dla kobiet z wartościami

wtorek, października 22, 2019

Nie mam już siły...


...czyli, o rekreacji słów kilka





NATURALNA  potrzeba odpoczynku.

W dzisiejszym świecie, pełnym pracy, zaangażowania w obowiązki, gonitwy za awansem, chęć zwiększenia zarobków, etc... nie mamy chwili, aby zastanowić się nad sobą, nad tym, co przeżywam, za czym tak naprawdę biegnę?

Jaki jest sens mojego życia?

Ciągle gdzieś się spieszymy, nasz dzień jest wypełniony wieloma zadaniami. W takim szybkim trybie życia łatwo jest zapomnieć, o podstawowej potrzebie każdego człowieka, jaką jest ODPOCZYNEK.
Dlatego też, potrzebna nam jest rekreacja. Ale co rozumiemy pod tym pojęciem?



REKREACJA ➝ (łac. recreo – odpocząć, odbudować siły, odreagować, rozwijać się)
- to dobrowolna działalność człowieka w czasie wolnym od pracy, w pierwszym rzędzie umotywowane zadowoleniem.



Wyróżniamy dwa rodzaje rekreacji:

1. Bierna (obejmująca takie zachowania jak słuchanie muzyki, oglądanie telewizji, czytanie książek, leżenie)





2. Czynna (wymaga zaangażowania fizycznego - rekreacja ruchowa; psychiczna - gry towarzyskie)





Biorąc pod uwagę różnego rodzaju formy rekreacji, może nam ona przynieść wiele korzyści.

Oto niektóre z nich:

WZMOŻENIE AKTYWNOŚCI, dzięki której stajemy się bardziej zadowoleni, radośni, a to wszystko za przyczyną odprężenia i relaksu, na który sobie pozwoliliśmy. 😃
Ważne, aby sposób w jaki spędzimy czas wolny zostały wybrany przez nas samych.


POCZUCIE SWOBODY i podjęcie działania według swoich preferencji czy wartości nadaje większych korzyści rekreacji, neutralizuje stres, psychiczne obciążenie.

Dzięki ZMIANIE, jakiej dokonujemy uciekając niejako od codziennych problemów zdobywamy zdrowie psychiczne, a co za tym idzie również zdrowie fizyczne, ponieważ człowiek tworzy doskonałą całość. Ciało, psychika i duch wzajemnie się przenikają.
Stąd warto zadbać o siebie w pełni. 😃

Rekreacja ruchowa ma co więcej WPŁYW NA PROCESY ZWIĄZANE ZE STARZENIEM SIĘ. Każda podjęta forma rozluźnienia opóźnia odczuwanie jesieni życia.

Warto również wspomnieć, że poprzez dobre wykorzystanie czasu wolnego możemy ROZWIJAĆ SWOJE ZAINTERESOWANIA, pasje, osobowość i kształtować nasze ciało.





Kamila Kruszyńska

piątek, października 18, 2019

Wspólnota rozmyślań




Chciałam dla Państwa, z mojej chwili obecnej, nadać komunikat. Ale po co nadawać komunikaty, po co jedynie opowiadać o czymś, skoro można ZAPROSIĆ. Do ogniska. Usiądźcie dzisiaj proszę z nami, a wtedy ta chwila będzie mogła trwać dla każdego z osobna. Od początku do końca. Taka sama, a jednak odmienna. Ławka przy ognisku jest szeroka, zmieścimy się.


Dookoła nas noc. Czujecie jej zapach?




A w tę noc cicho jak makiem zasiał. Stopy piasku odbite na domowej podłodze są pośpieszne, one wpadły jedynie po kilka spraw, uciekły z powrotem, bo przed domem fruwa ogień, dzieje się inna rzeczywistość – rzeczywistość wspólnoty rozmyślań.

