dla kobiet z wartościami

poniedziałek, listopada 25, 2019

Bóg daje znaki



Człowiek jest człowiekiem. Posiada ciało i duszę. Jest materialny i duchowy. Tacy jesteśmy, bo takich nas stworzył Bóg. 
Poprzez grzech zadajemy rany sobie i innym. Nosimy w sobie śmiertelne rany, które w pewnych momentach naszego życia stają się bardzo dotkliwe.


Bóg nie pozostaje wobec tej rzeczywistości obojętny, ale daje nam możliwość przyjęcia uzdrowienia. Jego łaska jest niewidzialna, ale On wie, że potrzebujemy namacalnych znaków, dlatego dał nam w Kościele sakramenty: widzialne znaki, niewidzialnej łaski.



1. Pierwsza rana, której doświadczamy, to odrzucenie. Nosimy ją w sobie często już od swojego poczęcia. Mogło być tak, że nasi rodzice nie chcieli mieć dziecka i od początku naszego życia mamy poczucie, że nie jesteśmy dla nikogo ważni.
Za to Bóg mówi każdemu i każdej z nas, niezależnie od naszej historii życia, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi. On zawsze nas pragnął i oczekiwał. 
Przez chrzest stajemy się umiłowanymi dziećmi Ojca. Jeśli przyjmiemy tę prawdę, nie tylko sami wstąpimy na drogę uzdrowienia, ale będziemy także zdolni do przyjmowania innych z miłością.


2. Poczucie pustki, osamotnienia, tęsknoty, to oznaki istnienia w naszych sercach rany opuszczenia. Czujemy się sami na tym świecie. Mamy wrażenie, że nikt się nami nie interesuje. Być może w naszym życiu opuścił nas ktoś bardzo bliski, kto zapewniał nam poczucie bezpieczeństwa.
Poprzez Komunię Świętą Chrystus chce uzdrawiać tę ranę swoją nieustanną obecnością. Jednocząc się z Nim w Eucharystii, nie tylko sami doświadczamy bliskości Boga, ale jesteśmy zdolni do tego, by być jak Chrystus i przekazywać Jego obecność innym.




3. W świecie, gdzie liczy się władza i wygrywa silniejszy, pogłębia się nasza rana bezsilności. Jesteśmy przytłoczeni i mamy poczucie, że nic nie możemy zrobić.
W sakramencie bierzmowania jesteśmy namaszczeni mocą Ducha Świętego. Od czasu namaszczenia olejami mamy udział w namaszczeniu i misji Jezusa.




4. Upadek jakichkolwiek autorytetów sprawia, że odzywa się w nas rana zagubienia i nic już nie rozumiemy. Jak możemy wierzyć komuś, kto nie żyje tym, co głosi?
A jednak Bóg w sakramencie kapłaństwa przywraca wartość autorytetu, aby uzdrawiać nasze rany zagubienia. Przez ten sakrament "posłanie powierzone przez Chrystusa Apostołom, nadal jest spełniane w Kościele aż do końca czasów." (KKK 1536) Autorytet kapłanów pomaga utrzymać wiernych pod opieką mądrego i życzliwego autorytetu Ojca.


5. Kolejną istniejącą w nas raną jest lęk, że jeśli zaufamy, zostaniemy zranieni.
Sakrament małżeństwa jest fundamentem bezpieczeństwa dla każdej osoby ludzkiej. Doświadczając Bożej miłości, możemy budować trwałe więzi, które pozwolą wszystkim członkom rodziny doświadczyć miłości, wolności i bliskości.



6. Wstyd to kolejna rana. Rodzi się on z kłamstwa, że jesteśmy źli, brudni, głupi, a wszystkie nieszczęścia i konflikty, to nasza wina.
To, że popełniamy grzechy jest faktem. Ale Bóg nas nie potępia. Sakrament pokuty i pojednania daje nam możliwość doświadczenia Bożego miłosierdzia i uzdalnia nas do nawrócenia. Dzięki temu, że Bóg nam przebacza i my jesteśmy w stanie przebaczać innym.


7. Istnieje jeszcze jedna rana - poczucie beznadziei. Gdy mamy wrażenie, że sprawy nigdy się nie zmienią, czujemy się coraz bardziej znużeni i zniechęceni. Boimy się choroby i śmierci, a przecież nikogo one jeszcze nie ominęły.
Sakrament namaszczenia chorych swoją moc czerpie ze zmartwychwstania Chrystusa. Zapewnia on siłę i nadzieję podczas choroby, przywraca zdrowie oraz przygotowuje nas do ostatecznego przejścia do chwały. (zob. KKK 1532)




Sakramenty są "skuteczne, ponieważ działa w nich sam Chrystus" (KKK 1127). Korzystajmy zatem jak najczęściej z tych darów łaski, jakie daje nam Bóg poprzez sakramenty, bo one są podstawą naszej przemiany. Dzięki nim możemy dotrzeć do samej istoty naszego zranienia i wydostać się z więzienia egoizmu do życia w wolności i miłości. Podążajmy drogą do pełni życia! 



Magdalena Parys

na podstawie: "Bądź przemieniony. Uzdrawiająca moc sakramentów.", Bob Schuchts, wyd. Zacheusz, 2018 r.


wtorek, listopada 19, 2019

Wywieracze wpływu




W dzisiejszych czasach, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej skuteczne działanie jednostki stało się koniecznością dalszego rozwoju ludzkości. Przy tak wysokiej innowacyjności technologicznej, w bardzo skomplikowanym ogólnoświatowym systemie gospodarczym, ogromnie potrzebne jest zapewnienie dialogu pomiędzy różnymi uczestnikami rynku.

Każdy z uczestników rynku czy to po stronie dostarczającego czy odbierającego należy do grupy interesariuszy. Najprościej mówiąc interesariuszami są wszyscy, którzy interesują się działaniami danej firmy.





Trochę historii…


Według J. Andriof i S. Waddock pierwsze wzmianki na temat interesariuszy znajdujemy w 1938 roku u C. Bernarda, chociaż już rok wcześniej G. H. Preinleich wskazywał na znaczenie układów i powiązań danej firmy, jako czynnik wpływający na jej wartość. Pojęcie interesariuszy (ang. stakeholders) po raz pierwszy pojawiło się w memorandum Instytutu Badań Standforda w 1963 r., a dopiero na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zostało rozpowszechnione przez R.E. Freemana.




