniem,
miłością i zrozumieniem, to odmienia życie własne i innych”.

Monika, 26 lat



„Osiąganie coraz wyższych stanowisk w pracy,
zarabianie na własne życie (często żyją samotnie, 
bądź wychowują samotnie dzieci. Często walczą 
o swoje „prawa”, pseudo wartości np. czarny protest”.

Karolina, 30 lat



„Do tej pory nic się nie zmieniło. Było zawsze i jest, 
że kobieta ma dbać o ognisko domowe tj. rodzenie dzieci, 
zajmowanie się domem i rodziną. Dzisiejsze młode kobiety 
coraz bardziej demonstrują brak zgody na taki model życia. 
Najpierw chcą skończyć dobra szkołę, później znaleźć 
dobrze płatną posadę i rozwijać się intelektualnie. 
Starsze pokolenie nalega na szybkie założenie rodziny. 
Widać, że powoli zmienia się stary model życia na nowy”.

Anna, 35 lat



„Rola kobiety opiera się bardzo często na pracy w domu – 
wśród dzieci, męża. Ale są też kobiety chcące być niezależnymi, 
dążące do celów. Coraz więcej kobiet próbuje pokonać 
stereotypy co do zawodów typowo męskich. 
Kobieta często posiada ostateczne zdanie w domu”. 

Kasia, 20 lat


„Rola kobiety dzisiaj stale wzrasta i się rozwija. 
Porównując kobietę do wcześniejszych epok różnica 
jest ogromna. Kobieta we współczesnym świecie 
posiada prawa, przywileje, może swobodnie się kształcić, 
pracować, spełniać się zawodowo. Stała się bardziej 
niezależna. Kobieta ma pełny wpływ na swoje decyzje, 
a jej zdanie wśród innych bardzo się liczy. W rodzinie 
nie tylko mężczyzna utrzymuje dom, ale także kobieta staje 
na wysokości zadania, aby utrzymać swoich najbliższych. 
Równouprawnienie doprowadza, do tego, iż kobiety mają 
takie same prawa jak mężczyźni oraz mogą zajmować
te same stanowiska pracy. Brak dyskryminacji jak miało 
to miejsce w poprzednich epokach.
Uważam, również, że kobiety bardzo dobrze spełniają się 
rodzinnie. Zajmują się domem, pomimo swojej pracy 
oraz pasji. W domowy klimat wprowadzają swoją czułość, 
opiekuńczość, matczyność, troskę. Rodzina jest 
najważniejszym priorytetem. Starają się jak najlepiej 
wychować swoje dzieci”.

Sandra, 18 lat



Karolina Wtorek



środa, marca 14, 2018

Wieczność z Bogiem. Cool czy ból?



Ewangelia (J 5, 17-30)

„Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam».Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to Synowi: mieć życie w sobie. Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym.
Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie do potępienia. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy;
szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli
Tego, który Mnie posłał».”

Kiedy czytam to Słowo, to mam ochotę skończyć w połowie i stwierdzić, że to chyba nie dla mnie…  

Ewangelia wg św. Jana ma to do siebie, że zawiera wiele głębokich wypowiedzi. Została napisana najpóźniej, dlatego też ewangelista stosuje już przemyślane stwierdzenia, które wprowadzają nas w Tajemnicę Boga - Wcielonego Słowa (gr. LOGOS - słowo, sens).


Ale nie daję się biedzie, idę dalej. Mocno dotyka mnie kwestia Boga Ojca w tym tekście. 

Zastanawiam się, jaką  relację ja buduję z Nim? Na ile znam Go, by móc powiedzieć, że wybieram życie wieczne z Nim?

Boga Ojca mogę poznać przez relację z Jezusem Chrystusem. 
To On otwiera mi drogę poznawania, jaki jest Bóg. 

W Jezusie odkrywam prawdziwą miłość, troskliwość, czułość -
czytając Słowo Boże poznaję Boga.
To jednak nie koniec, bo wchodząc w relację z Panem
- On wymaga  ode mnie konkretu wiary
- wiary związanej z uczynkami, a nie tylko z deklaracją ustną.

Jak często myślę o życiu wiecznym? 

Wydawać by się mogło, że to, co dziś robię nie ma żadnego znaczenia. Przecież jestem YOLO, żyje się tylko raz, nie ma na co czekać, „carpe diem ”, zatem będę żyć jakbym miała wiecznie „tabula rasa”. I przez takie codziennie zasłyszane określenia może zagubić się we mnie to do czego pierwotnie wezwał mnie Bóg, mój Stwórca. Właśnie dzisiejsze Słowo przypomina, że przecież to ze względu na ŻYCIE WIECZNE Z BOGIEM dokonuję każdego wyboru. Gesty w teraźniejszości będą miały znaczenie w ostatniej chwili mego życia na ziemi…

I wtedy okaże się… czy wybiorę wieczność z Bogiem?