Jemy palony chleb z wcieranym czoskiem i masłem, ziemniaki pieczone w folii aluminiowej, obsypujemy solą smaki niedoszłej jeszcze zimy, miękkiego miąszu ziemniaczanego i chrupiącego chlebowego ciasta. Jest nas wielu – imion zbyt wiele do prędkiego zapoznania. Lepiej powiem, że inni właśnie biorą prysznic przed kolejnym PRĘDKIM dniem dorosłości. A my siedzimy, bo czym się przejmować, zamartwiać? Że pieniądze, że przyszłość, że niewiadoma? Że powinności – do nauki, do wspinania się po szczeblach kariery, a może przeciwnie, do pakowania plecaka, wyjazdów z dala od społeczeństwa, żyjcie, żyjcie, róbcie, róbcie, to i to, jeśli życie poczuć chcecie, jeśli jeszcze nie za późno, jeśli to i to i to. A nas wielu siedzi, każdy z innej zjechał tu krainy cienia, i jemy w spokoju i w beztroskich rozmowach, a naszą główną dywagacją staje się właśnie jajko.

Czy gdyby trzymać tak jajko nad ogniem, to czy stałoby się po czasie jajkiem na miękko? Jedni z nas proponują fizyczne uzasadnienia, że jajko wybuchnie. Inni - w śmiech, że najlepiej sprawdzić to i jajko dać po prostu nad ogień. Tam, w świecie dzieją się dziwy prawdziwe, zmiany, przemiany, odmiany, ale my dzisiaj nie w tym proszę Państwa, nie w tym dzisiaj sedno i istota. Jajko pęknie, czy nie pęknie? Księżyc to półkole, wygląda zza chmur sunących pomału nad jajkiem. Wreszcie jajko ląduje nad ogniem i następuje moment wyczekiwania i wpatrywania się (usilnego, pełnego skupienia) – wybucha. Krzyk, śmiech. Jajko pękło.

Coś jeszcze pęka, wiele pęka. Ale tutaj swoboda, tu pękło jajko jedynie. Takie sprawy, a jakie będą jutro? Różne wybory i inne ciężkie dylematy. Póki co można się śmiać.




Dobrze, że możemy zrobić świat bardziej dobrym i wciąż dobro pomnażać, a czasami, kiedy jest już naprawdę źle i strasznie, możemy pamiętać o tym, że to tylko jajka pękają. (Chociaż wydaje się, że to pęka skorupa ziemska!)

Ale nie! Świat dalej trwa, życie dalej trwa, dobro istnieje – skoro my istniejemy, a Bóg codziennie pomaga nam na nowo je zobaczyć.


Oto czas na burzę mózgu we wspólnocie rozmyślań! Burza mózgu przebiega już, niestety, indywidualnie. Żegnamy się i każdy mówi "do zobaczenia", a ja bardzo dziękuję wszystkim za przeczytanie!



Nadia Urbanek


środa, października 16, 2019

Bóg widzi



„Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą». Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: «Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz». On odparł: «I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.” 
Łk 11, 42-46


Na zewnątrz wszystko ładnie, pięknie. A w środku? Grób pobielany. 
Po co te wszystkie starania o względy ludzkie? Po co wysiłki, żeby się innym przypodobać? Po co zabiegać o to, żeby mnie ludzie chwalili? To strasznie męczące. Zabiera dużo czasu i siły, a co najważniejsze życia nie daje.

Bóg widzi i wie co jest w człowieku. Nie warto szukać chwały i uznania u ludzi. 
Może nawet nikt nie zauważy jakiegoś dobra, które czynię. Ale to nie jest istotne. Bóg widzi i to mi wystarczy. Może ktoś inny posądzi mnie niesłusznie o jakieś zło i rzuci cień na moją osobę. Bóg wszystko widzi i zna prawdę. Możliwe jest uwolnić się od przyjmowania ludzkich opinii. Co sobie o mnie pomyślą, jak mnie postrzegają, czy będą mi się kłaniać? To wszystko z czasem przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Bóg widzi moje wnętrze, zna moje motywacje i wie co mną kieruje w danym momencie. 

Czy jest to miłość?




Jadwiga Wojtak

piątek, października 11, 2019

Katoliczka nie narzeka

Dlaczego? Mam dobrą rodzinę, kocham męża, dzieci... Dlaczego nie jestem szczęśliwa?
Odkryłam niedawno, że mnie nie ma...