Interesariuszami zatem jest ogół osób, społeczności, instytucji, organizacji, które mogą wpływać na przedsiębiorstwo, oraz grupy które współtworzą tę jednostkę.

Kolejnym znaczącym rokiem w tworzeniu historii teorii interesariuszy jest rok 1995, wtedy to T. Donaldson i L.E. Preston zaproponowali uzasadnienie teorii interesariuszy. Dzięki ogromnemu rozwojowi internetu i mediów globalnych, które są efektem dziejowego rozwoju technologii komunikacyjnej interesariusze mają łatwy i szybki dostęp do informacji jak również do efektywnego ich przekazywania. Celna identyfikacja oczekiwań i pożądanych wartości przez interesariuszy pozwolą na większą efektywność prowadzonej działalności. Powstanie koncepcji dotyczącej relacji inwestorskich było powiązane z dynamicznym rozkwitem rynków kapitałowych oraz coraz większą ilością nowych spółek na rynku giełdowym, które jednocześnie zmuszone były do konkurowania o ten sam kapitał. W 2010 roku również ISO 26000 wprowadza definicję interesariuszy.




Obecnie teorię interesariuszy definiuje jako koncepcję prowadzenia działalności przez tworzenie długoterminowych i przejrzystych relacji ze wszystkimi stronami, to znaczy: właścicielami, dostawcami i partnerami, klientami, pracownikami, społecznością lokalną czy konkurentami. 

W teorii interesariuszy jednostka tworzy dwukierunkowe relacje, które są współzależne od siebie. Idea Freemana analizuje i opisuje relacje między stronami z punktu widzenia przynoszonych korzyści czy pożądanych wartości.  Interesariuszy można podzielić na różne kategorie. Jednym z podziałów jest rozbicie na zewnętrznych  i wewnętrznych. 





Firma  zawsze dąży do uwzględnienia oczekiwań interesariuszy, od których w różnym stopniu jest zależnie i w różnym stopniu na nie oddziałuje (bezpośrednio lub pośrednio). Oddziaływanie bezpośrednie występuje wówczas, gdy interesariusz manipuluje dostępem do zasobu. Przy sojuszu między interesariuszami, który wpływa na zachowanie jednostki, mówimy o pośrednim oddziaływaniu.  Wyróżniamy cztery postacie siły, które mogą wystąpić.




Zdefiniowanie rodzaju i siły wpływu stanowi źródło hierarchizacji interesariuszy, która ostatecznie pomaga określić tych spośród nich, którzy są kluczowi. Jednostka chcąc się utrzymać na rynku jest niejako zobligowana do szanowania i zachowywania praw interesariuszy. Badania interesariuszy jak również analiza otoczenia należą do etapu budowania strategii przez jednostkę, ponieważ to czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne wpływają na działania podejmowane przez przedsiębiorstwa. Zarówno elementy mikro, jak i makroekonomiczne stanowią źródła bodźców, które zwiększają aktywność firmy oraz wpływają na podejmowane decyzje oraz ich nowy charakter. 

Idee Freemana, co prawda nowe w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, nadal są jak najbardziej aktualne i od ponad dwóch dekad są głównym nurtem ewolucji nauk o zarządzaniu. U podstaw jego koncepcji znajduje się prosta myśl, że aby dojść do sukcesu powinno się liczyć z interesariuszami zewnętrznymi, nie tylko takimi jak dostawcy czy klienci, ale też nierynkowymi, przez których rozumiał władze lokalne, media itp.

Przez pojęcie liczenia się z interesariuszami rozumiał on obserwację, analizę, dialog czy też możliwość działania z nimi. Właśnie w ciągłym dialogu z interesariuszami widział źródło poczucia siły negocjacyjnej dla jednostki, dlatego też zaczął widzieć potrzebę analiz czy opracowywania map interesariuszy, które miały pokazywać ich długotrwałe działanie. 

Wykazywał, że od stopnia relacji z interesariuszami zależy sukces organizacyjny. 
Pozytywne relacje z grupami interesariuszy są niejako wynikiem procesu, która jednostka musi przeprowadzić i wymaga on konkretnych działań.

Prowadząc małą firmę czy nawet realizując jakiś projekt musimy zderzyć się z naszym otoczeniem. Pomocą by trafić do społeczności lokalnej jest identyfikacja naszych interesariuszy a następnie ich ocena i klasyfikacja (możliwość współpracy, zagrożenia, ustalenie hierarchii), trzecim etapem jest sprecyzowanie strategii zarządzania relacjami z głównymi interesariuszami. Podstawowe relacje potrzebne są do realizacji naszej misji. 

Źródło tych relacji wypływa z rynku, gdzie dochodzi do interakcji obydwu stron. Niezwykle trudno jest osiągnąć sukces w przypadku braku zainteresowania ze strony kluczowych interesariuszy. Musimy wiedzieć kogo warto zaangażować w rozwój produktu w większym stopniu, a kogo tylko informować o postępach.



Przykładowa mapa interesariuszy Grupy KGHM Polska Miedź



Jak firmy dbają o swoich i potencjalnie nowych interesariuszy ???

  • dostarczanie i wymienianie informacji z uczestnikami rynku,
  • prowadzenie regularnych badań rynkowych,
  • prowadzenie cyklicznych badań zaangażowania pracowników,
  • prowadzenie procesu oceny pracowniczej, której elementem jest ocena postaw wobec klientów,
  • rozwijanie wielokanałowego kontaktu z klientami, co daje możliwość dokładnego poznania ich potrzeb, problemów i oczekiwań;



Pojęcie interesariuszy w teorii zarządzania powiązane jest ze społeczną odpowiedzialnością biznesu, bo to właśnie na tym gruncie narodziła się koncepcja CSR (Corporate Social Responsibility). Jednym z aspektów odpowiedzialności jednostki jest właśnie zachowanie uwzględniające oczekiwania interesariuszy, ale o tym w następnym artykule.

A tymczasem identyfikujmy otoczenie! ;) A następnie współpracujmy i zarządzajmy nim uważnie, by utrzymać zadowolenie no i oczywiście na bieżąco informujmy o naszych działaniach, by pokazać naszą transparentność! 