Wieczność z Tym, którego…  

znam? 
kocham? 
pragnę?

Dzięki temu Słowu przypominam sobie jak wielkie znaczenie ma każda chwila, najmniejszy czyn, bo to one kształtują moja duszę, moje człowieczeństwo, a dalej myśląc mój wybór na wieczność… 
Jezus bardzo chce być przyjęty przeze mnie, mogę to wykonać w prosty sposób- otwierając się na bliźnich, wychodząc do niech z dobrocią, tak jakbym chciała być przyjęta przez Jezusa. 
ON JEST W KAŻDYM Z NAS! WIERZYSZ?

NAGRODA JEST WIECZNA… 

Myślę, że warto 🙂

Miriam jest tą, która Słowo Boże przyjęła w pełni. Uczę się od Niej zaufania Bogu i czynienia wszystkiego ze względu na Niego.



Kamila Kruszyńska


wtorek, marca 13, 2018

O kobiecości dzisiaj (cz.1)

Kolejny raz mam okazję zmierzyć się z tematem kobiecości. Wcześniej było o podróży w przeszłość (przełom XIX/XX wieku), następnie historia nieprzeciętnej kobiety (p. Łucji Glijer), a teraz…?? No właśnie, pytam współczesnych kobiet, co sądzą na temat obecnych problemów i zagrożeń. Jak sobie z nimi radzić, z czego one wynikają?

***

Pięć kobiet z różnych części Polski, w różnym wieku i z różną historią życia. Poznajcie to, co one same mówią o sobie.

Anna 35 lat, Grudziądz  – pracuje jako protetyk słuchu, wykonuje badania audiometryczne dzieci i dorosłych, tympanometrię i otoemisję akustyczną.… Zajmuje się doborem aparatów słuchowych dla osób z niedosłuchem. Poza pracą zajmuje się domem i nastoletnia córką. W wolnych chwilach lubi czytać książki. Interesuje się domem, kulinarią i psychologią.

Katarzyna 20 lat, Włocławek – uczy się na pierwszym roku pielęgniarstwa w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. Kocha jazdę rowerem i dobrą książkę. Jest z natury piechurą – bardzo dużo chodzi.

Sandra 18 lat, okolice Zawiercia (Śląsk)  – na co dzień uczy się w drugiej klasie liceum. W wolnym czasie uprawia sport, spotyka się ze znajomymi, a także lubi czytać książki.

Monika 26 lat, Śląsk  – z wykształcenia pedagog, ale nie pracuje w zawodzie. W sezonie letnim pracuje w parku rozrywki dla dzieci, późną jesienią i zimą spędza czas zajmując się domem i nadrabiając to, na co latem nie wystarczyło jej czasu. Zainteresowania ma różne. Zmieniają się odkąd pamięta. Kiedyś lubiła grać na gitarze, rysować, malować i słuchać muzyki. Teraz interesuje się cukiernictwem, modą, rękodziełem, psychologią i duchowością człowieka, religią, związkami międzyludzkimi, filozofią chrześcijańską…

Karolina 30 lat, Łódź  – z wykształcenia fizjoterapeuta, a z zamiłowania fotograf. Lubi czytać dobrą i wartościową książkę. Ponadto lubi podróżować i poznawać nowych ludzi.



A oto owoce przeprowadzonej ankiety. Przez kolejne dni będziemy przytaczać ich wypowiedzi. Dziś odpowiedzi na pierwsze pytanie. Oddajmy głos uczestniczkom ankiety. 

Pierwsze pytanie dotyczyło obrazu współczesnej kobiety.

„Współczesna kobieta jest bardziej
niż kiedykolwiek wcześniej związana
z dokonywaniem wyborów i podejmowaniem
decyzji. Dotyczy to spraw od najbardziej
przyziemnych (w co się ubrać, co kupić),
aż do tych najważniejszych (kim być,
jaką ścieżkę w życiu obrać, z kim się
związać i na jak długo, ile i czy w ogóle
posiadać dzieci).
Często są przeciążone psychicznie i fizycznie
– po wymagającej i pełnej napięć pracy
wracają do domu, gdzie czekają na nie dzieci 
i domowe obowiązki. Z drugiej strony
mam wrażenie, że wiele kobiet traktuje
odpoczynek jako stratę czasu, więc zamiast
porządnie odpocząć, wolą wykonać już jakąś pracę.
Często są też zestresowane, niepewne siebie, 
obawiające się o przyszłość, zalęknione,
zagubione na jakiejś płaszczyźnie życia.
Zdarza się, że mają problem z ustaleniem
rozsądnych granic zarówno sobie, jak i otoczeniu, 
na przykład: albo się zaniedbują, albo dbają
o siebie przesadnie; albo odcinają się od ludzi,
albo czują, że muszą się im poświęcić bez reszty.
Współczesne kobiety nie wiedzą, że ich
kobiecość nie oznacza słabości i uszczerbku
na godności, nie wiedzą, że wcale nie muszą 
być „jak mężczyźni”. 

