dla kobiet z wartościami

środa, września 26, 2018

Piękne rzeczy!


Witajcie Pięknomaniaczki! 

Jesteście gotowe na własnoręczne odświeżenie szafy? Pamiętacie wasze prababcie, babcie, albo mamy siedzące przy takim szumiącym, albo stukoczącym, być może białym lub czarnym sprzęcie? 

Chciałabym Wam zaproponować mały instruktaż dla bardzo początkujących. Być może marzycie o tym żeby nauczyć się prostych zabiegów krawieckich i jeszcze nie trafiłyście na odpowiedni dla was, przyspieszony, darmowy kurs? Ja zawsze o tym marzyłam, żeby umieć sobie coś poprawić, naprawić, skrócić lub przedłużyć i tym sposobem trochę może zaoszczędzić lub zabłysnąć oryginalnością! Kiedy poznałam panią Renatę, która zawodowo zajmuje się szyciem, to moje ciche marzenie ożyło... Wreszcie nadarzyła się okazja i pani Renata znalazła dla mnie trochę czasu. Zgodziła się dać kilka instrukcji specjalnie na potrzeby naszego bloga! Szycie to jej pasja. Chciałabym pracować z takim entuzjazmem i zaangażowaniem jak ona. Mam nadzieję, że spodoba wam się to co wspólnie przygotowałyśmy dla was.



1. Znajdź w swojej szafie spódnicę, którą chciałabyś skrócić. Na początek możesz nabyć w second-handzie, taką która będzie odpowiednia na Twoją pierwszą przygodę z szyciem. Następnie odwróć ją na lewą stronę i rozłóż na jakiejś płaskiej powierzchni (stół lub podłoga).


2. Kolejny krok to odmierzenie odpowiedniej długości spódniczki - pamiętaj żeby do długości którą chcesz uzyskać dodać ok. 5 cm na wykończenie spodu. Zaznacz odmierzoną odległość szpileczką.


3. Później możesz odmierzyć odległość od dołu spódniczki do miejsca gdzie wpięta jest szpilka i zaznaczyć tę odległość przy pomocy mydełka jeszcze w kilku miejscach.






4. Przy pomocy linijki połącz punkty. Dzięki powstałej linii dość równo możesz odciąć zbędny kawałek materiału.



 5. Na zdjęciu poniżej widać kilka istotnych szczegółów, np. jak równo powinna być rozłożona spódniczka podczas odmierzania jej długości.
Od pasa aż do samego dołu z prawej strony materiał jest wyprostowany i wygładzony. Aby zapobiec przemieszczaniu się spód spięłyśmy dodatkowo szpilkami.


Pierwszy etap pracy mamy za sobą! Spódniczka obcięta i przygotowana. Przed nami kolejny, trochę trudniejszy etap - przygotowanie maszyny do szycia...
Zapraszam już wkrótce na dalszy instruktaż. 
Może podzielicie się swoimi przygodami z szyciem w komentarzach? 



oprac. Karolina Kargol przy współpracy z p. Renatą D. - krawcową

środa, września 12, 2018

Acedia..

O acedii sporo się ostatnio mówi i pisze. Wielu obraca tym słowem z doskonałością mistrza, a jednak różne mowy i prelekcje wcale nie pomagają chorym wyjść z tej choroby. Ewagriusz z Pontu pisał do mnichów, a zatem używał słów znanych im i zrozumiałych. Dzisiaj mówimy o acedii w środowiskach zakonnych, rodzinnych, małżeńskich i ludzi świeckich żyjących w samotności. Wiele słów należy wyjaśnić, aby potem skorzystać z leczenia, proponowanego przez Ojców Pustyni. Oto kilka z nich:

Cela: wierne spełnianie obowiązków, praktykowanie reguły życia, podjęte pracy nad sobą według miary właściwej dla danego stanu życia.

Czas: nasza codzienność, zwykłe obowiązki, prace, pewna rutyna codzienności.

Okno: wszystko co jest poza celą, coś, co jest poza zasięgiem, albo czego w ogóle nie ma.

Drzwi: moment, kiedy kończy się udręka codziennych obowiązków i wreszcie można się "wyrwać".

Goście: wszystko, co nas zabawi, wyrwie z codzienności, będzie szaleństwem odmiany i zapomnienia o obowiązkach.



Demon acedii atakuje człowieka w trudnym okresie, gdy jest ciężko i człowiek ma dość życia z powodów zewnętrznych. Doświadcza, że dotychczasowa CELA ogranicza go, przytłacza.

Kolejnym doświadczeniem jest dłużący się CZAS codziennej pracy zawodowej, obowiązków stanu lub obowiązków wobec rodziny albo innej społeczności (wspólnoty, przyjaciół, krewnych). Demon acedii zrobi wszystko, żeby dzień miał 50 godzin. Wtedy zaczynamy się nudzić, a wszystko nas nuży. Zwróćmy uwagę jak bardzo dzisiaj nudzimy się w życiu, a to prowadzi do tego, że zaniedbujemy obowiązki swego stanu, pracy zawodowej, lub w ogóle je odrzucamy.