Coś dla chcących pogłębić temat jeszcze bardziej…

-  Badura-Mojza A.: Zmiany w raportowaniu CSR w Polsce- studium przypadku, Zarządzanie Finansami i Rachunkowość, 5 (3) 2017.
- Ciepiela M.: Wpływ interesariuszy na zarządzanie przedsiębiorstwem, „Rynek - Społeczeństwo - Kultura” nr 3 (11), 2014.
-  Freeman R. E.: Strategic Management: A Stakeholders Approach, Pitman Publishing Company, Boston 1984.
- Paliwoda-Matiolańska A.: Odpowiedzialność społeczna w procesie zarządzania przedsiębiorstwem, Wydawnictwo C.H.Beck, Warszawa 2014.
-  Roszkowska P.: Rewolucja w raportowaniu biznesowym. Interesariusze, konkurencyjność, społeczna odpowiedzialność, Wydawnictwo Difin, Warszawa 2011.




Monika Filipek

piątek, listopada 08, 2019

Face to face

o nieidealnej relacji ojca i córki


Oddajmy głos córce i ojcu – bez wstępu i zakończenia…


Córka: Czyli ja, Karolina Wtorek. Na co dzień fizjoterapeutka, studentka, wolontariuszka. Moja pasja to fotografia, szybownictwo i dobra książka. Pasjonuję się tematem rodziny.
Relacja córka – ojciec, od tak, nadzwyczajnie, bo czemuż nie? Gdy patrzę z perspektywy swojego życia, to dostrzegam jak ważną rolę odgrywał i nadal odgrywa ojciec.



Ojciec: Wiesław Iwanek. Na co dzień (od 11 lat) jestem mężem Moniki, ojcem syna Piotra i trzech córek: Karoliny, Emilii i Łucji. Pracuję w firmie produkcyjno – instalacyjnej w branży budowlano – sanitarnej, w której to odpowiada się za sprzedaż i montaże urządzeń na terenie Polski i częściowo Europy wschodniej. Z doskoku, kilka godzin w miesiącu spędzam w poradni rodzinnej z narzeczonymi. Dodatkowo, hobbystycznie i lekko zarobkowo uprawiam 5ha ziemi. Moje hobby to konie i wiejski spokój. Swoje pierwsze hobby – konie zamieniłem na dzieci a drugie hobby tj. wiejski spokój, uprawa na wsi z całą rodziną przez okres wakacji. Ostatnio zastanawia mnie upływający szybko czas, kiedy patrzę na nasze DUŻE już dzieci - …. a niedawno braliśmy ślub….



Córka: Patrząc z perspektywy lat, to mój świat wartości, pewne postawy, zachowania i patrzenie na życie wyniosłam z domu. Moje sumienie kształtowało się na przestrzeni wielu lat, którego największy schyłek przypadł na okres dorastania. Największą rolę odegrał ojciec. I choć mama wkładała całe swoje serce w formowanie i wychowanie nas na porządnych ludzi, to jego przykład życia bardzo odbijał się na moim życiu. Zwoływanie nas na wspólną modlitwę był pierwowzorem pod inne, dalsze kwestie.



Ojciec: Według mnie dzisiejsze czasy czy też wcześniejsze, stawiają ojca w dwóch aspektach: jak zapewnić szeroko pojęty byt dnia codziennego rodzinie (utrzymanie, szkoła, pasje itp.) i jak zapewnić byt życia wiecznego rodzinie (przekazanie wiary, własny jej rozwój, wychowanie, patriotyzm itp.). Ojciec jest moim zdaniem trochę jak lokomotywa. Musi jechać na dwóch torach: tor codzienności i tor wieczności. Jeden z drugim nieustannie idzie obok siebie (powinien bynajmniej iść) w jednym kierunku –  Przystanek Niebo. Tor KOCHAĆ (siebie i rodzinę) i tor WYMAGAĆ (od siebie i od rodziny). Tylko, że wcale nie tak rzadko, wygasa „piec” w tej lokomotywie. Brak zapału, zniechęcenia niepowodzeniami, zmęczenie fizyczne, brak pieniędzy, brak oczekiwanych rezultatów u  dzieci….  Paliwo… Paliwem jest  Miłość Stwórcy wypływająca z Eucharystii i Słowa Bożego a uobecniająca się w DRUGIM, gdzie DRUGIM JEST CHRYSTUS. I to jest mój cel w wychowaniu dzieci. Górnolotny ale cóż… By widziały w drugim Chrystusa i aby w codzienności inni widzieli w nich Chrystusa. Co to oznacza? By umiały Kochać. Jako profesor poważnych nauk, sprzątaczka, nauczyciel, żona/mąż, matka/ojciec czy siostra zakonna/duchowny … obojętne. By umiały Kochać. A Kochać, to służyć drugiemu wykorzystując zdolności i talent jakie dał Stwórca, mocą Ducha Świętego. Swojej mocy na zbyt długo nie starcza… Dlatego moim celem jest uczenie się oddawania moich dzieci pod wychowanie Ojca Boga abym ja dla nich nie stał się bogiem. Jest to trudne aby nie stać się dla nich przyziemnym tatą, co zapewnia pieniądze albo tym co z siebie zrobił „à la boga” i dzieci go uwielbiają. Znam kobiety po sześćdziesiątce w małżeństwach, które są nieszczęśliwe, bo tatuś już umarł i nigdy wg nich nie będzie tak cudownie i bezpiecznie. Nikt już tak „malutkimi księżniczkami” się nie zaopiekuje, mimo że u boku jest mąż. To wszystko strasznie trudne, dlatego Święty Józefie – módl się za nami.. i naszymi córkami ..:)





Córka: Ok, a sfera seksualności? Zastanawiam się nad tym jak to wygląda dzisiaj. Czy jeszcze można powiedzieć, że przykład naszych rodziców ma wpływ na postawę młodych ludzi w dobie tak szeroko pojmowanej seksualności? Pamiętam, że dużo na te tematy rozmawiała ze mną mama, co przedłożyło się potem na moje przeżywanie seksualności, własnej godności i poszanowania siebie jako kobiety. Czy można jeszcze stawić czoła wobec tego co proponuje nam świat, moda i media?