Monika, 26 lat


„Współczesna kobieta jest bardzo zabiegana,
 goni za karierą i pieniądzem, bo tego wymaga
 od niej świat. 
To co wartościowe, świat jej pokazuje, 
że jest niemodne i bez sensu”.

Karolina, 30 lat



„Pewna siebie, zmierzająca do celu, odważna”.

Anna, 35 lat


„Kobieta w dzisiejszych czasach
poszukuje swojego miejsca. 
Są wiadomo różne typy i charaktery,
 ale raczej większość kobiet 
lubi towarzystwo innych osób,
 nie lubią być same”.

Kasia, 20 lat


„Współczesna kobieta jest bardzo wszechstronna. 
Wykonuje na co dzień wiele zadań. Poświęca się 
rodzinie, ale także pracy. Kobiety w dzisiejszym 
świecie są silne, zmotywowane i potrafią walczyć 
o swoje. Spełniają swoje marzenia. Realizują się 
na wielu życiowych płaszczyznach”.

Sandra, 18 lat



Dowiedzieliśmy się, jak współczesne kobiety są postrzegane przez nasze ankieterki.
O tym, jaka jest ich rola w świecie, dowiemy się w kolejnym poście.



Karolina Wtorek

środa, marca 07, 2018

Kto mnie pociąga?


Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim".
Mt 5, 17-19


Słuchając dziś Słowa Pana, zastanawiam się jakie są moje oczekiwania wobec Niego, Jego obecności w moim życiu. Co bym chciała, żeby „zniósł”, zmienił, unieważnił w moim życiu, we mnie czy w drugich? Co mnie najbardziej uwiera w wypełnianiu Jego przykazań?

Może coś już jest za stare, może wydaje mi się, że już nieaktualne, przecież są teraz nowe, inne czasy, może by trzeba było coś zaktualizować? A SŁOWO BOGA mówi tak: „Ani jedna kreska, ani jedna jota nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.”
  
A jakie jest to Prawo? Prawo, którego przykład wypełnienia dał nam sam Jezus – czyli największy w królestwie niebieskim, to prawo miłości! To tak niewiele a nam często właśnie najtrudniej jest miłować. 

I jeszcze jedna sprawa - jak to jest z moim wypełnianiem tego Prawa, moim świadectwem? Czy nie łatwiej jest mi głosić, mówić o potrzebie miłowania Boga i człowieka, a o ileż trudniej okazać to w czynie? A może jestem antyświadectwem? Jak mówi przysłowie: „Słowa pouczają, przykłady pociągają”.

Maryjo, Ty, któraś wypełniła w pełni Prawo, naucz mnie słuchać Słowa i je wypełniać.





O Panie, jesteś sprawiedliwy 
i wyrok Twój jest słuszny. 
Swoje postanowienia dałeś sprawiedliwie 
i z pełną wiernością. 
Gorliwość mię pożera,
bo moi przeciwnicy zapominają o Twoich słowach. 
W ogniu wypróbowana jest Twoja mowa
i sługa Twój ją miłuje. 
Ja jestem mały i wzgardzony: 
nie zapominam o Twych postanowieniach. 
Twa sprawiedliwość to wieczna sprawiedliwość, 
a Prawo Twoje jest prawdą. 
Spadły na mnie strapienia i ucisk, 
rozkoszą moją są Twoje przykazania. 
Sprawiedliwość Twoich napomnień trwa na wieki: 
daj mi zrozumienie, abym żył. 