To jest dobre miejsce na zasadzkę typu OKNO. Demon acedii odrywa nas od codziennych obowiązków i zmusza, byśmy patrzyli w okno, aby skierować nasze pragnienia ku temu, co jest poza zasięgiem. Dziś technika przychodzi z pomocą oknu. Windows – okna pozwalają nam spojrzeć przez miliony okien, by wypatrywać tego, czego nie możemy dosięgnąć, lub czego w ogóle nie ma. Trwać w acedii, to ciągle trwać w oknie.

Tak oderwani od obowiązków, pracy zawodowej, domowej i pracy nad sobą pragniemy tylko dobiec do DRZWI i wyrwać się z tego kieratu, a rozpocząć odpoczynek, czyli cokolwiek: kawa z przyjaciółmi, obiad, spacer, wolny weekend, czy wakacje.

I tu pojawia się kolejny atak demona, czyli GOŚCIE – pragnienie zabawy, towarzystwa, jakiegoś szalonego pomysłu, niecodziennej atrakcji, niosącej adrenalinę i zapomnienie o nużącej codzienności, ciągłych obowiązkach, zwykłej nudy szarego dnia. Elementem gości jest również aktywizm, popędzający człowieka, zwłaszcza pobożnego, do posługi innym, odwiedzania chorych, angażowania się w dzieła, akcje itp.


Jak na zewnątrz objawia się choroba?

1. Znużenie monotonią życia, odczuwanie nudy, dłużącego się czasu i bezsensowności codziennej pracy.

2. Odrzucenie ojcostwa duchowego, odejście lub oskarżanie kierownika duchowego, bunt przeciw posłuszeństwu, brak wdzięczności i gniew. Nieobecność ojca w rodzinie, lub degradacja jego znaczenia.

3. Odrywanie myśli od zajęć duchowych, czytania duchowego, modlitwy, medytacji. Zamiast tego człowiek staje się myślowym uciekinierem  do nowych miejsc i marzycielem o idealnych dla niego sytuacjach i ludziach.



Terapia, czyli jaką kurację zastosować?

1. Obserwacja siebie. Św. Jan Klimak: Jeśli acedia stałą się twoją żoną, jeśli jesteś z nią związany, należy obserwować ją co godzinę. Należy pamiętać, że nagminne zapominanie o sprawach duchowych nie oznacza od razu, że chorujemy na acedię.  Jednak taka niewrażliwość może osłaniać tę chorobę. Ważne jest więc zwracanie uwagi na to, jak żyje moja dusza.

2. Wypracowanie w sobie stabilitas loci, czyli trwania w celi, w swych obowiązkach stanu i regule życia.

3. Trwanie w posłuszeństwie i w relacji dziecięctwa duchowego, a przyjmowanie duchowego ojcostwa. Ważna jest praktyka posłuszeństwa, realizowana w różny sposób, w zależności od naszego stanu życia.

4. Praca nad pamięcią o rzeczach ostatecznych, o tym, że przed nami śmierć, sąd, niebo albo piekło. Warto praktykować modlitwę o dobrą śmierć lub też rozmyślać o sprawach ostatecznych.

5. Otoczenie troską naszego powołania. Ta przestrzeń wymaga dbania o gorliwość, by nie zgasło ognisko miłości. To często ciężka praca nad wydobywaniem z rutyny codzienności blasku charyzmatu swego powołania.

6. Praca ręczna połączona z modlitwą serca unieszkodliwia demona acedii. Słowo Boże jest potężnym orężem, broniącym nas przed opuszczaniem przestrzeni życia duchowego. Proste zajęcia domowe lub ręczne pozwalają skupić myśli na tym, co dzieje się w duszy.

7. Wytrwałość jest cnotą niosącą zagładę acedii, która rozwija się dzięki marzeniom o „szklanych domach”. Wtedy wytrwałość jest jak złoto. Acedia szerzy nienawiść do tego co „tu i teraz” a wytrwałość  nadaje temu „tu i teraz” koloryt, sens i cel.

8. Założenie Księgi dziękczynienia i wpisywanie w niej codziennie wszelkich form wdzięczności Bogu, aniołom i świętym, ludziom i instytucjom. Taka Księga pozwoli nam dostrzec działanie Boga w codzienności, w ludzkich sercach, w świecie, w nas samych.




Anna Duda

środa, września 05, 2018

Sklep z misją: KOBIETA

Ulica Wąski Dunaj w Warszawie. Wchodzę do sklepu Twe sukienki sklep bez spodni. W żadnym wypadku sklep nie przypomina wcale sklepu. Trzeba zadzwonić domofonem, wspiąć się na piętro po typowej dla starych kamienic klatce schodowej. I zadzwonić do drzwi. 

Ale za to w atmosferze Starego Miasta Aneta Ciężarek i Emilia Cichecka  - dwie kobiety, twórczynie odzieżowego projektu Twe sukienki sklep bez spodni mają dla nas czas, kawę i sukienkę.

Anna Duda: A mnie intryguje dlaczego to nie jest tylko sklep? To ciekawe – sklep, który nie jest tylko sklepem…

Emilia Cichocka: Anetka, mieszkając w Norwegii i ja, z małym dzieckiem, nie miałyśmy możliwości, by otworzyć sklep stacjonarny. Nie chciałyśmy też otwierać sklepu internetowego, bo nie chodziło nam o to, aby tylko sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać. Zatem razem zorganizowałyśmy dziesięć takich wydarzeń, oprócz tego uczestniczyłyśmy w wielu innych konferencjach. Wynajmowałyśmy różne apartamenty na kilka dni na Starym Mieście, tu w Warszawie. Stare Miasto to zdecydowanie nasz styl i tu jest też sanktuarium Marki Bożej Łaskawej, naszej patronki. W czasie tych wydarzeń były sukienki, a oprócz nich zawsze towarzyszyła nam wizażystka, stylistka, ciasto, książki, herbata i kawa oraz spotkania z ciekawymi ludźmi. Program był wypełniony po brzegi i nieraz kończyło się tak, że po koncercie wiolonczelistki, siedziałyśmy razem z klientkami i piłyśmy wino. 