Ojciec: Sfera seksualności w życiu rodziny przychodzi bardzo szybko. Jeszcze niedawno zakładałem z żoną pieluchy, a tu nagle trzeba jechać do sklepu po biustonosze rozmiaru „0” dla córki i tłumaczyć jej o środkach higieny. Jak złapiesz się, że już następuje taki czas w twojej rodzinie, a nie poruszałeś jeszcze tematów, to możesz sobie szczerze powiedzieć, że coś przegapiłeś. W naszym domu sprawa była trochę prostsza, bo z żoną prowadzimy zajęcia z narzeczonymi m.in. o temacie płodności. Zdarzało się nieraz, że jak dzieci były małe, to na zajęcia indywidualne przychodzili narzeczeni do nas do domu.
Nasłuchały się „niechcący” o cyklach miesięcznych, pochwach i penisach oraz akcie  małżeńskim i pytały potem o co chodzi :). Więc trzeba było wyjaśniać, na ile było można w danej grupie wiekowej i dzięki temu dzieci nabrały takiego czystego, normalnego podejścia do nazewnictwa związanego z seksualnością. Dla czterolatka sprawa jest bardzo prosta. Młodszy braciszek ma peniska i jest to sprawa tak samo normalna i czysta jak to, że ma samochodzik. To my dorośli jesteśmy skrzywieni. Dzieci, przynajmniej na początku, nie. I nie chodzi o to, aby to uwypuklać, eksponować czy robić tematem codziennym. Nie. Pokazywać normalność, ale i intymność i wstydliwość. I tu nie ma co ukrywać, z córkami w te klocki lepsza jest zdecydowanie żona. To chyba dość naturalne, szczególnie, jak ma się tak wspaniałą żonę jak ja:) Moim zadaniem jest szanować sferę seksualności żony. Podchodzić do jej ciała z szacunkiem, bez jakiś głupich uśmieszków, podtekstów i zachowań, aby dzieci widziały, że ciało kobiety ma swoją ogromną godność, przez które Pan Bóg przewidział stwarzać nowe życie – stwarzać miłość, tak jak Maryja wzięła udział w stwarzaniu cielesnym Miłości Nieskończonej, która pokonała śmierć –  Jezusa Chrystusa. Tak więc ja staram się pokazywać przykład zachowania do kobiet, a żona ubogaca to słownie na indywidualnych rozmowach z naszymi dziećmi. Wychodzi różnie, ale warto, aby właśnie media czy szeroko pojęty „świat”, nas w tym nie wyprzedziły.




Córka: Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma idealnych rodzin, idealnych tatusiów, idealnych córek, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Gdy przychodzą trudności, to często nie potrafimy z nimi się uporać. Nie ma złotego środka, który byłby lekarstwem na wszystko. Dlatego też mam wrażenie, że wchodząc w świat dorosłości, wchodzimy połamani duchowo, niezdolni do pewnych spraw. Z wiekiem zauważyłam u siebie pewne zachowania, które były dość nietypowe jak na nastolatkę. Wchodziłam częściej w relacje z mężczyznami o wiele starszymi niż z rówieśnikami. Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje. Psychologicznie można powiedzieć, że szukałam bezpieczeństwa. Wynikało to z braku ojca, który zarabiał na chleb dla rodziny. Dlatego tak ważna jest obecność ojca, który przytuli, pocałuje i powie, że jestem ukochanym dzieckiem.



Ojciec: Nie ma idealnych rodzin, tatusiów, córek …. I coś mi się wydaje, że to dobrze. Gdybym ja uznał się za idealnego tatusia (tak na zawsze, bo czasami to z powodu mojej pychy, przechodzi mi to przez głowę 🙂), to zapewne z czasem uznałbym, że mi do niczego nie jest potrzebny „jakiś tam Pan Bóg”, skoro ja sam jestem największym ideałem i doskonałością na tej ziemi i sam sobie ze wszystkim poradzę. A tak oczywiście nie jest. Nie radzę sobie z wieloma rzeczami. Mam za mało czasu na rozmowy z żoną, wychodzenie z nią na randki, na indywidualny czas dla każdego z dzieci, nie radzę sobie z przekazywaniem im wiary, bo sam jej za dużo nie mam. Słabo mi wychodzi dbałość o finanse rodzinne. Tak naprawdę to można by powiedzieć, że w pewien sposób jestem życiowym bankrutem. I co w związku z tym … ? Najłatwiej można by po prostu uciec… Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, ale uciec. Co pozwala mi jednak pozostawać..? To że mój Tata, który już nie żyje, też nie był idealny. Pokazał mi jednak, gdzie szukać pomocy. Codziennie rano ok. 5.00 i nocą ok. 22.00 klęczał i się modlił. Niezbyt długo nawet, czasami zasypiał ze zmęczenia, nic szczególnego nawet mi nie mówił słowami, ale swoją postawą powiedział na całe życie jedno: ty nie musisz radzić sobie ze wszystkim. Tym, który panuje nad tym światem jest Pan Bóg a nie ty. On jest Ojcem Wszechmocnym. Daj mu po prostu to.
Jest to oczywiście bardzo trudne, bo jak to ja, dorosły facet, mam sobie z czymś nie poradzić…? Nie pokonać trudności lepiej niż inni, nie być zaradniejszym od moich braci, sąsiadów czy kolegów..? Budzi to we mnie wielokrotnie frustrację, złość i smutek a co za tym też idzie, przenoszenie tego na najbliższych –  czyli nie odzywanie się, kłótnie, ucieczka np. w sen.
Moja żona jest ode mnie o kilka lat młodsza. Pochodzi z rodziny, gdzie był problem alkoholowy. Czy mogę powiedzieć, że jej rodzina, jej historia była czy jest zła? Nie. Bo może moja żona przez tę sytuację szukała podświadomie opieki i schronienia u kogoś starszego o kilka lat, takiego właśnie jak ja. I gdyby nie jej historia domu rodzinnego, nie miałbym teraz tak wspanialej żony, tak cudownych dzieci, bo nie byłoby jej w głowie wychodzenie za mąż w wieku 20 lat. Nasi rodzice, dziadkowie i my także, nie jesteśmy idealni. Wiem natomiast jedno: historia każdego z nas JEST ŚWIĘTA!! Nie wymknęła się Panu Bogu spod kontroli, niezależnie jaką mamy przeszłość i w jakim punkcie życia jesteśmy. Nasi rodzice zrobili wszystko co mogli w sprawie wychowania nas mając swoją konkretną historię, której wielokrotnie nawet dobrze nie znamy. Warto z nimi o tym porozmawiać i przebaczyć im jak trzeba, nawet jeżeli już ich na tym świecie nie ma. My teraz też, jako nowi rodzice, robimy wszystko, co potrafimy mając swoją historię. Przez nią Pan Bóg przewidział nam Szczęście Wieczne. Dlatego warto też uczyć nasze dzieci przebaczania drugiemu. Niektórzy mówią aby nie kłócić się przy dzieciach. Ja uważam, że można kłócić się przy dzieciach, tylko trzeba starać się nie używać wulgarnych słów. Niech dzieci widzą, że się kłócimy, ale nade wszystko niech widzą też, że się godzimy, przepraszamy i przytulamy po tych kłótniach. Czasami nawet warto po jakiejś kłótni, specjalnie zaaranżować czas pogodzenia się, jak będą w domu dzieci. Dla nich, szczególnie tych dorastających, niezmiernie ważne jest, aby widzieć godzących się rodziców. Zapewne świat w postaci internetu, gazet, telewizji czy rówieśników, będzie im mówił: rób co chcesz, korzystaj z życia ile możesz i jak możesz, bo jesteś tego warty - konsumuj przyjemności, bo nie ma żadnych konsekwencji, a na pewno nie ma żadnej miłości. Wówczas będą mogły podjąć refleksje i powiedzieć sobie lub innym: ale to nieprawda - Miłość jest, istnieje, widziałam/-em ją. Mój Tata wielokrotnie kłócił się z moja mamą, nawet czasami strasznie, ale potem przepraszał ją szczerze, całował, przynosił kwiaty i mówił że ją kocha. I to może być dla nich coś, co uratuje im życie. Nie to, że żyły wśród idealnych rodziców, ale to, że żyły wśród „ułomnych”, grzesznych rodziców, którzy potrafili sobie przebaczać. Oby i nas nauczyło to, żeby przebaczać innym. Może szczególnie sobie, naszym rodzicom, Panu Bogu. Niech da też nam i naszym dzieciom wiarę, że Pan Bóg nas kocha niezależnie od naszej historii, że nam wszystko przebacza, że pokonał naszą śmierć, że jest Panem naszej historii i że pragnie nas mieć u siebie na wieczność.