Ogarniam dom, pracuję zawodowo, wychowuję dzieci. Dzień zaczynam o 5 a kończę po 23. Jestem ogólnie zadowolona - dzieci dopilnowane, zawiezione na zajęcia pozalekcyjne, obiad ugotowany, kuchnia sprzątnięta a weekend zaplanowany. Wszystko tak, jak lubi mąż i dzieci. Super!
Bo przecież zawsze KOGOŚ INNEGO pytam: co macie ochotę zjeść na obiad? Co chcecie robić w niedzielę? Jak chcecie spędzić wakacje? Co lubicie? O czym marzycie?
Dziś obudziłam się i stwierdziłam: MNIE nie ma!
Już ja nie marzę, ja nie tęsknię, ja nie mam ochoty  i ... nie cieszę się. Kiedyś,  kiedyś... tak, potrafiłam.
Wiec dlaczego nie pytam siebie, czego chcę? Co mogłabym robić w weekend? Jest we mnie PUSTO.
Nie, jest "coś"... coś co po cichu szepcze mi w ucho, że robić coś dla siebie jest źle.

Ja, matka karmiąca innych, usycham z GŁODU.
Co zrobić?
Co zrobić dla siebie?



Anna Duda

sobota, września 14, 2019

Moja dusza jak lawa…

Moja dusza jak lawa… - druga indywidualna wystawa Anny Foryckiej-Putiatyckiej

Już niebawem, 19 października o godz. 17.00, odbędzie się wernisaż drugiej indywidualnej wystawy Anny Foryckiej-Putiatyckiej „Moja dusza jak lawa…” w galerii „U” Ursynów, ul. Lachmana 5 w Domu Kultury Stokłosy. Wystawa potrwa do 27 listopada br.


Anna Forycka-Putiatycka, Otchłań, olej na płótnie, 100x120 cm, 2009-2011



Anna Forycka-Putiatycka

Anna Forycka-Putiatycka jest wieloletnim członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków, przy którym zorganizowała i prowadzi Grupę Twórczą „Symfonia” zajmującą się malarstwem inspirowanym muzyką polskich kompozytorów. Miała 25 wystaw indywidualnych i brała udział w 130 wystawach zbiorowych. Przez kilka lat  wraz z mężem współorganizowała wernisaże i imprezy kulturalno-naukowe w ramach „Souvenir Napoléonien” w Paryżu. Jest finalistką konkursu Muza 2015-Magdalena Abakanowicz, a jej twórczość objęta jest Patronatem Medialnym i Artystycznym Art Imperium - Artistic Guarantee of Art Imperium. Zajmuje się malarstwem, grafiką i fotografią. Jej  obrazy to dalszy ciąg pamiętnika  życia, które jak rzeka płynie pozostawiając po sobie „ślad krajobrazu” dla potomnych w postaci dzieł sztuki.

 Anna Forycka-Putiatycka, …Oj! dana, dana, dana, olej na płótnie,
110x140 cm, 2014 r.

Moja dusza jak lawa… „…Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi...” (A. Mickiewicz, Dziady, III część)

Wystawa ta stanowi swoistą odtrutkę na pandemię wulgaryzmu i brzydoty w sztuce, epatowanie prowokacją, perwersją, wizualną przemocą. Tam, gdzie nie ma głębi życia, jego prawdziwego piękna, pozostanie wszechogarniająca pustka, brzydota, anihilacja. Wobec takich postaw Anna Forycka-Putiatycka kieruje naszą uwagę w zupełnie odmiennym kierunku wołając do nas wszystkich: przebijmy się przez to, co plugawe, twarde, zimne! Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi! Bo granica między prawdą a kłamstwem, dobrem a złem, pięknem a brzydotą przebiega przez nasze własne serce, jest odbiciem stanu duszy, która manifestuje się światu.

Już pierwszy z prezentowanych obrazów pt. Otchłań sprowadza w głąb, gdzie płonie nieugaszony żar ognia. Co go może wyziębić? Czy zatopią go wielkie wody morza? Płomień potężny jak śmierć, jak uderzenie gromu, jak wybuch wulkanu i dusza niczym lawa miłości. 