Chciałyśmy tworzyć przestrzeń, gdzie kobiety mogłyby przyjść, rozmawiać o modzie,  dowiedzieć się coś o swoim typie kolorystycznym, swoim wizerunku, jak się malować delikatnie, jakich kolorów używać. Jednocześnie chciałyśmy stworzyć miejsce spotkań. I kobiety przychodziły z koleżankami. Były wieczorki poetyckie, spotkania z autorami książek, ze stylistką, wizażystką. 

Aneta Ciężarek: Kobiety zaczęły u nas wypoczywać. Wchodziły na takie spotkanie do kamienicy na Starym Mieście, do mieszkania, umeblowanego antykami. Zawsze był tam też obraz Matki Bożej Łaskawej. Atmosfera była przyjazna. Były Panie, które potrafiły przyjść o 11 a wyjść o 19. Był spokój, a czas się zatrzymywał. Zupełnie inaczej niż „normalnie” robimy zakupy. To nie była „sieciówka”, gdzie wszystko jest na szybko, głośna muzyka, huk, nic nie można kupić, bo wszystko za małe i za krótkie i nikt nie traktuje mnie na serio. A tu miałyśmy dla siebie czas, czas by porozmawiać, napić się kawy. Klimat Starego Miasta jest specyficzny, od razu inaczej prezentują się także stroje i my się inaczej czujemy. I tu jest Matka Boża Łaskawa. 


Anna Duda: Dobrze, że jest kobieta - patronka sklepu i to Kobieta nietuzinkowa…

Aneta Ciężarek: Patronka Warszawy i Strażniczka Polski!

Anna Duda: Zatem misją jest kobieta? Można tak powiedzieć? 

Emilia Cichocka: Sukienki to tylko początek. Początek spotkania, rozmowy, czasem także głębokich przemian. Czasem cuda się dzieją. Sukienki potrafią zmieniać kobiety. Chodzi przecież o akceptację swojej kobiecości. Odrzucamy często swoją figurę, kolor włosów, oczu. I nie akceptujemy swojej kobiecości, bo chcemy pełnić męskie role, wchodzimy  w „męskie buty”. Kobiety wykonują męskie zawody, uważają, że sobie poradzą ze wszystkim, mężczyzna nie jest potrzebny, same wychowają dzieci, zarobią pieniądze, odniosą sukces. Zakładają więc spodnie, wchodzą na drabinę i same decydują się na taki styl życia. Przełomem jest dla nich nałożenie sukienki i przyznanie się do tego, że nie muszą robić wszystkiego. Bóg stworzył kobietę do innych ról niż mężczyznę. To nie tylko akceptacja wyglądu ale i całego wnętrza, całej siebie – kobiety.

Aneta Ciężarek: I to odkrywają także starsze panie. Wiele kobiet opowiada, że dzięki sukience zmieniło im się małżeństwo po 25 latach. Wiele z nich się dziwi, że mężowie dostrzegają zmianę i reagują na piękno.


Anna Duda: Jeśli kobieta jest sobą, to „układa” całe środowisko i mężczyzna także jest bardziej sobą.

Emilia Cichocka: Tak. I matki są także przykładem dla swoich córek. Na spotkaniach z kobietami dajemy swoje świadectwo i mówimy także o tym, jak ważny jest dla dzieci wzorzec matki – kobiety. Jeśli dziewczynki od wczesnych lat nakładają spodnie mają później zdeformowaną sylwetkę. Spodnie niszczą biodra, nie formują talii. Modne, obcisłe „biodrówki” źle wpływają na narządy rodne kobiety a to przekłada się na problemy z płodnością. A przykład dają matki. Sukienka to pretekst, by przekazać córce misję, jaką jest kobiecość. A to jest misja wobec mężczyzn i wobec całego społeczeństwa.

Anna Duda: I misja wobec siebie samej.

Emilia Cichocka: Pamiętam taką sytuację, gdy na wydarzenie przyszła do nas matka z córką, ponieważ szukały sukienki na bal gimnazjalny. Uznały, że na bal to nie wypada w spodniach. Dziewczyna przyszła w czarnych spodniach i bluzie. Bardzo się buntowała,  pół godziny zajęło nam przekonanie jej, żeby w ogóle przymierzyła sukienkę. Nie zmuszałyśmy jej, ale zachęciłyśmy, by zrobiła to dla siebie. Zrobiłyśmy jej makijaż, profesjonalne zdjęcia, by mogła później pokazać koleżankom. Sama zobaczyła swoją piękną kobiecość. Jej mama powiedziała nam później, że to aż niewiarygodne, jak się zmieniła. Wyszła z kompleksów, zaczęła rozwijać swoje zainteresowania. W tym wieku dziewczynki odkrywają swoją kobiecość, zmienia się im figura, źle się czują ze sobą. Trzeba je wspierać i pokazywać, w jaki sposób kolorami podkreślać kobiecość. Czerń tylko przygnębia i nie jest prawdą, że czerń wyszczupla. Warto wyprowadzać z tej „czerni” w stronę doboru  kolorów.