czwartek, października 31, 2019

Lato, ach to ty



Niestety wakacje już za nami

i pozostały tylko

wspomnienia, zdjęcia, pamiątki.

Oto dla Was kilka ujęć
z naszych wakacji.

* * *

Piosenka: Majka Jeżowska „Na plaży”
Zdjęcia: Karolina Wtorek




wtorek, października 29, 2019

Myśli jak owce...

Nie mamy wpływu na nasze emocje. One po prostu są. Przychodzą niezależnie od nas i nie jest dobrze, jeśli próbujemy je tłumić.

Inaczej rzecz ma się z naszym myśleniem. Myśli są podległe woli, więc możemy myśleć to, co chcemy. Mamy duży wpływ na nasz sposób myślenia i warto nad nim pracować. Sam Pan Jezus nas do tego wzywa, gdy mówi: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!" (Mk 1, 15) Greckie słowo "metanoia" oznacza zmianę myślenia, oceniania i rozstrzygania. Nie jest dobrze, gdy pozwalamy, aby coś "samo się myślało".

Emocje możemy porównać do chmur na niebie. Przychodzą i odchodzą. Czasem są łagodne i piękne, czasem czarne i burzliwe, ale zawsze po jakimś czasie mijają.
Nasze myśli są jak owce. Potrzebują pasterza i zagrody. Nie mogą się błąkać niepilnowane, bo mogą się zagubić albo wpaść w przepaść i pociągnąć nas za sobą.

Na pierwszym miejscu warto się zastanowić, czy nasze myślenie jest PRAWDZIWE. Co myślę o sobie, jak postrzegam innych, jaki mam obraz Boga?
Skąd możemy wiedzieć, co jest prawdą?
Wystarczy zestawić nasze myślenie z prawdami uniwersalnymi: z prawem naturalnym, ze Słowem Bożym, z nauczaniem Kościoła. Jeśli te rzeczywistości się pokrywają, będziemy podążać dobrą drogą ku coraz większej miłości.

Dodatkową weryfikacją może być spojrzenie kogoś z zewnątrz. Warto zwrócić się o pomoc do jakiejś dojrzałej osoby i wspólnie ustalić jakie myślenie jest prawdziwe, a jakie błędne. 

Dzięki takiemu rozeznaniu będziemy mogli podjąć intelektualną decyzję "co wybieram myśleć". Później dzięki pracy nad sobą będziemy mogli stopniowo odrzucać coraz więcej fałszywych myśli, które nieraz przychodzą automatycznie, a które są po prostu kłamstwem, które próbuje nam narzucić zły duch.


Druga ważna sprawa to przebywanie TU I TERAZ. Nasz umysł ma tendencje przenosić nas do świata, który nie istnieje. Zdarza się, że godzinami analizujemy coś, co się wydarzyło w przeszłości albo roztrząsamy na tysiąc sposobów, co może się wydarzyć. Nie chodzi tutaj o wyciąganie wniosków albo o zdrowe planowanie, tylko o niepotrzebne zadręczanie się, "co by było gdyby" w momencie, gdy i tak nic nie możemy zmienić.
Uciekamy w świat marzeń i fantazji albo prowadzimy wewnętrzne dialogi z kimś, kogo fizycznie przy nas nie ma.

Możemy się zaplątać w takie myślenie, jak owca w zarośla i ginie nam sprzed oczu rzeczywistość taka, jaka jest naprawdę.

Jeśli jednak już zdecydujemy się, by podjąć pracę nas sobą, to w jaki sposób możemy pilnować naszych myśli?

Najpierw, gdy pojawia się jakaś myśl, warto się zastanowić, czy ona jest zgodna z naszymi przekonaniami i z tym, co wcześniej uznaliśmy za prawdziwe. Jeśli nie jest, próbujmy ją odrzucić. Ojcowie Pustyni uczą, że takie niechciane myśli należy zastępować odpowiednimi cytatami z Pisma Świętego. Również krótkie akty, takie jak "Jezu, ufam Tobie" albo "Bóg jest miłością" mogą bardzo pomóc w walce z fałszywym myśleniem.