W zupełnie odmiennej kolorystyce i z jeszcze większym dynamizmem prezentuje się obraz pt. Opatrzność. Mocno skłębione fale ludzkiego życia i jego maleńki, samotny okręt płynący w prawym dolnym rogu malowidła jest obrazem wdzięczności za to, że nie jesteśmy sami. Z kolei Ucietrzew to człowiek, który jest jak ptak pragnący wzlecieć, żyć, a bywa gdzieś więziony, schowany, nie mający możliwości realizacji swych najgłębszych pragnień

Jądro ciemności to obraz, który w swym tytule nawiązuje do książki Heart of Darkness, dosłownie „serce ciemności”. Opowiada o naszym życiu i naszych czasach spowitych nie raz mrokami. Będąc w ciemności potrzebujemy światła, głosu z góry, bo w własnej ciemności możemy jedynie błądzić. Jeśli serce spowija wyłącznie ciemność, to tylko ciemność przekażemy innym. Obraz ukazuje tajemnicę ciemności i światła naszego serca, które rozprasza mroki, ale ich nie niweczy. Widzimy światło, ale nie wiemy, co będzie dalej. 

Życie w artystycznej ekspresji Artystki bywa też jak Odpływ, jak woda, która przypływa i odpływa, nie wiadomo kiedy nas zaskoczy. Ileż razy mamy szansę, by coś osiągnąć, a nie udaje się? Ile razy nie możemy przejść przez jakąś barierę? Czy będziemy uciekać przed morzem? Nawet jeśli, to nie unikniemy burz. Rzeczywistość Po burzy zależy w dużej mierze od nas. Bywa, że w obliczu wielorakich, złożonych doświadczeń zamieniamy swoje serce w lodowiec, jak w obrazie o tym samym tytule, będącym zamysłem nad chłodem ludzkiego wnętrza. Ukazuje on ludzi, którzy są lodowaci, nie chcą czegoś z poświęceniem zmieniać na dobre, lecz żyją wyłącznie dla siebie i swoich interesów. Dlatego potrzeba nam światła, które nie tylko stopi ten lód, ale także da przezroczystość. Opowiada o tym obraz Transparance. To wezwanie, by białe było białe, a czarne czarne, żeby ludzie żyli w przezroczystości, która idzie z góry. Właśnie tam wzlatuje dusza w obrazie Błękitna Lou. Inaczej pozostanie nam Współczesna wieża Babel.

W egzystencjalnej podróży Artystka daje nam wgląd w kolejne doświadczenie. Obraz Smuga cienia to bolesne rozdarcie, z którego upływa jakieś życie. Zabiera je czy niesie? Wypływająca lawa przyniesie jedynie destrukcję czy wykiełkuje z niej nowe życie? W życie wpisane jest umieranie. W nowość, odejście starego.

Artystka bardzo chętnie wyraża się w kolorach, o czym świadczą obrazy takie jak …Oj! dana, dana, dana  czy …ale tańcować mogę. Tańczące pola, wiatr, czy nawet zarys pięciolinii to wyraźne nawiązanie do naszego folkloru i Oskara Koleberga. Nie mniej żywiołowych barw mają okrągłe obrazy L’oeil de Beuf, inspirowane paryskimi rozetami i mistyką światła, które emanuje w gotyckich katedrach. Już sama symboliczna forma koła i anagogiczny sens światła wiodą umysł od przedmiotów materialnych ku rzeczom Boskim, ku Pełni, ku Doskonałości. Potwierdza je Niebiańskie sklepienie, a ukojenie duszy wyraża Pieśń o zachodzie słońca.

Na przedłużeniu fascynacji Artystki paryską katedrą Notre-Dame, z wyraźnym nawiązaniem do tegorocznego pożaru, ale nie pozbawionym symbolicznej głębi, są świątynie zobrazowane w dziełach pt. Zaświt, Korzenie i Nie jesteś sam. Zaświt jest wyrazem nadziei na odbudowę po zniszczeniu. Korzenie katedry ukazują wznoszoną ku górze wiarę ludzi i zawsze obecną w ołtarzu światłość. Nie jesteś sam to zapewnienie, że człowiek nigdy nie jest sam. W największej ciemności, w Katedrze odnajdzie Boskie światło. 