środa, sierpnia 29, 2018

I Ty dasz radę!

Podczas tegorocznego Przystanku Jezus miałam okazję poznać Jaśka Melę – zdobywcę dwóch biegunów. Dzięki temu spotkaniu zaczęłam poszukiwać i głębiej poznawać Jego historię. Nie dawała mi spokoju myśl o wywiadzie z Jaśkiem. Pomyślałam: czemu nie? Spróbować zawsze warto. Oto owoce naszej współpracy.



1.  Czy mógłbyś opisać swoje życiowe doświadczenia oraz ich wpływ na Twoją postawę życiową i kształtowanie się charakteru?

Moim doświadczeniem jest to, że gdy się doszukuje sensu każdych, nawet najtrudniejszych doświadczeń, to się go znajdzie. Pan Bóg nawet największe trudności i tragedie potrafi przekuć w coś dobrego. Nie ważne, ile razy w życiu upadamy, ale ile razy się podnosimy i idziemy dalej. A za każdym razem jesteśmy wzmocnieni. Wiadomo, łatwo się o tym pisze, a przejście przez te trudy do prostych nie należy, ale nigdy nie wolno odkładać rękawic. Życie jest warte przeżycia.


2. Według Ciebie z czym najczęściej zmagają się współcześnie młodzi ludzie, a szczególnie dziewczyny?

Wszyscy walczymy z jakimiś demonami, zwłaszcza tymi wewnętrznymi. Nawet, gdy od czasu do czasu spotykamy ludzi, którzy niekoniecznie są nam pomocni, a może nawet rzucają nam kłody pod nogi, to nie spotkamy większego przeciwnika, niż my sami. Dlatego poczucie własnej wartości – tak trudne do zbudowania i utrzymania – warto opierać na sobie. Każdy z nas ma w sobie jakiś talent, jakieś piękno. Nie ma co się porównywać i zazdrościć innym. Widzę po samym sobie, że gdy czułem się niepełnowartościowy, gorszy od innych, gdy przepełniał mnie strach i wstyd, to ludzie też mnie gorzej postrzegali. Gdy sobie powiedziałem „jestem jaki jestem – nieidealny, ale spoko, lubię siebie”, to i ludzie wokół zaczęli mnie inaczej postrzegać. Zmienianie świata zawsze warto zacząć od siebie.


3.  Patrząc na swoje doświadczenia życiowe, co chciałbyś powiedzieć ludziom załamanym na skutek różnych doświadczeń życiowych, traum?

Głęboko wierzę w to, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. W życiu nie ma przypadków. Trudne doświadczenia często wzmacniają nasz charakter. Jak to się mówi – co nas nie zabije, to nas wzmocni. Myślę też, że po to przeżywamy trudności, żebyśmy się mogli lepiej zrozumieć nawzajem. Tylko wspólne doświadczenia dają nam prawo do powiedzenia „rozumiem Cię, wiem jak to jest”.



4. Nie ukrywajmy, że ten blog jest typowo dla kobiet i ma na celu odkrywanie piękna w nich samych i w otaczającym ich świecie. Czego Ty jako mężczyzna poszukujesz u kobiet, na co zwracasz uwagę?

W dzisiejszych czasach wszyscy jesteśmy niezależni. Poznałem sporo kobiet, które żyją na maksa – uprawiają przeróżne sporty ekstremalne i nie odstają przy tym od facetów. Dlatego warto pielęgnować swoje talenty, a nie ma innej możliwości ich odkrycia, niż próbowanie różnych rzeczy. Talent sam nas nie znajdzie.

5. Co chciałbyś przekazać dziewczynom? Jakie jest Twoje przesłanie?

Wszystkim polecam to, by nie wrzucać swoich marzeń do worka z podpisem „niemożliwe”, bo w ten sposób sami sobie uniemożliwiamy ich realizację. Często otaczamy się przeróżnymi wymówkami – tego nie dam rady, z tym sobie nie poradzę, bo to i tamto. A większość z tych ograniczeń siedzi głównie w naszej głowie. Poznałem wiele osób, które dokonały rzeczy pozornie niemożliwych, bo uwierzyły w nie i miały odwagę o nie zawalczyć. Marzenia nie spełniają się same – wymagają naszej pomocy, to my je spełniamy. Dlatego życzę wytrwałości w walce o nie!



Chciałabym w tym miejscu podziękować Jasiowi Meli za otwartość dzielenia się własnym doświadczeniem oraz na udzielenie wywiadu na potrzeby bloga. Wierzę, że Jego przesłanie trafi do licznego grona odbiorców – szczególnie kobiet.


Karolina Wtorek

wtorek, sierpnia 14, 2018

Polubiłam, pokochałam swoją kobiecość

 

POLUBIŁAM, POKOCHAŁAM SWOJĄ KOBIECOŚĆ
Z Anetą Ciężarek i Emilią Cichocką o projekcie Sklep Twe sukienki

Część Pierwsza, czyli o tym, dlaczego Twe sukienki?