Zdarza się, że mimo naszych wysiłków, takie niechciane myśli kłębią się w naszej głowie niczym węże. Warto w takich momentach zrobić coś, co po prostu odwróci naszą uwagę: posłuchać ulubionej muzyki, zadzwonić do przyjaciela, obejrzeć dobry film i tym podobne.

Im dalej będziemy posuwać się w pracy nad sobą, tym łatwiej będzie nam odróżnić fałszywe i prawdziwe myślenie, a także bardziej skupić się na tym, CO JEST. Stąd już niedaleko, by utrzymać uwagę na TYM, KTÓRY JEST.






Magdalena Parys


Na podstawie: "Rozwój. Jak współpracować z łaską.", Monika i Marcin Gajdowie, wyd. Pro Homine, 2012 r.





wtorek, października 22, 2019

Nie mam już siły...


...czyli, o rekreacji słów kilka





NATURALNA  potrzeba odpoczynku.

W dzisiejszym świecie, pełnym pracy, zaangażowania w obowiązki, gonitwy za awansem, chęć zwiększenia zarobków, etc... nie mamy chwili, aby zastanowić się nad sobą, nad tym, co przeżywam, za czym tak naprawdę biegnę?

Jaki jest sens mojego życia?

Ciągle gdzieś się spieszymy, nasz dzień jest wypełniony wieloma zadaniami. W takim szybkim trybie życia łatwo jest zapomnieć, o podstawowej potrzebie każdego człowieka, jaką jest ODPOCZYNEK.
Dlatego też, potrzebna nam jest rekreacja. Ale co rozumiemy pod tym pojęciem?



REKREACJA ➝ (łac. recreo – odpocząć, odbudować siły, odreagować, rozwijać się)
- to dobrowolna działalność człowieka w czasie wolnym od pracy, w pierwszym rzędzie umotywowane zadowoleniem.



Wyróżniamy dwa rodzaje rekreacji:

1. Bierna (obejmująca takie zachowania jak słuchanie muzyki, oglądanie telewizji, czytanie książek, leżenie)





2. Czynna (wymaga zaangażowania fizycznego - rekreacja ruchowa; psychiczna - gry towarzyskie)





Biorąc pod uwagę różnego rodzaju formy rekreacji, może nam ona przynieść wiele korzyści.

Oto niektóre z nich:

WZMOŻENIE AKTYWNOŚCI, dzięki której stajemy się bardziej zadowoleni, radośni, a to wszystko za przyczyną odprężenia i relaksu, na który sobie pozwoliliśmy. 😃
Ważne, aby sposób w jaki spędzimy czas wolny zostały wybrany przez nas samych.


POCZUCIE SWOBODY i podjęcie działania według swoich preferencji czy wartości nadaje większych korzyści rekreacji, neutralizuje stres, psychiczne obciążenie.

Dzięki ZMIANIE, jakiej dokonujemy uciekając niejako od codziennych problemów zdobywamy zdrowie psychiczne, a co za tym idzie również zdrowie fizyczne, ponieważ człowiek tworzy doskonałą całość. Ciało, psychika i duch wzajemnie się przenikają.
Stąd warto zadbać o siebie w pełni. 😃

Rekreacja ruchowa ma co więcej WPŁYW NA PROCESY ZWIĄZANE ZE STARZENIEM SIĘ. Każda podjęta forma rozluźnienia opóźnia odczuwanie jesieni życia.

Warto również wspomnieć, że poprzez dobre wykorzystanie czasu wolnego możemy ROZWIJAĆ SWOJE ZAINTERESOWANIA, pasje, osobowość i kształtować nasze ciało.





Kamila Kruszyńska

piątek, października 18, 2019

Wspólnota rozmyślań




Chciałam dla Państwa, z mojej chwili obecnej, nadać komunikat. Ale po co nadawać komunikaty, po co jedynie opowiadać o czymś, skoro można ZAPROSIĆ. Do ogniska. Usiądźcie dzisiaj proszę z nami, a wtedy ta chwila będzie mogła trwać dla każdego z osobna. Od początku do końca. Taka sama, a jednak odmienna. Ławka przy ognisku jest szeroka, zmieścimy się.


Dookoła nas noc. Czujecie jej zapach?




A w tę noc cicho jak makiem zasiał. Stopy piasku odbite na domowej podłodze są pośpieszne, one wpadły jedynie po kilka spraw, uciekły z powrotem, bo przed domem fruwa ogień, dzieje się inna rzeczywistość – rzeczywistość wspólnoty rozmyślań.

Jemy palony chleb z wcieranym czoskiem i masłem, ziemniaki pieczone w folii aluminiowej, obsypujemy solą smaki niedoszłej jeszcze zimy, miękkiego miąszu ziemniaczanego i chrupiącego chlebowego ciasta. Jest nas wielu – imion zbyt wiele do prędkiego zapoznania. Lepiej powiem, że inni właśnie biorą prysznic przed kolejnym PRĘDKIM dniem dorosłości. A my siedzimy, bo czym się przejmować, zamartwiać? Że pieniądze, że przyszłość, że niewiadoma? Że powinności – do nauki, do wspinania się po szczeblach kariery, a może przeciwnie, do pakowania plecaka, wyjazdów z dala od społeczeństwa, żyjcie, żyjcie, róbcie, róbcie, to i to, jeśli życie poczuć chcecie, jeśli jeszcze nie za późno, jeśli to i to i to. A nas wielu siedzi, każdy z innej zjechał tu krainy cienia, i jemy w spokoju i w beztroskich rozmowach, a naszą główną dywagacją staje się właśnie jajko.

Czy gdyby trzymać tak jajko nad ogniem, to czy stałoby się po czasie jajkiem na miękko? Jedni z nas proponują fizyczne uzasadnienia, że jajko wybuchnie. Inni - w śmiech, że najlepiej sprawdzić to i jajko dać po prostu nad ogień. Tam, w świecie dzieją się dziwy prawdziwe, zmiany, przemiany, odmiany, ale my dzisiaj nie w tym proszę Państwa, nie w tym dzisiaj sedno i istota. Jajko pęknie, czy nie pęknie? Księżyc to półkole, wygląda zza chmur sunących pomału nad jajkiem. Wreszcie jajko ląduje nad ogniem i następuje moment wyczekiwania i wpatrywania się (usilnego, pełnego skupienia) – wybucha. Krzyk, śmiech. Jajko pękło.