Obrazy Anny Foryckiej-Putiatyckiej przepełnione są silnymi emocjami i intensywnością przeżyć. Nasycone barwy tętnią życiem, a ekspresja wykonania zachwyca wrażeniowością i pobudza do działania. Są jak ogień, który rozpala. Zrównoważenie przychodzi w obrazach o melancholijnym wydźwięku, gdzie intensywność barw przygasa na rzecz wprowadzenia w tajemnicę smutku. Dzieła te są emanacją doświadczeń Artystki, a w świecie tych obrazów naczelne miejsce ma przyroda, przez pryzmat której Artystka opowiada swoje przeżycia, na tyle inkluzywne, by zawarły się w nich doświadczenia innych. Jest to sztuka bliska widzowi, bo opisuje jego najgłębszą rzeczywistość. Tematy poruszane w obrazach Anny są po prostu prawdziwe. Wypływają z serca, które żyje i zaprasza, by z tego życia czerpać. Nie własnego, bo Artystka nie kieruje uwagi ku sobie, ale znacznie wyżej i zaprasza, by zejść w głąb duszy, która jest jak lawa, której wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi…


Dorota Lekka



Anna Forycka-Putiatycka, Niebiańskie sklepienie, olej na płótnie, 80x100 cm, 2019 r.


Anna Forycka-Putiatycka, Nie jesteś sam, olej na płótnie, 100x80 cm, 2019 r.



  

środa, września 11, 2019

Ten, który Jest po mojej stronie

„Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:
«Błogosławieni jesteście, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.

Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.

Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.

Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.

Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.

Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.

Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom».”

Łk 6, 20-26




Co mnie uszczęśliwia?

Czy są to pieniądze? Nie. Czy korzystanie z dóbr luksusowych, wypasiony samochód, markowe ubrania, dalekie podróże, apartamenty itd.? Absolutnie nie. To może sława, uznanie u ludzi albo wszelkiego rodzaju rozrywki i doświadczenia ekstremalne? Doskonale wiem, że to też mi nic nie da. A władza, panowanie nad innymi? Nie.

To wszystko mało, nie nasyca. Ten, który Jest po mojej stronie mówi dziś jak żyć, aby być błogosławionym czyli szczęśliwym. Dlaczego tak mocno trzymać się własnego sposobu myślenia i gonić za szczęściem po swojemu? Dlaczego nie posłuchać Kogoś, kto proponuje mi dziś coś zupełnie innego? Jest w nas przekonanie, że Bóg jest przeciwko nam, że chce coś odebrać, że trzeba samemu walczyć, zmagać się z życiem. Może to dzisiejsze Słowo przekona choć trochę mnie i Ciebie, że Jezus zabiega o nas i cały czas na różne sposoby próbuje pokazać, gdzie jest to źródło pięknego życia. Bóg jest dobry. Odkryję tę prawdę w codziennej lekturze Ewangelii.



Jadwiga Wojtak

wtorek, września 03, 2019

Zapowiedź


Kolejne pomysły, kolejne aspekty życia rodzinnego krążą w moich myślach. Było o kobietach – dość obszernie, rodzinie, narzeczeństwie, a także o sporcie. 

Teraz bierzemy na tapet relację ojciec – córka i odwrotnie ;)



Zapewniam Was, że będzie nietypowo, inaczej, nietuzinkowo. Będą to dwa artykuły (i uwaga!), niekoniecznie jeden o relacji ojciec – córka a drugi o relacji córka – ojciec.


Więc o czym? Zobaczycie! Zapraszam, już wkrótce.





Karolina Wtorek

wtorek, sierpnia 27, 2019

Sukienka mamy, czyli jak odkryłam styl Vintage


Tego dnia zamierzałam tylko zobaczyć, czy mamie nie trzeba posprzątać. W  końcu 80 lat rodziców zobowiązuje do czegoś ich dzieci. Na mój widok, a raczej na widok mojej sukienki, mama zawołała: zupełnie taką sama nosiłam kilka lat przed Twoimi narodzinami, miałam wtedy tyle lat, co ty dzisiaj… I tu nastąpiło trochę koniecznych wspomnień i godzina przeglądania babskiej szafy.

Wyszłam od mamy z dwoma sukienkami, które leżały na mnie idealnie, były po prostu… PIĘKNE!

Poszukałam i odkryłam, że to się nazywa: moda vintage. Ten trend pojawił się w kulturze już w XIX wieku, kiedy to zaczęto interesować się tym, co było kiedyś modne. To noszenie ubrań mam i babć, ale również łączenie ich z  nowymi. Co dziś w modzie vintage jest modne? Z pewnością zwiewne sukienki w kwiatki, skórzane dodatki i nakrycia głowy.