Przeglądam stronę Twe sukienki na FB. Sporo wydarzeń, wyprzedaż… uuu, jakie piękne rzeczy wiszą na wieszakach. Informacje o sklepie - zaledwie skromne. Dzwonię zatem na podany numer, umawiam się z Anetą na spotkanie i… jestem na ulicy Wąski Dunaj w Warszawie. Szukam „sklepu bez spodni”, który jest nie tylko sklepem i nic, kompletnie nic, nie ma sklepu! Dzwonię do Anety Ciężarek, z którą umawiałam się na spotkanie i wywiad, i dostaję dokładny adres. Przyzwyczajona do krzykliwych witryn, reklam i kolorowych zachęt typu „odwiedź mnie, jestem sklepem dla Ciebie”, odczuwam pewien zawód, może rozczarowanie. Wszystko pryska, gdy tylko przekraczam próg zwykłego acz niezwykłego mieszkania, aby znaleźć się w „królestwie spełniania kobiecych marzeń”.


Aneta Ciężarek i Emilia Cichecka  - dwie kobiety, twórczynie odzieżowego projektu Twe sukienki sklep bez spodni otwierają mieszkanie, otwierają swój czas, swoje doświadczenie i marzenia.


Anna Duda: Czy to wszystko wy szyjecie?

Aneta: Nie, mamy swoją krawcową, ale mamy swój styl, to wszystko nasze prototypy. Szyjemy obecnie nową kolekcję. Z poprzedniej spódnice poszły jak burza. Materiały są dobrej jakości, bo stawiamy na jakość. Przychodzą do nas Panie coraz bardziej świadome swojego wyglądu i tego jak się ubierać. Zatem są kieszonki, długość za kolana.  Przed nami kolekcja na jesień!

Anna Duda: Zacznijmy od misji. Sklep bez spodni i nie tylko sklep. Skąd ten pomysł?

Emilia: Zaczęło się od tego, że same się zmieniłyśmy. Trzy lata temu zobaczyłam różne hasła na FB, typu: rok w sukience. Zaciekawiły mnie. Szybko się okazało, że jestem w ciąży i po prostu nie mogę chodzić w spodniach, bo mnie krępują i źle się czuję – nie mogę. Przez rok nie chodziłam w spodniach. 

Po roku zdecydowałam, że wyrzucę spodnie z szafy, skoro i tak w nich nie chodzę. Zaczęły dziać się ciekawe rzeczy, takie na moją korzyść. Zauważyłam, że jak chodzę w sukience to inaczej się poruszam, zakładam inne buty. Bardziej kobiecy styl się we mnie obudził. Dostrzegłam, że potrzebuję ładnie się umalować, uczesać. I tak swoją kobiecość polubiłam, pokochałam, zaakceptowałam. Zauważył to mój mąż i inni mężczyźni. Zauważyłam, że mnie traktują z większą atencją, jak damę. Kobieta w sukience budzi inne odczucia wśród mężczyzn. Pomyślałam, ze w tym kryje się coś więcej. To nie tylko moda i styl. To coś więcej.

Oczywiście na początku nosiłam krótkie sukienki i spódnice, bo tylko takie miałam, ale coś mi przeszkadzało. Źle się czułam w tym, stwierdziłam – musi być dłuższa. Moje przeżycia zbiegły się z tym, że skontaktowała się ze mną Anetka. Dwa lata temu zaproponowała mi współpracę – planowała otworzyć sklep z sukienkami. Kobiety szukają sukienek dla nich – odpowiedniej długości, ładnie skrojonych i z dobrego materiału. Gdzie takie znaleźć? W galeriach? Wszystko małe, krótkie, wydekoltowane, lub udziwnione. Aneta wtedy zdecydowała się wrócić do Polski, więc taki sklep był dobrym pomysłem. 

A jednak na początku byłam sceptyczna. Miałam wymarzoną, wymodloną pracę, byłam wedding plannerką w prestiżowej agencji ślubnej, organizowałam śluby i wesela. Uwielbiałam pracę z ludźmi, sprawy organizacyjne. Napisałyśmy razem business plan i … zaczęło mi się do podobać. To było w maju 2016 roku. Była sobota. 


Aneta: Plan rodził się podczas modlitwy. Zaczęłam się zmieniać. U początków była Beatka Mądra z Krakowa - to dzięki niej. Działałam w Akademii Obrońców Życia. Ona nie chodziła w spodniach, matka kilkorga dzieci, zawsze w spódnicy, zawsze ładnie, choć skromnie wyglądała. Ja chodziłam na czarno. Nie było mowy o kolorach, zawsze w spodniach, ciężkich butach. Ona mnie zafascynowała swoją kobiecością. 

Zapytałam: Czy ty nigdy nie chodzisz w spodniach? Bo mnie ten jej styl już irytował, drażnił, to było nienormalne w tym świecie. Ona odpowiedziała tak prosto, może dziecinnie: Anetko, czy ty widziałaś kiedykolwiek Matkę Bożą w spodniach? 

To uderzyło moją wyobraźnię. To była droga mojego nawrócenia, a mieszkałam jeszcze w Norwegii. Od tego się zaczęło. Za mną to chodziło, zaczęłam myśleć. Kupowałam spódnice, chowałam po szafach, przymierzałam ukradkiem, ale w domu, w żadnym razie nie publicznie. Po trzech latach dopiero wyszłam z domu po raz pierwszy w spódnicy do kościoła. Przeżyłam ogromny wstyd, myślałam, ze się pod ziemię zapadnę, ale coś mnie pchało. A byłam już wtedy dojrzałą kobietą. 