Coś jeszcze pęka, wiele pęka. Ale tutaj swoboda, tu pękło jajko jedynie. Takie sprawy, a jakie będą jutro? Różne wybory i inne ciężkie dylematy. Póki co można się śmiać.




Dobrze, że możemy zrobić świat bardziej dobrym i wciąż dobro pomnażać, a czasami, kiedy jest już naprawdę źle i strasznie, możemy pamiętać o tym, że to tylko jajka pękają. (Chociaż wydaje się, że to pęka skorupa ziemska!)

Ale nie! Świat dalej trwa, życie dalej trwa, dobro istnieje – skoro my istniejemy, a Bóg codziennie pomaga nam na nowo je zobaczyć.


Oto czas na burzę mózgu we wspólnocie rozmyślań! Burza mózgu przebiega już, niestety, indywidualnie. Żegnamy się i każdy mówi "do zobaczenia", a ja bardzo dziękuję wszystkim za przeczytanie!



Nadia Urbanek


środa, października 16, 2019

Bóg widzi



„Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą». Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: «Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz». On odparł: «I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.” 
Łk 11, 42-46


Na zewnątrz wszystko ładnie, pięknie. A w środku? Grób pobielany. 
Po co te wszystkie starania o względy ludzkie? Po co wysiłki, żeby się innym przypodobać? Po co zabiegać o to, żeby mnie ludzie chwalili? To strasznie męczące. Zabiera dużo czasu i siły, a co najważniejsze życia nie daje.

Bóg widzi i wie co jest w człowieku. Nie warto szukać chwały i uznania u ludzi. 
Może nawet nikt nie zauważy jakiegoś dobra, które czynię. Ale to nie jest istotne. Bóg widzi i to mi wystarczy. Może ktoś inny posądzi mnie niesłusznie o jakieś zło i rzuci cień na moją osobę. Bóg wszystko widzi i zna prawdę. Możliwe jest uwolnić się od przyjmowania ludzkich opinii. Co sobie o mnie pomyślą, jak mnie postrzegają, czy będą mi się kłaniać? To wszystko z czasem przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Bóg widzi moje wnętrze, zna moje motywacje i wie co mną kieruje w danym momencie. 

Czy jest to miłość?




Jadwiga Wojtak

piątek, października 11, 2019

Katoliczka nie narzeka

Dlaczego? Mam dobrą rodzinę, kocham męża, dzieci... Dlaczego nie jestem szczęśliwa?
Odkryłam niedawno, że mnie nie ma...

Ogarniam dom, pracuję zawodowo, wychowuję dzieci. Dzień zaczynam o 5 a kończę po 23. Jestem ogólnie zadowolona - dzieci dopilnowane, zawiezione na zajęcia pozalekcyjne, obiad ugotowany, kuchnia sprzątnięta a weekend zaplanowany. Wszystko tak, jak lubi mąż i dzieci. Super!
Bo przecież zawsze KOGOŚ INNEGO pytam: co macie ochotę zjeść na obiad? Co chcecie robić w niedzielę? Jak chcecie spędzić wakacje? Co lubicie? O czym marzycie?
Dziś obudziłam się i stwierdziłam: MNIE nie ma!
Już ja nie marzę, ja nie tęsknię, ja nie mam ochoty  i ... nie cieszę się. Kiedyś,  kiedyś... tak, potrafiłam.
Wiec dlaczego nie pytam siebie, czego chcę? Co mogłabym robić w weekend? Jest we mnie PUSTO.
Nie, jest "coś"... coś co po cichu szepcze mi w ucho, że robić coś dla siebie jest źle.

Ja, matka karmiąca innych, usycham z GŁODU.
Co zrobić?
Co zrobić dla siebie?



Anna Duda

sobota, września 14, 2019

Moja dusza jak lawa…

Moja dusza jak lawa… - druga indywidualna wystawa Anny Foryckiej-Putiatyckiej

Już niebawem, 19 października o godz. 17.00, odbędzie się wernisaż drugiej indywidualnej wystawy Anny Foryckiej-Putiatyckiej „Moja dusza jak lawa…” w galerii „U” Ursynów, ul. Lachmana 5 w Domu Kultury Stokłosy. Wystawa potrwa do 27 listopada br.


Anna Forycka-Putiatycka, Otchłań, olej na płótnie, 100x120 cm, 2009-2011



Anna Forycka-Putiatycka

Anna Forycka-Putiatycka jest wieloletnim członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków, przy którym zorganizowała i prowadzi Grupę Twórczą „Symfonia” zajmującą się malarstwem inspirowanym muzyką polskich kompozytorów. Miała 25 wystaw indywidualnych i brała udział w 130 wystawach zbiorowych. Przez kilka lat  wraz z mężem współorganizowała wernisaże i imprezy kulturalno-naukowe w ramach „Souvenir Napoléonien” w Paryżu. Jest finalistką konkursu Muza 2015-Magdalena Abakanowicz, a jej twórczość objęta jest Patronatem Medialnym i Artystycznym Art Imperium - Artistic Guarantee of Art Imperium. Zajmuje się malarstwem, grafiką i fotografią. Jej  obrazy to dalszy ciąg pamiętnika  życia, które jak rzeka płynie pozostawiając po sobie „ślad krajobrazu” dla potomnych w postaci dzieł sztuki.

 Anna Forycka-Putiatycka, …Oj! dana, dana, dana, olej na płótnie,
110x140 cm, 2014 r.

Moja dusza jak lawa… „…Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi...” (A. Mickiewicz, Dziady, III część)

Wystawa ta stanowi swoistą odtrutkę na pandemię wulgaryzmu i brzydoty w sztuce, epatowanie prowokacją, perwersją, wizualną przemocą. Tam, gdzie nie ma głębi życia, jego prawdziwego piękna, pozostanie wszechogarniająca pustka, brzydota, anihilacja. Wobec takich postaw Anna Forycka-Putiatycka kieruje naszą uwagę w zupełnie odmiennym kierunku wołając do nas wszystkich: przebijmy się przez to, co plugawe, twarde, zimne! Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi! Bo granica między prawdą a kłamstwem, dobrem a złem, pięknem a brzydotą przebiega przez nasze własne serce, jest odbiciem stanu duszy, która manifestuje się światu.