Ps 119, 137-144



Katarzyna Boryń

piątek, marca 02, 2018

Rachela

Mówi się, że nikt nie zrozumie kobiety tak dobrze jak druga kobieta. Dlatego od najmłodszych lat zapatrujemy się na swoją mamę, babcię, naśladujemy je. Jednak w życiu wielu z nas kobiet istnieje relacja jedyna w swoim rodzaju –  relacja między siostrami. Jest to czasami najlepsza przyjaciółka z którą mnożymy radości i dzielimy kłopoty. Pomimo kłótni czy małych nieporozumień, to właśnie do swojej siostry pójdziemy wyżalić się na teściową, szefa, chłopaka. Jest to przyjaźń na całe życie. Czy jednak zawsze tak jest? Czy może jest coś, co potrafi popsuć ten idealny układ? W tym kontekście przyjrzyjmy się biblijnym siostrom: Racheli i Lei, bohaterkom Księgi Rodzaju. Lea, jest starsza, jej imię pochodzi od hebrajskiego le’ah co znaczy: „krowa”, natomiast Rachela - młodsza, imię jej od rachel znaczy: „owieczka”, była ona pasterką. Ich życie prawdopodobnie wyglądało tak, jak to pisałam wcześniej, jak życie normalnych sióstr. Było tak jednak do momentu, gdy w ich życiu pojawił się pewien mężczyzna: Jakub. Jego przybycie zmieniło losy tej rodziny i przede wszystkim relacje tych sióstr do imentu. Zobaczmy! 


Przybył on w okolice swoich krewnych, aby tak jak życzyli sobie jego rodzice znaleźć sobie żonę z rodu Abrahama i Izaaka. Od pierwszego wejrzenia pokochał Rachelę, jednak w wyniku intrygi dokonanej przez Labana, ojca Racheli i Lei, zamiast poślubić ją od razu, najpierw otrzymał jako żonę starszą Leę, a następnie Rachelę. Musiał włożyć w to niemało pracy i cierpliwości, jednak zdecydował się znieść to upokorzenie i czekać na swoją wybrankę. Od razu też okazywał niezadowolenie z takiego obrotu spraw. Zresztą nietrudno się dziwić, w Księdze czytamy, że „Oczy Lei były jakby zgaszone, Rachela zaś miała piękną postać i miłą powierzchowność”. Jakub więc kochał Rachelę bardziej niż Leę. Nie zmieniły tego następne lata wspólnego życia ani to, że Lea urodziła Jakubowi więcej dzieci, w tym pierworodnego syna. Rachela urodziła Jakubowi tylko dwóch synów, ten więc  bardziej kochał dzieci Racheli niż pozostałych. Nie pomścił gwałtu jakiego dokonano na Dinie, córce jego i Lei, choć w tamtych czasach było to w zwyczaju. Gdy jednak zaginął Józef, syn Racheli rozpaczał po nim bardzo długo. Nietrudno się dziwić, że między siostrami pojawiła się zazdrość, o miłość mężczyzny, o urodę, o dzieci, o wszystko. Lea zazdrościła Racheli miłości jaką darzył ją mąż, natomiast Rachela zazdrościła Lei płodności.

Dochodziło między nimi do sprzeczek, Lea oskarżała i upokarzała Rachelę. Rachela zaś rozpaczliwie pragnęła urodzić Jakubowi dzieci, tak że nawet wykupiła od syna Lei mandragory, które były symbolem płodności w zamian za noc Lei z Jakubem. Skaza, która pojawiła się na tej siostrzanej relacji, zepsuła ją totalnie. Lea tak bardzo nienawidziła swojej siostry Racheli, że później nawet swoich synów nastawiła przeciwko Józefowi, który był znienawidzony przez braci, ponieważ ojciec kochał go najbardziej i dopiero po wielu latach i wielu doświadczeniach będą mogli nawiązać prawdziwie braterską relację. Co więc było takiego w Racheli, że staje się ulubienicą wszystkich? Wydaje mi się, że nawet teraz, czytając te teksty, czytelnikom dużo łatwiej jest polubić Rachelę niż Leę, owszem wzbudza się litość czy współczucie, ale Rachela jest opisana tak, że ma w sobie „to coś”, co przekazuje jakieś ciepło, jakąś kobiecość. Natomiast Lea jawi się jako przykład sfrustrowanej kobiety, która nie ma w sobie nic co by mogło innych pociągać, która swoje życie podporządkowuje mężczyźnie, który jej nie kocha. 


Czego uczy nas ta historia? Co to znaczy, że Rachela miała piękną postać? Czy chodzi tylko o wygląd? Czy może była tak piękną, radosną kobietą, że nawet jeśli miała jakiekolwiek skazy w wyglądzie, nikt nie zwraca na to uwagi? W kim bardziej widzę siebie? Czy jestem piękną, autentyczną i niezależną kobietą, która wzbudza w każdym chęć kochania jej za wszelką cenę, choćby nie wiem jak długo było trzeba czekać na ten moment, czy jestem raczej sfrustrowaną, wiecznie zazdrosną, uzależnioną od innych kobietą? I ostatnie pytanie: czy ta relacja musiała się tak skończyć? Do czego doprowadziła zazdrość i rywalizacja tych kobiet? Do tego, że straciły siebie, każda z nich straciła swoją najlepszą przyjaciółkę. Dlatego nie pozwalajmy, aby emocje były silniejsze od tego, co dla nas najważniejsze. Przecież mogły się dogadać, przejść ponad tym i nadal być kochającymi się siostrami, a zamiast tego stały się dla siebie największymi wrogami. Pomimo tego co stało się w ich relacji, nasze bohaterki stały się symbolem silnych, płodnych kobiet. W Księdze Rut właśnie ich imionami błogosławiono mężczyznom, którzy brali sobie żony: ” Niech Pan uczyni kobietę, która wejdzie do twego domu, podobną do Racheli i Lei, które to dwie niewiasty zbudowały dom Izraela. Stań się możnym w Efrata, zdobądź sobie imię w Betlejem!”. Czerpmy więc inspiracje od kobiet Biblii, które mogą nas nauczyć, jak być kobietami świętymi pomimo wielu komplikacji jakie się w naszym życiu pojawiają.