Jak zatruta jest nasza psychika, co się  z nami dzieje, że wstydzimy się chodzić w spódnicach. Co się stało ze mną, że nie byłam w stanie chodzić w spódnicy. Mam tę moją „pierwszą” spódnicę do dziś, zostanie jako pamiątka. Długo w niej chodziłam, a potem były inne spódnice. Najpierw ołówkowe, takie obcisłe. Potem i to się zmieniało, bo jak się zmienia duchowość, to się zmieniają i spódnice i sukienki. Potrzebowałam się bardziej zakryć, pojawił się temat opiętych i dopasowanych spódnic. Zauważyłam, jak reagują na opięte sukienki mężczyźni, w tym księża. Dostrzegłam ich spojrzenia. Nastąpił kolejny krok – spódnice z koła i dłuższe, za kolana. To jest ta długość, czuje się w tym dobrze.



Emilia: Zauważyłyśmy tę wygodę. Taka długość daje wygodę. Zauważyłyśmy to i w domu i poza domem. Nasze ubranie w domu też jest ważne. Dlaczego nie mam być piękna dla mojego męża? Dlaczego mam się podobać innym a mężowi nie? Dla męża mam zakładać Tshirt i leginsy? Zatem i w domu i poza noszę sukienki. Mam jednego synka, drugie dziecko w drodze. Wychodzę do parku, na plac zabaw, a w sukience jest mi wygodnie. Ta długość daje komfort, nie muszę się martwić, poprawiać, obciągać lub podciągać. Ta długość daje komfort psychiczny.





O Twych sukienkach, otwieraniu się na własną kobiecość i różnych stylizacjach – czytaj w następnym artykule już wkrótce!




Anna Duda





środa, lipca 18, 2018

Kamień węgielny naszego życia...

Obecne czasy nie sprzyjają prawidłowemu rozwojowi rodziny i pielęgnowaniu istotnych wartości.  Dlaczego? Jakie czynniki mają wpływ na kryzys?

Rodzina - była, jest i będzie. I w jakiejkolwiek ona jest kondycji, to jest ona miejscem, w którym wzrastamy, kształtujemy nasze postawy, świat wartości, … . Rodzina, którą sami z biegiem lat zakładamy. Na pozór zbyt „oklepany” temat, ale czy nie warto jeszcze raz zatrzymać się nad nim?

Zacznijmy od początku, przypomnijmy sobie pewne rzeczy. Rozmyślając o rodzinie, nasuwa mi się obraz domu. Czy słusznie?? Dom wskazuje nie tylko na stronę materialną (budynek, ściany, okna,…), ale również na osoby, które tworzą ten dom.

W wymiarze ludzkim rodzina jest wzorem wspólnoty, jest szkołą życia, a także podstawą do budowania wszystkich innych relacji. Dobry dom, to podstawa do prawidłowego wzrostu dzieci. Dobry dom, czyli taki, w którym panuje akceptacja, odpowiedzialność, wzajemny szacunek, ale przede wszystkim MIŁOŚĆ, która rozwija, a nie zatrzymuje nic dla siebie. To w rodzinie nasza wiara wzrasta.


Fundamentem domu są małżonkowie, natomiast ścianami są dzieci. W domu znajdują się trzy pokoje: cierpienia, pracy oraz szczęścia.


Rozmyślając o małżonkach, którzy tworzą fundament, na myśl przychodzi mi przypowieść o dobrej lub złej budowli (Mt 7, 24-29):

„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki». Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie”.


Dzieci tworzące tzw. „ściany domu” żyją w świecie cyfryzacji, kultury obrazu i internetu. Ich współczesny obraz świata zamyka się w telefonach, komputerach, grach. Trudno odnaleźć im się w realnych kontaktach z innymi. To wszystko sprawia, że ściany naszego domu zaczynają pękać. 

* * *

DOM-RODZINA i 3 POKOJE


1. Bez wątpienia pierwszym z nich jest pokój cierpienia. Z cierpieniem zmaga się każdy z nas.. Zawiera ono w sobie jakąś tajemnicę, osobisty charakter i każdy z nas przeżywa je na swój sposób.

Pomyślmy chociażby o problemie rozwodów, separacji, alkoholu, narkotyków, przemocy fizycznej i psychicznej. 
Pomyślmy o buntach, niewiernościach, zdradach. 
Pomyślmy o problemie pornografii.

Pomyślmy o wszystkich problemach bioetycznych, które stawia przed nami świat, dotyczących życia (czy to aborcja czy eutanazja) i relacji wewnątrz rodziny.
Pomyślmy o indywidualizmie, który sprawia, że dialog w rodzinie praktycznie ginie.

2. Drugim pokojem w naszym domu jest pokój pracy, który jest dla nas miejscem kreatywności, w którym stajemy się twórczy. Aczkolwiek może stać się miejscem rozegrania bolesnych doświadczeń.