Vintage opiera się na kilku, bardzo prostych zasadach i aby zachować ten styl powinno się pamiętać, że:

  • tu nikomu nie zależy, by szokować ubiorem, dlatego, w doborze ubrań, warto kierować się zdrowym rozsądkiem;
  • to styl przeszły, niecodzienny i bardzo odległy od współczesnych trendów. Jeżeli interesujesz się modą vintage zapomnij o stylizacjach glamour, street fashion czy sportowej elegancji;
  • aby wpisać ubranie czy stylizacje do kanonu mody vintage należy pamiętać, że musi upłynąć co najmniej 20 lat, aby mogły być za takie uznane. Chodzi tutaj o podkreślenie różnicy w stylach: dzisiejszym i przeszłym;
  • vintage nie oznacza zniszczone. Jeżeli decydujemy się sięgać do szafy mamy lub babci i wyciągać ich ubrania z dawnej młodości, pierwsze, co powinno zwrócić uwagę to ich stan. Stare, zniszczone, a co gorsza przepocone i brudne elementy stylizacji to nie vintage;
  • moda vintage to również zwrot ku jednemu stylowi w przeszłych trendach. Dobierz styl do swojego charakteru, stylu bycia;
  • vintage tkwi w akcentach. Jedne z najlepszych stylizacji vintage to takie, w których pojawia się jeden lub maksymalnie dwa elementy z tego stylu. Nie muszą być mocnymi akcentami w tej stylizacji, ale zachowają równowagę – np. kolczyki klipsy, stare, skórzane torebki, stylizowane nakrycia głowy czy... nawet fryzury retro.

Ciekawostką są nowe kolekcje dużych firm, które w nazwach mają „vintage”. Przykładem może być: Future Vintage – nowa kolekcja Levi’s, Jeansy w stylu vintage ReDesign, marki Reserved. Styl vintage dostrzegają komentatorzy mody także w nowej kolekcji Zary: https://www.fashionpost.pl/nowa-kolekcja-zary-w-duchu-vintage




Anna Duda

wtorek, lipca 30, 2019

Prosty człowiek

Pilna potrzeba przedefiniowania

Mojego człowieka nazwałam "człowiekiem prostym" chociaż do tej pory "człowiek prosty" oznaczał raczej kogoś niewyróżniającego się inteligencją, niesięgającego po życiowe "coś więcej", albo człowieka głupiego, który wielkich idei raczej nie pojmie swym prostym umysłem. Wybrałam tę nazwę właśnie dlatego – kojarzy nam się z kimś nieważnym. A ja chciałabym nieco zmienić jego definicję i pokazać go w nowym świetle. Mój człowiek prosty jest dla mnie wzorem, bo nigdy nie chciałam nim być, nigdy nie chciałam być tak nazwana, szukałam raczej dla siebie określeń "wpływowa, znacząca i ważna". A później przyszła dorosłość. Życie w wielkim oceanie pełnym kropli wody takich, jak ja. Rozczarowanie, ból i rozpacz. Poczucie braku sensu. 

A kiedy odkryłam mojego człowieka prostego, wtedy zachciałam nim być; zachciałam odciąć się od głosu w mojej głowie, który stawia MNIE wciąż na pierwszym miejscu świata.

Krótka historia pewnej pani

Pani A. zawsze czuła, że jest stworzona do rzeczy większych, niż te, które dało jej życie. Skończyła szkołę podstawową, gimnazjum, liceum ogólnokształcące i studia (z niebylejakim tytułem magistra od spraw różnorakich), w tym czasie zakochała się pięć razy, z czego cztery zakochania zakończyły się wielkim rozczarowaniem, a piąte małżeństwem. I mieszkaniem w centrum miasta. A nawet dzieckiem. Pani A. nie mogła znaleźć nigdzie pracy, ale wreszcie zatrudniono ją na dostatecznie przyzwoitym stanowisku w dostatecznie przyzwoitej firmie. 

Pani A. nie chciała uwierzyć, że to już wszystko, co otrzyma od życia.