Karolina Zgryźniak

środa, lutego 28, 2018

O co prosisz?


"Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: «Oto idziemy do Jerozolimy: a tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła.

On ją zapytał: «Czego pragniesz?»

Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».

Odpowiadając zaś, Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?»

Odpowiedzieli Mu: «Możemy».

On rzekł do nich: «Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował».

Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, oburzyli się na tych dwóch braci. Lecz Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę.

Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu»." 
Mt 20, 17-28




Jezus, idąc do Jerozolimy, bierze Apostołów. Doskonale wie, że idzie na śmierć i doskonale wie, że uczniowie Go zdradzą. A pomimo to ich zabiera, nie odrzuca. Tak samo mnie przyjmuje pomimo moich słabości, pomimo tego, że wie, że upadnę, idzie ze mną, ufa mi i daje mi się cały.


Jaką drogą idę?

I w tym kontekście - drogi do Jerozolimy, drogi na śmierć - podchodzi do Niego matka synów Zebedeusza (w ogóle czemu matka synów Zebedeusza a nie żona Zebedeusza ???) i prosi Jezusa, a On chce, by ta prośba wybrzmiała głośno. Warto jednak zauważyć, że ze strony Jezusa nie ma cienia krytyki... On nie mówi: Co wy sobie wyobrażacie? Jak możecie z takimi prośbami do mnie przychodzić... jesteście bezczelni... wstydźcie się. W odpowiedzi  jednak wykazuje, że i matka, i synowie myślą w kategoriach ziemskich, i poucza, że najpierw należy iść drogą męki i śmierci. By zamieszkać z Panem na zawsze, tu na ziemi idziemy drogą Krzyża, Krzyża po którym następuje Zmartwychwstanie. Jezus mówi o piciu kielicha, który jest obrazem sądu Bożego, który czeka każdego. 


A ja czy wiem, o co proszę?

W mojej głowie każdy mój pomysł jawi się oczywiście jako najlepszy pomysł, ale czy daję szansę Panu, by to Jego wola się spełniała? Czy otwieram się na Jego działanie, na to, co po ludzku wydaje się niemożliwe, nienadające się? Czy wszystko interpretuję tylko tak, jak ja bym chciała, oszukując się, że Pan tak chce? Czy wszystkie moje prośby dotyczą tylko mnie? Czy cały świat  kręci się wokół mnie? Czy przynoszę Panu innych, bliskich i dalekich, przyjaciół i nieprzyjaciół?
Zauważmy tu jeszcze reakcję uczniów, których zżera zazdrość.  Ich oburzenie to mechanizm projekcji... przerzucenie winy na innych... na synów Zebedeusza... Bo jak oni mogli o takie rzeczy pytać... jak oni mogli uważać się za kogoś lepszego niż my... 
A czy my tak samo się nie zachowujemy... Jak często trudno się ucieszyć radością drugiego człowieka, jak często trudno cieszyć się z Nim Jego relacją z Panem. Często zostajemy pozbawieni tej radości, a gdzieś pojawia się od razu wyrzut: "a Pan tego mi nie  dał". Od razu miliony statystyk... To również problem... równanie w dół... bo dlaczego ktoś ma być lepszy od ode mnie...

Wszystkiego możemy zazdrościć. Czasem gdy słucham jak ktoś zawsze ma konkretne, celne i dotykające serca odpowiedzi to też zazdroszczę i teraz zazdroszczę Jezusowi, że potrafi przejść do następnego tematu. Wielkości i służby. 