3. I pokój szczęścia… Pokój w którym dane nam jest świętować i radować się. Ale zabiegani, zestresowani, zapracowani i przemęczeni… Czy po powrocie do naszych domów potrafimy przebywać wspólnie w tym pokoju? Czy potrafimy jeszcze wspólnie usiąść przy wspólnym stole, aby móc wspólnie świętować nasze małe i wielkie radości? Czy niedziela jest dla nas dniem odpoczynku i spotkania z rodziną? W tym pokoju będą rozmowy, wspólna modlitwa, nauczanie dzieci.

* * *

ZOBACZMY CO SĄDZĄ POLKI NA TEMATZNACZENIA RODZINY W SPOŁECZEŃSTWIE:


Anna, 35 lat z Grudziądza: 

„Ogromne, wszystko zaczyna się od korzeni i jest wyssane z mlekiem matki”.

Sandra, 18 lat z okolic Zawiercia (Śląsk): 

„Rodzina to fundament wejścia w dorosłe życie. Dzieci uczą się od rodziców. Dla nich to właśnie oni są wzorem do naśladowania. Dzieci przejmują pewne nawyki, kulturę, zasady od swoich opiekunów. Uczą się miłości, ale także kształtują swój system wartości, patrząc na rodziców, którzy są autorytetem. Dlatego rodzina ma fundamentalne znaczenia dla każdego człowieka”

Monika, 26 lat Śląsk: 

„Rodzina, rozumiana jako małżeństwo plus dzieci plus najbliżsi krewni, ma ogromne znaczenie. Jest podstawową komórką społeczną, w pewnym sensie matrycą, która odciska ślad na przyszłych pokoleniach. Rodzina to fundament, na którym buduje się przyszłość całego świata, ponieważ od kondycji dzisiejszych rodzin zależy wychowanie i wyposażenie w wartości przyszłych pokoleń. 
Jeśli zaś spojrzeć na rodzinę z perspektywy społeczeństwa, to jej znaczenie jest niestety coraz mniejsze. Widzimy to po liczbie rozwodów i niezawieranych małżeństw, po tzw. „luźnych związkach”, po niechęci do posiadania dzieci, upadku zażyłych relacji z rodzeństwem, dziadkami i innymi krewnymi. Ludzie zachowują się tak, jakby zupełnie nie zastanawiali się nad konsekwencjami swoich wyborów, a mieli na uwadze jedynie swoją chwilową wygodę i poczucie kontroli nad życiem swoim i innych”.




PS. W następnym artykule spróbuję poruszyć kwestię zagrożeń, kryzysów… Do następnego!!!


Karolina Wtorek




---------------------------------------------
Korzystałam z:
Ankiety, którą przeprowadziłam na potrzeby artykułu o kobiecości.
YOUCAT POLSKI. Katechizm Kościoła Katolickiego dla Młodych str. 203
Ewangelia Mt 7, 24-27 „Budowanie na skale”

środa, lipca 11, 2018

Miriam. Cień braci i ploteczki.

Miriam to jedno z najpopularniejszych imion w Piśmie Świętym. Najczęściej kojarzone z Maryją - Matką Jezusa, jednak jest jeszcze jedna, umiłowana przez Jahwe kobieta o tym imieniu.



Jest to Miriam, siostra Mojżesza i Aarona. Daje nam ona w Księdze Wyjścia przykład jak należy uwielbiać Boga. Prorokini, przewodniczka kobiet, wymieniana na równi ze swoimi braćmi. Po spektakularnym przejściu Izraelitów przez Morze Czerwone czytamy, że: “wzięła bębenek do ręki, a wszystkie kobiety szły za nią w pląsach i uderzały w bębenki. A Miriam przyśpiewywała im”. Była świadkiem wielkich cudów dokonywanych przez Boga Jahwe podczas ucieczki z Egiptu i później podczas drogi przez pustynię. 



Jednak życie w ciągłym cieniu braci musiało być trudne... o czym opowiada pewna historia z Księgi Liczb, kiedy to Mojżesz wziął sobie za żonę Kuszytkę. Miriam i Aaronowi nie podobało się to, dlatego szemrali przeciwko Mojżeszowi. Okazuje się jednak, że Mojżesz był najskromniejszym człowiekiem na ziemi i Bogu, który słyszał ich narzekanie, nie spodobała się ich postawa. Za karę upokorzył Miriam naganą przy Mojżeszu i stała się Miriam biała od trądu, tak że musiała opuścić obóz na 7 dni.



To była trudna lekcja dla naszej bohaterki, ale niech będzie też nauczką dla nas. Przecież my kobiety często ulegamy pokusie, aby się porównywać, zazdrościć, narzekać. Znane nam są ploteczki, sensacje kto, co, gdzie... Czyż nie?


A kiedy Mojżesz wstawia się za Nią do Boga dowiadujemy się jaka to wielka wina zajmować się tym...

Czytamy: “Gdyby jej ojciec plunął w twarz, czyż nie musiałaby się przez siedem dni wstydzić?”. Nie Ci, których opluwamy swoim jadem i goryczą mają się wstydzić lecz, Ci którzy się tego dopuszczają. I tak jak wcześniej Miriam była dla nas wzorem, tak tutaj na Jej imieniu pojawia się skaza. I, można by rzec, przez jakąś głupotę. 