Teraz codziennie musi chodzić do pracy? Zajmować się dzieckiem, gotować, prać, sprzątać i prasować? A co z jej znaczeniem w świecie? Co z jej wielkością, z jej marzeniami o byciu sławną, rozpoznawalną na ulicach miasta? Ostatnio jeden przechodzień uderzył ją swoim plecakiem, a koleżanki z pracy wyszły bez niej na kawę. Co z podróżami, co z truskawkami i szampanem na jachcie w Dubaju, co z przygodami, tymi wyjętymi wprost z romantycznych filmów, co z wielkimi wydarzeniami życia? Gdzie się podziały? Gdzie taniec z ukochanym w deszczu? Kiedy pada, on nie chce nawet wyjść na balkon, żeby ściągnąć pranie. Nie robi jej śniadań do łóżka i nie mówi codziennie, że kocha ją ponad życie swoje własne i że za nią to w ogień by skoczył, tylko – wychodzi rano, wraca późnym wieczorem, wiecznie zmęczony i zabiegany (chociaż z kolegami ma czas się spotkać). Dziecko, chłopiec, chodzi już do przedszkola i maluje pędzlem po ścianach salonu kropki niebieskie, żółte i różowe.













I tak pani A. przeżyła swoje życie, zamartwiając się bardzo tym, że niczego nie osiągnęła.


Dywagacje człowieka prostego

A ja chciałabym dzisiaj powiedzieć wszystkim, że to wcale nie tak. 

Bycie szczęśliwym i spokojnym w duszy prostym człowiekiem jest w naszych czasach wielką sztuką. Przecież od dzieciństwa chcemy być gwiazdami. Chcemy być podziwiani. 

Nikt nie chciałby być człowiekiem, który z tłumu niczym specjalnym się nie wyróżnia i ma życie zbliżone do miliona innych żyć prostych ludzi. To taki ot człowiek, wstający codziennie rano do pracy, który musi wyprowadzić psa na spacer, podlać kwiatki i posprzątać dom, a przy tym każdy jego gest skazany jest na zapomnienie.

I nigdy nie zostanie przez ludzi zauważony.
I tak, to prawda, że po śmierci zostanie na świecie zapomniany. 

Zmierzmy się z tym stwierdzeniem. Nie chodzi tutaj o to, aby czuć się niewartościowym, lecz o to, aby zdjąć wreszcie z siebie ten ciężar o nazwie "muszę być KIMŚ WIELKIM" i odsapnąć, odpocząć od niego, bo nasze poczucie wielkości i ważności przygniata nas zbyt często.


A szczęście jest tam, gdzie spokój duszy. A spokój duszy tam, gdzie nie ma gonitwy za sławą, pieniędzmi, znaczeniem w świecie. Spokój duszy jest tam, gdzie można przystanąć i zachwycić się życiem.

Bycie człowiekiem prostym, w moim rozumieniu, to zaakceptowanie siebie w świecie, dostrzeganie większej ilości piękna, zrozumienie swojego prawdziwego celu, odcięcie się od konsumpcjonizmu, przykładanie większej uwagi do wartości, bycie człowiekiem spokojnym wewnętrznie i wierzącym w miłość Bożą.


Często jeżdżę pociągami. Siedzę na dworcach PKP w różnych miastach. Dookoła mnie jest tłum ludzi. I tylko paru się rozgląda. Pozostali biegają w swoje strony, nic nie widząc.

Czy kiedykolwiek osiągną pełnię szczęścia w tej gonitwie, ciągłym stresie i zamartwianiu? 




















Na koniec zachęcam Was, abyście przeczytali wieczorem, w ciszy, dwa fragmenty z Biblii. Psalm 131 oraz Ewangelię Mateusza 6:24-34.



Nadia



środa, lipca 03, 2019

Spowiedź czy psychoterapia?

Usłyszałam ostatnio mniej więcej takie zdanie: „Po co mam się spowiadać, skoro skończyłam dwuletnią terapię u psychologa i na razie jest dobrze?”

No właśnie - po co? Czemu ma służyć sakramentalna spowiedź? Czy chodzimy do niej tylko po to, żeby się lepiej poczuć? Czy nie lepiej w takim wypadku pójść do psychoterapeuty, który jest może nawet lepiej przygotowany, żeby zrozumieć ludzką psychikę?


Czy ja mam jakieś grzechy?

Chcąc dobrze odpowiedzieć na te pytania, warto najpierw zastanowić się czym w ogóle jest grzech. Mam wrażenie, że to pojęcie bardzo się dzisiaj rozmywa. Może ktoś jeszcze straszy dzieci, żeby czegoś nie robiły, bo to grzech, ale w dorosłym życiu rzadko w ogóle nazywamy jakiś czyn grzechem. W naszym języku częściej znajdą się takie pojęcia jak wina, zły czyn, przestępstwo i tym podobne określenia nie mające nic wspólnego z religią. 

W głębi każdego człowieka ukrywa się jednak sumienie, które dobrze ukształtowane poprzez wychowanie i przyjęte normy etyczne wskazuje nam pewien moralny ideał. Wykroczenie przeciwko temu ideałowi nazywamy winą. Grzech jest szerszym pojęciem. Jest nie tylko przekroczeniem norm moralnych, ale też zerwaniem relacji z Bogiem. Popełniając grzech rezygnujemy z więzi wzajemnej miłości i zaufania między nami, a naszym Stwórcą. 

Jak tragiczna byłaby nasza sytuacja, gdybyśmy mieli pozostać już na zawsze samotni! Właśnie do tego prowadzi nas grzech.


Czy jest ktoś, kto może mi pomóc?

Na szczęście Bóg jest zawsze pierwszy. Także w sytuacji, gdy sami zrywamy z Nim więzi, to On pierwszy wychodzi do nas ze swoim miłosierdziem. Tylko stając przed obliczem dobrego Ojca, który jest gotowy nam przebaczyć, możemy ze skruchą wyznać swoje grzechy i rzeczywiście za nie żałować.
Jeśli jednak ktoś neguje istnienie grzechu, spotyka się z cierpieniem spowodowanym wyrzutami sumienia albo próbuje zrzucić na innych odpowiedzialność za swoje grzechy. Przyjęcie Bożego przebaczenia w sakramencie pokuty ma uzdrawiającą moc – pozwala dostrzec popełnione zło i uświadomić sobie wyrzuty sumienia, które się zrodziły. Prowadzi także do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny i pomaga odzyskać pokój serca.


Co jeśli dalej czuję się źle?

Jeśli po szczerej spowiedzi poczucie winy nie ustępuje, wtedy być może potrzeba również pomocy psychologicznej. Psychologia i duchowość uzupełniają się. Pierwsza pomaga odkryć w człowieku głębokie zranienia spowodowane najczęściej wydarzeniami z dzieciństwa. Porządkuje emocje i szuka przyczyn wewnętrznych blokad i mechanizmów obronnych. Podejście duchowe wskazuje obiektywny grzech popełniony w wolności. Celem obu jest uwolnienie człowieka od dręczącego poczucia winy i przybranych przez niego masek, aby mógł prawdziwie być sobą.

Psychoterapeuta pomaga człowiekowi odnaleźć w jego przeszłości to, co ma wpływ na teraźniejszość i uczy go jak może uwolnić się od nieprawidłowych wzorców zachowań. Nie ma on jednak wpływu na to, jaka będzie przyszłość danej osoby. 
W sakramencie pokuty penitent (łac. paenitere = nawrócenie) spotyka się z dwoma osobami – z kapłanem i z Bogiem. Kapłan pomaga mu dostrzec obiektywny grzech popełniony za przyzwoleniem woli, Bóg przebacza i oddziela go od przeszłości, jednocześnie otwierając go na pełną nadziei przyszłość.

Człowiek jest jednością.

Nie da się oddzielić sfery duchowej od psychologicznej albo nie można dbać jedynie o ciało, zaniedbując swoją duszę. 
Zadbajmy zatem o całą swoją osobę – ciało, duszę, psychikę. Poznając lepiej siebie, będziemy stawać się coraz piękniejszymi ludźmi i coraz bardziej podobnymi do tego, który uczynił nas na swój obraz. :) 



Magdalena Parys

Na podstawie: Joël Pralong, Fałszywe poczucie winy. Spojrzenie, które uzdrawia., Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2015