Recepta na dziś

Chcesz być wielki? - Stań się sługą. Służ tym wszystkim osobom, przed którymi chciałeś być wielki.
Chcesz być pierwszy? - Bądź niewolnikiem. Zawalcz kiedyś, by być ostatnim, by nie zaistnieć, by dać się wykorzystać.
Św. Paweł używał określenia „niewolnik Chrystusa”. Ktoś należący do Chrystusa, nie może zbiegać do innych panów, ale jest zobowiązany do posłuszeństwa tylko i wyłącznie Jemu (1 Kor 7,22). 
Na  koniec przyszła mi refleksja, czy to Słowo to na pewno umocnienie, czy nie dobicie. Ale Słowo tłumaczy Słowo i przeczytałam: "Jeżeli wspólnie z Nim cierpimy, to wspólnie będziemy przebywać w chwale" (Rz 8,17).
Panie przymnażaj mi łaski, bym z Tobą przeżywała każdy dzień, bym Tobie się oddawała.



Matko Bolesna proszę, bym od Ciebie się uczyła, jak być sługą, która nie chce nagrody, ale pragnie nieba.




"Panie, do Ciebie się uciekam, 
niech nigdy nie doznam zawodu; 
wybaw mnie w Twojej sprawiedliwości! 
Skłoń ku mnie ucho, 
pośpiesz, aby mnie ocalić. 
Bądź dla mnie skałą mocną, 
warownią, aby mnie ocalić. 
Ty bowiem jesteś dla mnie skałą i twierdzą; 
przez wzgląd na imię Twoje kieruj mną i prowadź mnie! 
Wydobądź mnie z sieci zastawionej na mnie, 
bo Ty jesteś moją ucieczką. 
W ręce Twoje powierzam ducha mojego: 
Ty mnie wybawiłeś, Panie, Boże wierny! [...]
Zmiłuj się nade mną, Panie, bo jestem w ucisku, 
od smutku słabnie me oko, 
a także moja siła i wnętrzności. 
Bo zgryzota trawi me życie, 
a wzdychanie - moje lata. 
Siłę moją zachwiał ucisk 
i kości moje osłabły.[...] 
Pan zachowuje wiernych, 
a odpłaca z nawiązką tym, 
którzy wyniośle postępują. 
Bądźcie mocni i mężnego serca, 
wszyscy, którzy pokładacie ufność w Panu!" 
Ps 31 


Monika Filipek

poniedziałek, lutego 26, 2018

Teatr - moja droga do poznania siebie i nie tylko…

Witajcie!

Chciałam podzielić się z Wami moją historią związaną z Teatrem. Pewnie większość z Was kojarzy Teatr z pewną formą ekspresji wyrażanej przez słowo, gest, blask świateł, dźwięk. Dla mnie teatr to nieustanna droga do poznawania siebie, drugiego człowieka i Boga. Wiem, brzmi to trochę abstrakcyjnie, ale tak rzeczywiście jest. Jednak ta refleksja narodziła się z biegiem lat, ale wszystko po kolei. 

Od dziecka lubiłam występować, brałam udział w przeróżnych spektaklach. Jeszcze jako mała dziewczynka często przeglądałam  się w  lustrze i odgrywałam  określone role, która sama sobie tworzyłam. Pierwszy poważny tekst wygłaszałam jeszcze w przedszkolu, biorąc udział w jasełkach. Myślę, że każdy z nas miał taki epizod w swoim życiu. Kiedy poszłam do szkoły, zawsze chętnie angażowałam się w przedstawienia teatralne. Wszystko to jednak było dla mnie taką formą pokazania się, wzbudzenia podziwu innych ludzi, wywołania w nich jakiegoś zachwytu moją osobą. Dopiero w liceum zrozumiałam, że teatr to coś więcej niż „blask gwiazd”. 


Pewnego dnia  dowiedziałam  się, że w miejscowości w której mieszkam, miejski ośrodek kultury organizuje nabór na warsztaty teatralne. W moim sercu od razu zrodziła się myśl: „Chcę tam pójść!”. Spotkanie odbywały się w każdą sobotę. Zajęcia prowadził Tomasz, który wcześniej skończył studia na kierunku reżyserii. Razem z innymi uczestnikami stworzyliśmy 7-mio osobową grupę teatralną. Na spotkaniach zawsze wiele się działo. Oprócz poznawania różnych warsztatowych rzeczy, próbowaliśmy rozumieć postacie, które gramy i odnaleźć w nich cząstkę siebie.

Wykonywaliśmy szereg ćwiczeń, które nie raz pokazały mi, że  trudno czasami zmierzyć się ze sobą i swoimi różnymi kompleksami czy utartymi schematami. Teatr daje więc możliwość zobaczenia swoich mocnych i słabych stron.  Dzięki takiemu poznaniu człowiek może prawdziwie siebie zaakceptować. Kiedy gramy różne role, możemy przez chwilę spojrzeć na  drugiego człowieka w nieco inny sposób, ponieważ wchodzimy w jego świat. Dzięki temu możemy bardziej go zrozumieć. To kolejna myśl, która zrodziła się dzięki sztuce teatralnej. 