Ale nie tak patrzy Bóg jak człowiek... dlatego uważajmy na to, co wychodzi z ust naszych, bo cały obóz poniósł konsekwencje jej nieuwagi tkwiąc przez siedem dni w miejscu. Jednak to nie przesądziło o jej sytuacji w historii zbawienia. W Księdze Micheasza mówi Bóg: “Otom Cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli, wybawiłem cię i posłałem przed obliczem twoim Mojżesza, Aarona i Miriam”, przywracając naszej Kobiecie miejsce w szeregu z braćmi, w gronie wielkich proroków Exodusu.

Zatem uważajmy, aby nie upadać w grzech słowa, a jeśli upadniemy powstańmy szybko i cieszmy się z tego, co mamy, a nie oglądajmy się na to co mają inni.




Karolina Zgryźniak

środa, lipca 04, 2018

O smutku – demonie, który podgryza duszę jak robak


Przede wszystkim pamiętaj, że mówimy tu o smutku, jako stanie duszy, a nie stanie psychicznym. W znaczeniu duchowym można go zdefiniować jako depresję moralną, która prowadzi człowieka do smutku. Jest to stan bolesnej depresji, nie znajdujący uzasadnienia w zewnętrznych okolicznościach lub wydarzeniach. Chodzi więc o jakiś przewlekły stan przygnębienia, stałą skłonność i trwałą postawę „czarnowidzenia”. 

Ojcowie Kościoła od razu podkreślali, że należy podjąć trud rozeznania między duchową chorobą smutku, wywoływaną przez demona, a smutkiem, który pochodzi od Ducha Pańskiego. Boży smutek jest konsekwencją popełnionych grzechów, nieprawego życia lub zaniedbań w poznawaniu Pana. Taki smutek jest darem Boga, z niego rodzi się skrucha, żal i łzy.


Początki choroby biorą się z niespełnionych oczekiwań i pożądań oraz z gniewu. Demon bowiem obserwuje do czego się skłaniamy, czego oczekujemy i zastawia pułapkę – w miejsce niezaspokojonych pragnień pojawia się smutek. Smutek przekonuje nas, że nasze nadzieje były próżne i prowadzi prosto do frustracji z powodu niespełnionych marzeń.



Choroba przechodzi przez następujące fazy:

1. Utrapienie: zamartwianie się i bezsenne noce. Człowieka ciągle coś gryzie, powoduje cierpienie fizyczne, psychiczne i duchowe.

2. Rozdrażnienie – człowiek nie może sobie poradzić z przeciwnościami i trudnościami, jest kruchy jak porcelanowa lalka, mały problem rozbija go na kawałeczki.

3. Modlitwa o siebie – nie potrafi modlić się o spełnienie woli Boga, a jedynie o zrealizowanie swoich pragnień.



Skutki choroby smutku można opisać jednym słowem: ucieczka. A wyglądać ona może w następujący sposób:

a. od powołania – czyli miejsca w Bożym planie zbawienia

b. od Kościoła – jako miejsca duchowego wzrostu

c. z Ojczyzny i służby społeczeństwu 

d. od wykonywanego zawodu

c. od siebie samego – samobójstwo, deklarowanie się za eutanazją i aborcją.


Duch ucieczki przekonuje nas, że trzeba odejść z miejsca przebywania, by szukać nowych przestrzeni i nowych wrażeń. 

Zatem św. Ewagriusz zachęca: Nigdzie się nie ruszaj!



W końcu człowiek może dostrzec pewne symptomy choroby:

1. Rozum źle ocenia rzeczywistość – myśli zainfekowane przez demona przekonują nas, że Pan i żaden człowiek w ogóle o nas nie walczy.

2. W wyobraźni pojawiają się obrazy dotknięte smutkiem – o krzywdach, jakie nas czekają w przyszłości, o chorobach nieuleczalnych, a nawet o śmierci.

3. Choroba smutku wypełnia wnętrze człowieka zmartwieniem, przez co człowiek rezygnuje z wejścia w świat, w obowiązki, nie podejmuje nowych wyzwań, brak mu odwagi koniecznej do rozwoju.

4. Pojawiają się niespokojne noce, pełne trwogi i lęku, bezsenność, poczucie opuszczenia przez Boga i innych ludzi.




Terapia – jak się leczyć?

1. Podjąć pracę duchową, w oparciu o spowiedź i rozmowy z mistrzem duchowym.

2. Zainteresować się sprawami duszy, czytać, rozmawiać, aby nie wpaść w stan obojętności lub ignorancji duchowej, które są dobrym środowiskiem dla demona smutku.

3. Ćwiczyć się w małych radościach, dostrzegać radość w małych wydarzeniach codzienności. 

4. Podjąć mądrą ascezę, pielęgnować wstrzemięźliwość i ubóstwo.

5. Wyjść do ludzi, ZAANGAŻOWAĆ SWOJE SERCE we wspólnotę, organizację, działalność Kościoła.

6. Modlić się Słowem Bożym.

7. Wylewać łzy przed Panem, nie bać się płakać!



dr Anna Duda




Artykuł powstał z refleksji i lektury:

Leon Nieścior, W sporze ze złymi myślami. Lektura Ewagriusza z Pontu dzisiaj.
Leon Nieścior, Smutek w nauce Ewagriusza z Pontu.
Jan Smoła, Klinika chorób duchowych.
Jean - Cloude Larchet, Terapia chorób duchowych.
Św. Mikołaj Serbski, Modlitwy nad jeziorem.
Clive Staples Lewis, Smutek.

Chcesz poszerzyć wiedzę? Przeczytaj!