Już pierwszy z prezentowanych obrazów pt. Otchłań sprowadza w głąb, gdzie płonie nieugaszony żar ognia. Co go może wyziębić? Czy zatopią go wielkie wody morza? Płomień potężny jak śmierć, jak uderzenie gromu, jak wybuch wulkanu i dusza niczym lawa miłości. 

W zupełnie odmiennej kolorystyce i z jeszcze większym dynamizmem prezentuje się obraz pt. Opatrzność. Mocno skłębione fale ludzkiego życia i jego maleńki, samotny okręt płynący w prawym dolnym rogu malowidła jest obrazem wdzięczności za to, że nie jesteśmy sami. Z kolei Ucietrzew to człowiek, który jest jak ptak pragnący wzlecieć, żyć, a bywa gdzieś więziony, schowany, nie mający możliwości realizacji swych najgłębszych pragnień

Jądro ciemności to obraz, który w swym tytule nawiązuje do książki Heart of Darkness, dosłownie „serce ciemności”. Opowiada o naszym życiu i naszych czasach spowitych nie raz mrokami. Będąc w ciemności potrzebujemy światła, głosu z góry, bo w własnej ciemności możemy jedynie błądzić. Jeśli serce spowija wyłącznie ciemność, to tylko ciemność przekażemy innym. Obraz ukazuje tajemnicę ciemności i światła naszego serca, które rozprasza mroki, ale ich nie niweczy. Widzimy światło, ale nie wiemy, co będzie dalej. 

Życie w artystycznej ekspresji Artystki bywa też jak Odpływ, jak woda, która przypływa i odpływa, nie wiadomo kiedy nas zaskoczy. Ileż razy mamy szansę, by coś osiągnąć, a nie udaje się? Ile razy nie możemy przejść przez jakąś barierę? Czy będziemy uciekać przed morzem? Nawet jeśli, to nie unikniemy burz. Rzeczywistość Po burzy zależy w dużej mierze od nas. Bywa, że w obliczu wielorakich, złożonych doświadczeń zamieniamy swoje serce w lodowiec, jak w obrazie o tym samym tytule, będącym zamysłem nad chłodem ludzkiego wnętrza. Ukazuje on ludzi, którzy są lodowaci, nie chcą czegoś z poświęceniem zmieniać na dobre, lecz żyją wyłącznie dla siebie i swoich interesów. Dlatego potrzeba nam światła, które nie tylko stopi ten lód, ale także da przezroczystość. Opowiada o tym obraz Transparance. To wezwanie, by białe było białe, a czarne czarne, żeby ludzie żyli w przezroczystości, która idzie z góry. Właśnie tam wzlatuje dusza w obrazie Błękitna Lou. Inaczej pozostanie nam Współczesna wieża Babel.

W egzystencjalnej podróży Artystka daje nam wgląd w kolejne doświadczenie. Obraz Smuga cienia to bolesne rozdarcie, z którego upływa jakieś życie. Zabiera je czy niesie? Wypływająca lawa przyniesie jedynie destrukcję czy wykiełkuje z niej nowe życie? W życie wpisane jest umieranie. W nowość, odejście starego.

Artystka bardzo chętnie wyraża się w kolorach, o czym świadczą obrazy takie jak …Oj! dana, dana, dana  czy …ale tańcować mogę. Tańczące pola, wiatr, czy nawet zarys pięciolinii to wyraźne nawiązanie do naszego folkloru i Oskara Koleberga. Nie mniej żywiołowych barw mają okrągłe obrazy L’oeil de Beuf, inspirowane paryskimi rozetami i mistyką światła, które emanuje w gotyckich katedrach. Już sama symboliczna forma koła i anagogiczny sens światła wiodą umysł od przedmiotów materialnych ku rzeczom Boskim, ku Pełni, ku Doskonałości. Potwierdza je Niebiańskie sklepienie, a ukojenie duszy wyraża Pieśń o zachodzie słońca.

Na przedłużeniu fascynacji Artystki paryską katedrą Notre-Dame, z wyraźnym nawiązaniem do tegorocznego pożaru, ale nie pozbawionym symbolicznej głębi, są świątynie zobrazowane w dziełach pt. Zaświt, Korzenie i Nie jesteś sam. Zaświt jest wyrazem nadziei na odbudowę po zniszczeniu. Korzenie katedry ukazują wznoszoną ku górze wiarę ludzi i zawsze obecną w ołtarzu światłość. Nie jesteś sam to zapewnienie, że człowiek nigdy nie jest sam. W największej ciemności, w Katedrze odnajdzie Boskie światło. 

Obrazy Anny Foryckiej-Putiatyckiej przepełnione są silnymi emocjami i intensywnością przeżyć. Nasycone barwy tętnią życiem, a ekspresja wykonania zachwyca wrażeniowością i pobudza do działania. Są jak ogień, który rozpala. Zrównoważenie przychodzi w obrazach o melancholijnym wydźwięku, gdzie intensywność barw przygasa na rzecz wprowadzenia w tajemnicę smutku. Dzieła te są emanacją doświadczeń Artystki, a w świecie tych obrazów naczelne miejsce ma przyroda, przez pryzmat której Artystka opowiada swoje przeżycia, na tyle inkluzywne, by zawarły się w nich doświadczenia innych. Jest to sztuka bliska widzowi, bo opisuje jego najgłębszą rzeczywistość. Tematy poruszane w obrazach Anny są po prostu prawdziwe. Wypływają z serca, które żyje i zaprasza, by z tego życia czerpać. Nie własnego, bo Artystka nie kieruje uwagi ku sobie, ale znacznie wyżej i zaprasza, by zejść w głąb duszy, która jest jak lawa, której wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi…


Dorota Lekka



Anna Forycka-Putiatycka, Niebiańskie sklepienie, olej na płótnie, 80x100 cm, 2019 r.


Anna Forycka-Putiatycka, Nie jesteś sam, olej na płótnie, 100x80 cm, 2019 r.