Niestety przyszedł czas na to, że musiałam zrezygnować z udziału w warsztatach, ale na tym nie kończy się moja opowieść. Historię, którą rozpoczęłam już jakiś czas temu, teraz staram się dalej kontynuować. Obecnie działam w diakonii teatralnej we wspólnocie ewangelizacyjnej „Eleos”. Wspólnie z innymi uczestnikami staramy się poprzez muzykę, słowo, gest, taniec, pokazać innym ludziom prawdę o Bożej miłości. Zanim jednak do tego dochodzi, potrzeba wiele czasu na to, aby niektóre treści móc przepracować samemu. 

Nie da się mówić innym o Bogu, bez doświadczenia Jego Miłości. Przygotowując spektakl, nie skupiamy się tylko i wyłącznie na technicznych sprawach, ale staramy się przede wszystkim zrozumieć sens treści, które chcemy przekazać. Uważam więc, że teatr może stać się również drogą do pogłębiania relacji ze swym Stwórcą.


W tym krótkim artykule chciałam podzielić się z Wami moją pasją, która stała się dla mnie czymś więcej, niż tylko jedną z form spędzania wolnego czasu. Teatr to dla mnie droga, na której ciągle szukam odpowiedzi na pytania: Kim jest Bóg? Kim jestem ja? Kim jest drugi człowiek? 

Ewelina Kukla

piątek, lutego 23, 2018

Przez igłę, nitkę i materiał do serca młodych dziewcząt i kobiet

z  cyklu: Wycieczka w przeszłość w poszukiwaniu sensu kobiecości


* * *

ZAMIAST WSTĘPU GARŚĆ NAJISTOTNIEJSZYCH INFORMACJI

Kontynuując temat poszukiwania sensu kobiecości, miałam zaszczyt i przyjemność spotkać się z panią Łucją Glijer. Kobieta, która była i nadal jest wzorem dla innych, zwłaszcza dla młodych kobiet i dziewcząt. Nasza rozmowa miała na celu wydobyć kwintesencję kobiecości w czasach, w których było dane pani Łucji żyć i pracować. Warto wspomnieć, że 12 lutego br. pani Łucja skończyła 90 lat życia.

Zanim jednak przejdę do sedna sprawy, to nie sposób pominąć istotnych faktów, które są podwaliną do zrozumienia zmagań i problemów, z którymi dane było zmierzyć się mojej rozmówczyni. 

Dane było jej żyć w czasach okupacji (II wojna światowa) i w czasach komunistycznych. Polski kościół katolicki w tamtych czasach był szczególnie narażony na prześladowania. Dlatego też miało to istotny wpływ na rozwój duchowy i moralny Polaków.

Od młodych lat kształtowała się w pani Łucji pasja do kroju i szycia. Uczęszczała do technikum odzieżowego i brała udział w kursach. W późniejszych latach życia przystąpiła do egzaminu w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego (ZDZ) uzyskując tytuł Mistrzowski. 

POCZĄTKI - NOWE MIASTO NAD PILICĄ (1950 – 1951)

To właśnie Nowo Miasto można uznać za kolebkę pracy nauczycielskiej p. Łucji. Kurs był prowadzony dla dziewcząt po szkole podstawowej, mężatek i dla starszych kobiet z Nowego Miasta i z okolic.

Pod jednym dachem znajdowały się odpowiednio dostosowane sale do prowadzenia zajęć, jak również kaplica. W związku z tym, oprócz edukacji z kroju i szycia, uczestniczki miały zapewnioną opiekę „z góry”. 

Pani Łucja starała się dawać dobry przykład swoim wychowankom. Zapewniała dziewczętom i kobietom wspólną modlitwę oraz możliwość skorzystania z sakramentu pokuty u ojca kapucyna. Oprócz zajęć z kroju i szycia, odbywały się również zajęcia z religii.

Komisja z Kuratorium nie była przychylna katolickiemu wychowywaniu. Dowiedziawszy się, że w jednym budynku odbywa się kurs i modlitwa, zamknęli kurs i przenieśli w inne miejsce Nowego Miasta. Jak się można domyślić, tam gdzie nie było kaplicy.


Decyzję Komisji z Kuratorium przyjęła z modlitwą w sercu: „Bądź Wola Twoja Panie”, cicho i pokornie, nie walcząc o swoje. Wiedziała, że dała dziewczętom i kobietom to co mogła dać najpiękniejszego, przykład swojej wiary i kobiecości. 

Świadectwo jej życia zaowocowało: dwie uczestniczki kursu wstąpiły na drogę życia zakonnego oraz dwie inne dziewczyny, mimo przeniesienia kursu, przychodziły do p. Łucji na dodatkowe zajęcia z kursu i kroju. 

ŁÓDŹ - ROZKWIT KURSU KROJU I SZYCIA

I tu naprawdę kurs zaczął na dobre się rozwijać. Pani Łucja kontynuowała swoją misję jako nauczycielka zawodu kroju i szycia. Uczestniczki były zarówno z Łodzi jak i z Pabianic, Tomaszowa Mazowieckiego, Zgierza i Kutna. Na kursie były dwie grupy. Pierwsza z nich zajęcia miała w godzinach 8:00 – 12:00 , zaś druga 16:00 – 20:00. Wiek uczestniczek mieścił się w przedziale 16 – ok.60 roku życia. Kursy trwały 3 lub 5 miesiące. 

Do Zakładu Doskonalenia Zawodowego, który sprawował piecze nad kursem, w większości należały osoby niewierzące. Mimo to zdarzali się katolicy, którzy chętnie zachodzili do kaplicy, aby choć chwilę spędzić na osobistej modlitwie. W Łodzi respektowali obecność kaplicy, aczkolwiek zabraniali wspólnej modlitwy i kazali usunąć krzyż z sali. I tak uroczyste rozpoczęcia i zakończenia kursów przebiegały bez modlitwy. Nie zniechęcało to jednak p. Łucji, aby na zajęciach, które prowadziła, wprowadzić modlitwę. A co do kwestii krzyża na ścianie… Pomimo zakazu, dzięki jej staraniom, jak krzyż wisiał, tak wisiał dalej. 

Uczestniczki kursu miały zapewnione posiłki i ciepłą herbatę. Na potrzeby kursu zorganizowano dwie sale, a na sali 5 maszyn do szycia. W ówczesnych czasach komunistycznych niełatwo było dostać materiały potrzebne na kurs. Moja rozmówczyni wspomina, że z trudem je zdobywała. 
Część uszytych rzeczy dziewczęta i kobiety oddawały dzieciom przebywającym w Zakładzie Wychowawczym na ówczesnej ul. Bednarskiej. Ponadto p. Łucja nawiązała kontakt z ks. Baczmagą, który zajmował się dziećmi ociemniałymi i głuchoniemymi. Ksiądz uczył je religii, a podopieczne p. Łucji opiekowały się nimi: śpiewały kolędy w okresie bożonarodzeniowym, opowiadały bajki, aby ich zabawić, gdyż nauczycielki nie zawsze miały na to czas. Z niedowidzącymi kontaktowały się poprzez mowę bądź przez dotyk, a z głuchoniemymi poprzez migi. Uwrażliwiało to serca młodych dziewcząt na potrzeby drugiego człowieka. Ponadto pomagały w pobliskim kościele np. w okresie przedświątecznym dekorowały choinki. 

Pani Łucja bardzo sumiennie podchodziła do swoich zadań. Nie było to łatwe, gdyż oprócz życia osobistego, starała się również sporo czasu poświęcać na osobistą modlitwę oraz dobre przygotowanie do zajęć. Zajmowało to sporo czasu, gdyż prowadziła zajęcia z materioznawstwa, historii szycia, kostiumologii, budowy maszyn do szycia oraz omówienia poszczególnych elementów taśmowej produkcji.

KOBIECOŚĆ 

Pani Łucja przyciągała dziewczęta i kobiety do siebie. Miały do niej zaufanie, przychodziły ze swoimi problemami. Ona chętnie je słuchała i udzielała mądrych wskazówek i rad. Była dla nich autorytetem i nie tylko jako nauczycielka podczas kursu kroju i szycia. 

Jak wspominałam wyżej, dawała dobre świadectwo życia będąc przykładną katoliczką. Modliła się z uczestniczkami kursu, pomimo że ZDZ tego zabraniał. Zawalczyła również o to, aby na sali wisiał krzyż. Dbała o wychowanie religijne i moralne. 

Po dziś dzień pani Łucja utrzymuje kontakt listowny i telefoniczny z niektórymi uczestniczkami kursu. 


* * *

Ja osobiście jestem zachwycona osobowością mojej rozmówczyni i jej wkładem w wychowanie uczestniczek kursu. Dostrzegam u pani Łucji wielką pasję w szyciu, aż po dziś dzień. Z wielką radością i zaangażowaniem opowiadała mi o swoim doświadczeniu zawodowym. Jej ciągły kontakt z kobietami staje się dla mnie inspiracją, do poszukiwania nowych dróg. Dróg do odnajdywania sensu kobiecości.


Karolina Wtorek




Fotogaleria: